<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214</id><updated>2011-12-26T14:39:58.387+01:00</updated><category term='gry'/><category term='cRPG'/><category term='muzyka'/><category term='technika'/><category term='Lux Occulta'/><category term='varia'/><category term='tłumaczenia'/><category term='internet'/><category term='ulver'/><category term='komputer'/><category term='anime'/><category term='last.fm'/><category term='film'/><category term='tiamat'/><category term='społeczeństwo'/><category term='japonia'/><category term='moonspell'/><category term='koncert'/><title type='text'>Strefa wolna od idoli</title><subtitle type='html'>Crawley'owy blog o wszystkim i o niczym zarazem.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>101</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7880091972259730711</id><published>2011-12-24T14:52:00.001+01:00</published><updated>2011-12-24T14:53:11.398+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Święta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cieszę sie na te święta. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie mogę doczekać się Wigilii, prezentów, potraw, atmosfery. Nie przygotowywałem się do tego jakoś specjalnie czy pięknie (z postanowieniami zawsze było u mnie krucho), a jednak czuję się, jakbym na ten właśnie moment czekał ostatnie pół roku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem Święta będą inne niż zwykle. Inne, niż kiedykolwiek wcześniej. Po raz pierwszy od dawna czuję się ich częścią. Czuję, że przenikają moje życie i że mam na to wszystko wpływ. Czuję radość z nich płynącą i wiem, że te święta będą wyjątkowe. Szczęśliwe.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Życzę, żeby Wasze Święta w Waszym odczuciu były równie wyjątkowe.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7880091972259730711?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7880091972259730711/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/12/ciesze-sie-na-te-swieta.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7880091972259730711'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7880091972259730711'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/12/ciesze-sie-na-te-swieta.html' title='Święta'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5351761965306298921</id><published>2011-11-09T12:00:00.055+01:00</published><updated>2011-11-09T19:46:58.598+01:00</updated><title type='text'>Już nie moja klasa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zebrałem się w sobie i w końcu usunąłem konto na naszej klasie (mail z prośbą o usunięcie danych osobowych z serwera też poszedł - ciekawe kiedy rozpatrzą i odpowiedzą). Sporo czasu zajęło mi podjęcie ostatecznej decyzji - szczególnie, że nosiłem się z tym już dość długo. Zawsze jednak pojawiała się myśl "a może mi się jeszcze przyda?", "mam tam sporo znajomych, z którymi teraz nie utrzymuję kontaktu, ale może jeszcze będę" lub też "może będzie jakieś spotkanie klasowe, warto trzymać". Ostatnie wiadomości datowane na dwa lata wstecz wcale temu nie przeszkadzały. Może było to przywiązanie do konta? A może wrodzony show off (nie potrafię znaleźć na to słowo dobrego słowa w polskim), który każe się lansować na każdym kroku (po to przecież jest facebook). Tak czy inaczej doszedłem w końcu do wniosku "Po co mi to?" i usunąłem. Nie ma za tym żadnej ideologii, żadnych ruchów i przeświadczeń o popsuciu się serwisu nk (czyli czegoś na zasadzie kiedyś było fajnie a teraz już nie jest fajnie - mimo, że w sumie jest lepiej).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Interesujące jednak jest to, że poczułem chęć pójścia za ciosem. Bo w końcu po co mi facebook, na którego i tak rzadko zaglądam, a jak już, to wrzucam jakiegoś linka i patrzę kto dał "lubię to". Po co mi G+, które z jednej strony jest bardziej hipsterskie (bo mniej osób tam siedzi) i przez to bardziej awangardowe, z drugiej nie daje takich możliwości jak facebook. Po co mi last.fm, który w sumie służy już tylko i wyłącznie do chwalenia się swoim gustem - przynajmniej dla mnie. Nie, nie twierdzę, że te serwisy są złe. Nie są. Raczej ja nie wykorzystuję w pełni ich potencjału. Zamiast żywego kontaktu z ludźmi (czasami długo niewidzianymi) sporadycznie krzyczę w pustkę. Co gorsza ten krzyk tak na prawdę nic ze sobą nie niesie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po co mi więc profile na portalach społecznościowych. Czemu jeśli chcę coś przekazać, decyduję się zrobić to na fb, nie zaś np. na tym blogu? Prostota tego pierwszego? Brak zobowiązań? A może mój własny wymóg, by ten blog był czymś lepszym? Ale czy to usprawiedliwia mnie od śmiecenia gdzie indziej?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Serio. Czuję się trochę jak na emocjonalnej pustyni. Wszystko to, co robię na serwisach społecznościowych to tak na prawdę nic nie warte śmieci. Nie ma tam zaangażowania, nie ma tam uczuć... W sumie nie ma nic wartego uwagi - może poza okazjonalnymi dyskusjami ze znajomymi. Z tymże do dyskutować i utrzymywać kontakt można za pomocą maila, który z zasady jest bardziej zaangażowany? Dlaczego? nie zapisać się na grupy dyskusyjne czy chociażby częściej pisać na komunikatorze? Czemu nie rzucić tych wszystkich portali w trzy diabły i nie zacząć bardziej angażować się w to co chcę przekazać?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odpowiedź jest jedna: strach przed tym, że gdy pozbędę się tego co niskie, to co wysokie wcale nie musi nadejść. Zamiast nich przyjdzie pustka.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5351761965306298921?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5351761965306298921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/11/juz-nie-moja-klasa.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5351761965306298921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5351761965306298921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/11/juz-nie-moja-klasa.html' title='Już nie moja klasa'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7815476454046578051</id><published>2011-11-08T01:35:00.000+01:00</published><updated>2011-11-08T01:35:49.537+01:00</updated><title type='text'>Ścieżka jest jedna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zawsze sobie coś obiecuję a nigdy z tego nic nie wychodzi. Chodzi oczywiście o pisanie na blogu. Niby mam więcej czasu niż wcześniej, niby więcej do pisania, nawet czasami warunki przypominają te z czasów mojej największej pisarskiej płodności... a jednak. Czas, jak to czas - marnuje się - zarówno w pracy, jak i poza nią. Tematy też jakoś tak... czasami coś zacznę pisać, ale niekończę z uczuciem niezadowolenia, może nawet niesmaku wywołanego tym, co już napisałem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kryzys? Może.... a może najzwyczajniej w świecie się zatrzymałem. Nie rozwijam się już w ogóle, wzamian odcinając się od wszystkiego, łącznie z samym sobą. Bardzo mi się to nie podoba, a jednak ciągle tak jest. Chciałbym to zmienić, a nie potrafię. Zająć się czymś innym co przeniknęłoby na tego bloga. A w sumie wychodzi na to, że znów spędzam czas przed komputerem. Czas, który bezpowrotnie tracę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nawet teraz, kiedy jestem w pracy, powinienem mieć mnóstwo okazji do pisania - ale jakoś tak się nie chce. Czasami zasłaniam się tym, że w gruncie rzeczy do pisania się nie nadaję. Nie jest tak. Prędzej spowodowane jest to tym, że muzyka zniknęła z mojego życia. Stało się ono szare zamiast czarno-białe - przynajmniej w formie odczuwania. Zniknęło też wszystko to, co się z nią wiązało - znajomi, koncerty, dyskusje. Czasami się spotkamy, ale to już nie to samo. Nigdy nie będzie tym samym, bo każdy znalazł swoją ścieżkę. Tylko czemu ścieżka jest jedna i nie ma nic poza nią?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chciałbym się zatrzymać na niej by móc znów podziwiać otaczające ją krajobrazy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7815476454046578051?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7815476454046578051/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/11/sciezka-jest-jedna.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7815476454046578051'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7815476454046578051'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/11/sciezka-jest-jedna.html' title='Ścieżka jest jedna'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5052329044971617953</id><published>2011-10-13T11:40:00.001+02:00</published><updated>2011-10-13T11:42:16.005+02:00</updated><title type='text'>Idzie zima</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Nie pamiętam, kiedy ostatnio czas uciekał mi tak szybko, jak teraz. Nawet nie zauważyłem, kiedy uciekł mi wrzesień, a tu już niespodziewanie połowa października. Zaraz będzie listopad, potem grudzień.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tak, wszystko jakoś tak przyspieszyło lecz jednocześnie czas całkowicie zanikł. Jego ramy przestały mieć znaczenie. Jest tylko tu i teraz, czasami zakłócane przez poczucie wczoraj. Jutra nie ma bo w ogóle się o nim nie myśli. Nie czeka się na to, co ma nadejść bo to już jest tutaj. Jedyne, co świadczy o przemijaniu to cykle dnia i nocy (ostatnio dość zaburzone) oraz zmiany pór roku. A ja coraz bardziej to odczuwam.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Idzie zima.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5052329044971617953?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5052329044971617953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/10/idzie-zima.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5052329044971617953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5052329044971617953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/10/idzie-zima.html' title='Idzie zima'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6465806291116786815</id><published>2011-07-15T15:22:00.000+02:00</published><updated>2011-07-15T15:22:09.202+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><title type='text'>Google z plusem (czyli portalowy zawrót głowy)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miał być inny post, ale widać jeszcze poczeka. Oto w moim biurowo-słuchawkowym życiu pojawiła się nowa zabawka, a imię jej Google+. Przy okazji w tenże sposób oto stałem się częścią internetowego hitu ostatnich dni, do którego ludzie ponoć pchają się drzwiami i oknami (o ile już nie otwarli tego dla wszystkich).&amp;nbsp;Wpis ten da mi możliwość podzielenia się pierwszymi wrażeniami.&amp;nbsp;A nie powiem, są one bardzo pozytywne, głównie dlatego, że przez cały czas obcowania z g+ odnoszę wrażenie, jakobym korzystał z uproszczonego, odświeżonego facebooka. Taki powrót do korzeni twarzoksiążki, tyle że pod innym szyldem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czemu powrót do korzeni? Na g+ nie ujrzymy aplikacji, stron profilowych itp. Facebook doskonale przejął rolę ociężałego już MySpace'a, dobrze się też sprawuje jako platforma do grania. Kosztem tego główn rola facebooka, komunikacja, straciła mocno na znaczeniu i skryła się gdzieś za ciągłymi monitami z quizów, gier czy wpisów ze stron. Facebook przestał być miejscem dyskusji i utrzymywania kontaktu. Zamiast tego wiele osób krzyczy w próżnię i zlicza plusiki. Po komunikacyjnej roli Facebooka pozostała niejako pustka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Google+ wypełnia tę lukę, przez co walka o użytkowników będzie ostra. Wprawdzie możliwe jest egzystowanie na obydwu serwisach jednocześnie, niemniej wątpię, by tak się działo. Z obserwacji i doświadczenia widać, że ludzie raczej trzymają się ulubionych rozwiązań pozostałe odwiedzając sporadycznie. Co za tym idzie, któryś z serwisów prawdopodobnie podzieli rolę nk czy myspacem, na które wchodzi się bardzo rzadko, tak by posprawdzać, co się dzieje. Niby możnaby usunąć konto, ale jakoś żal, a może sie przyda itp. Za niedługo przekonamy się, czy tak będzie i kogo spotka ten nieszczęśliwy los.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak na razie google dla mnie wygrywa, wszystkiemu zaś przyświeca ease-of-use. Zamiast dziwnych grup i konfigurowania, google wprowadził kręgi. Szybki drag-n-drop i już osoba znajduje się w danym kręgu. Zamiast śledzenia stron są sparki, które działają podobnie do wyszukiwania. W końcu brak jakichkolwiek reklam i łatwe w zarządzaniu opcje prywatności (do których zaliczają się kręgi) sprawiają, że z jednej strony mamy prostszego, przejrzystszego facebooka, z drugiej jest to mimo wszystko coś nowego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście, to nadal facebook, do tego trochę taki dla ubogich. Dla ludzi chcących wiedzieć co w t facebook nadal pozostanie numerem jeden (ktoś jeszcze zajmuje się MySpacem?). &amp;nbsp;Tak więc rywalizacja zapowiada się bardzo, ale to bardzo interesująco. Czy wygra bardziej stary, dobry Facebook, czy też młody g+, czas pokaże. Oba portale nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa i ze pewnością czeka nas wiele interesujących wydarzeń w ich swiecie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6465806291116786815?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6465806291116786815/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/07/google-z-plusem-czyli-portalowy-zawrot.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6465806291116786815'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6465806291116786815'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/07/google-z-plusem-czyli-portalowy-zawrot.html' title='Google z plusem (czyli portalowy zawrót głowy)'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-656115921657960228</id><published>2011-04-30T11:51:00.000+02:00</published><updated>2011-04-30T11:51:25.692+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Ślub po królewsku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Korzystając z okazji dnia wolnego oraz czując się zobligowany zarówno swoim wykształceniem, jak i niebywale rzadką okazją zobaczenia ślubu następcy tronu, oglądałem wczoraj ceremonię ślubną księcia Williama i (już) księżnej Kate. Fakt, nie widziałem całości, ale na najważniejszą część, czyli nabożeństwo w opactwie Westminsterskim, się załapałem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I w sumie w związku z tym chciałbym poczynić pewną małą dygresję. Zaskoczyło mnie bardzo, że Wielka Brytania, przy całej swej nowoczesności, olbrzymich zmianach społecznych, multikulturowości i postępowości potrafiła urządzić imprezę tak konserwatywną. Że w kraju, gdzie religia jest na bardzo dalekim planie, gdzie małżeństwa homoseksualne już nikogo nie dziwią i gdzie rozważa się różne dziwne inicjatywy pokroju "Rodzic A i Rodzic B" można zrobić ślub przyszłego monarchy w zgodzie z wielowiekową tradycją, z ciągłym odnoszeniem się do Boga, do religii anglikańskiej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jednak, co najważniejsze, nikogo to nie oburzało, nikt nie czuł się dotknięty takim ukierunkowaniem. Nie starano się też zadowolić wszystkich. Zwyczajnie zdrowy rozsądek zwyciężył.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widać świat nie jest aż taki zwariowany, jak nam się wmawia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-656115921657960228?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/656115921657960228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/04/slub-po-krolewsku.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/656115921657960228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/656115921657960228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/04/slub-po-krolewsku.html' title='Ślub po królewsku'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5495879997119979455</id><published>2011-04-24T15:58:00.000+02:00</published><updated>2011-04-24T15:58:46.341+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Porządki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nigdy nie lubiłem sprzątania. Sprzątanie zawsze w moim przypadku odnosiło się do robienia porządków po dłuższym czasie, zawsze oznaczało zmiany (i problemy ze znajdywaniem różnych potrzebnych rzeczy), potrzebę przystosowania się do nowego. ja  gruncie rzeczy lubię stałość i za zmianami w swoim otoczeniu średnio przepada. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czasami jednak trzeba. Ze względu na święta, ze względu na wiosnę, ze względu na magisterkę czy ze względu na nudy biorę się za uporządkowanie czegoś. Najczęściej pada na mnie samego i np się ogolę, o wiele rzadziej reorganizację przeżywa pokój. Jeszcze mniej porządków przeprowadzam na swojej skrzynce. Bo niby po co? Obecnie konta mailowe mają olbrzymie pojemności (moja skrzynka zajmuje ponad 2GB, a i tak nie zająłem nawet 1/3 przysługującego mi miejsca), wszystko można łatwo wyszukać, przejrzeć, przypomnieć. Nie będę też ukrywać, że jestem typem chomika. Z jakiegoś powodu maile są dla mnie jak listy i różne stare, nawet bzdurne, wiadomości przetrzymywane są w skrzynce. Na wszelki wypadek, gdybym chciał do nich wrócić. Ale przecież nigdy nie wracam...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedynym powrotem jest właśnie to sprzątanie. Usuwanie starych, niepotrzebnych wiadomości (sięgających nawet 2005 roku), pozbywanie się wspomnień, których i tak przecież i tak już nie pamiętam. A przy tym sobie przypominam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jaki byłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co było dla mnie ważne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co było ważne dla nas.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nasze przedsięwzięcia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nasze marzenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nasze smutki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko to znajduje się w mailach. Historie dawno opowiedziane, miłe wspomnienia. Gdzieś znalazłem zdjęcie dwóch mieczy, którymi wywijałem. Albo fotki z ogniska u Marka, gdzie wszyscy byli jeszcze młodzie i naiwni. Gdzieś indziej znalazłem projekt krzyżówki od Kauacha - jedna z niewielu pamiątek z przygotowań do konwentu. Skany książek, zabawne obrazki, które trzymałem na mailu przez 6 lat. To wszystko znajdowało się na mojej skrzynce, dawno już zapomniane (do niektórych rzeczy nigdy nie zajrzałem). Do tej grupy zaliczają się także liczne opowiadania wysyłane przez kilka osób - przepraszam Was za to, że nigdy ich nie przeczytałem. Postaram się to nadrobić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stare maile to także przypomnienie czasów, w jakich dane nam żyć było. Przeszłość bardzo niedaleka, a jednak pokazująca, ile się zmieniło. Reklamy oferujące wyjazd do pracy za granicą to tylko jedna z tego typu perełek. Tak, reklamy bywają niczym miniaturki - doskonale portretują rzeczywistość, umieszczają ją w kapsule czasu, którą odczytać mogą tylko osoby żyjące w tamtych czasach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak. Porządkowanie maila to podróż w przeszłość. W wielu przypadkach przepełniona sentymentem, ale i w wielu ostatnia. Sprzątanie to sprzątanie. Kosz czeka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Łzy nie uroniłem.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5495879997119979455?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5495879997119979455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/04/porzadki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5495879997119979455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5495879997119979455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/04/porzadki.html' title='Porządki'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7902480908099838931</id><published>2011-03-03T22:22:00.002+01:00</published><updated>2011-03-03T22:32:25.190+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Oczy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy miesiąc temu zacząłem pracować w pewnej firmie, umknęło to mojej uwadze. Dopiero nieco później, podczas treningów indywidualnych, dostrzegłem, jak bardzo ludzie ze mną pracujący mają przekrwione oczy. Nie są to przypadki pojedyncze. Ba, mógłbym nawet stwierdzić, że więcej jest osób o zmęczonych, czerwonych oczach, niż tych z oczami zdrowymi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest to o tyle specyficzne, że tylko oczy zdradzają ilość poświęcenia wkładanego w pracę. Ciała wyglądają na rześkie, uśmiechy nie schodzą z twarzy podczas żartowania ze znajomymi, jednak oczy pozostają te same. Umęczone, z trudem starające się skupić uwagę. Jest to widok dla mnie przerażający, szczególnie, że sam cierpię na nadwrażliwość oczu. Co gorsza jednak, czasami myślę sobie, że osoby te nie zdają sobie z tego sprawy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtedy też zastanawiam się, ile one śpią w ciągu dnia. Co robią poza pracą. Faktem jest, że wiele osób (w tym ja) w ciągu tygodnia nie ma zbyt wiele czasu na cokolwiek. Czasami czas stracony trzeba nadrobić w nocy - szczególnie, jeśli ma się rodzinę. Każda minuta w pracy to minuta stracona z kimś bliskim. To chwile, które za wszelką cenę stara się odzyskać, jednak jest to niemożliwe - nie ważne, jak kto by się starał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiątką po nich pozostają przekrwione oczy, z którymi ludzie budzą się rano. Stygmaty poświęcenia dla siebie lub dla innych.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7902480908099838931?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7902480908099838931/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/03/oczy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7902480908099838931'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7902480908099838931'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2011/03/oczy.html' title='Oczy'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8001873132419211855</id><published>2010-10-29T13:31:00.003+02:00</published><updated>2010-10-29T13:46:31.837+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='technika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Pean technologiczny (A.K.A. CRW znów sobie popsuł laptopa)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj na blogu będzie pean pochwalny. Oto przedwczoraj, po raz trzeci, zalałem sobie laptopa. Pierwszy raz zalałem go sobie pomidorem z kanapki (wiem, pr0), drugi raz była to odrobina wody z sokiem, która się wylała z nakrętki trzymanej w dłoni. Mimo to, oba te przypadki były dość lekkie, gdyż zalaniu uległa tylko klawiatura, a pole rażenia było dość niewielkie. Wiadomo, problemy z klawiaturą były, które nota bene potem zlikwidowałem, o czym zresztą był wpis na blogu). &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz jednak było o wiele poważniej, bo zalaniu uległ cały laptop. Oczywiście, w normalny sposób stać się to nie mogło, bo tym razem przewrócił się słoik z kwiatkiem stojący na szafce nad lapkiem (słoik przewrócił się podczas otwierania drzwi). Tyle dobrze, że była to tylko woda, ale i tak poszło po całości. Od razu odłączyłem prąd, wyjąłem baterię, wytrzepałem wodę z lapka (ile się dało), wytarłem, wyjąłem klawiaturę do suszenia i odstawiłem resztę urządzenia w jakiś bezpieczny kont, co by se schło. Po godzinie-dwóch postanowiłem sprawdzić, czy lapek w ogóle się uruchamia, odpowiedzią zaś było: nie. No to trochę się tym przejąłem, bo i dane, i magisterka mogły pójść się jebać. Na moje szczęście jednak tak się nie stało, a laptop nazajutrz ożył (w sumie to już w nocy, po powrocie do domu, okazało się, że się uruchamia, ale dałem mu jeszcze kilka godzin na odpoczynek). Co więcej, wygląda na to, że nic nie uległo uszkodzeniu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cóż, nie wiem na ile pomogła moja szybka reakcja i ile było szans na działanie lapka. Wiem natomiast, że jeśli znów będę kupował sprzęt tego typu, to ponownie wybiorę Asusa. Poza słabą wytrzymałością baterii przez 3 lata laptop nie zawiódł mnie nigdy, a zdarzyło mu się nawet spaść podczas działania. Mówi się, że Asusy są wytrzymałe, ale teraz wiem to z własnego doświadczenia. Dlatego też gorąco sobie i Wam je polecam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8001873132419211855?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8001873132419211855/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/10/dzisiaj-na-blogu-bedzie-pean-pochwalny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8001873132419211855'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8001873132419211855'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/10/dzisiaj-na-blogu-bedzie-pean-pochwalny.html' title='Pean technologiczny (A.K.A. CRW znów sobie popsuł laptopa)'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6925807048582868725</id><published>2010-10-12T18:00:00.006+02:00</published><updated>2010-10-12T18:12:23.146+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Strumień życia i jego głosy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W dobie powszechnego dostępu do Internetu i informacji bardzo dużo mówi się na temat piractwa komputerowego, fonograficznego czy filmowego spowodowanego owym dostępem. Wielkie firmy fonograficzne i wielu artystów oskarżają miliony użytkowników o milionowe straty, inni artyści i użytkownicy bronią otwarcie głoszą prawo do powszechnego dostępu do kultury, ogłaszają coraz to nowe badania nt zbawiennego wpływu piractwa na sprzedaż płyt itp, mówią o prawie do wypróbowania danego produktu przed zakupem. Torrenty, będące wręcz współczesnym symbolem (czy nawet synonimem) piractwa, ciągle znajdują się na pierwszym planie tej batalii, coraz to bronione i atakowane, atakowane i bronione. W końcu dojść można do wniosku, że pobieranie z Internetu treści objętej prawem autorskim oznacza utratę czegoś przez kogoś, kradzież, czy innego typu przestępstwo lub czyn niemoralny. Można też dojść do wniosku, że jest to święte prawo konsumenta, czy nawet człowieka, realizowane w ramach dostępu do dóbr, których nie można określić pieniędzmi. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Często jednak się zapomina, że Internet oferuje w pełni legalnie i za darmo dużo dobrego. Dawno temu wspomniałem o profesjonalnym filmie udostępnionym na licencji CC, jednak jest to dość rzadkie zjawisko. O wiele częściej można się natknąć na gry i, przede wszystkim, muzykę. Okazuje się, że jest wielu artystów wywodzących się z różnych środowisk i wykonujących różne gatunki muzyczne, którzy postanawiają podzielić się swoją twórczością z innymi. Bez żadnych opłat, dodatkowych warunków itp. Wiadomo, różny jest poziom tego typu produkcji; często są one w najlepszym przypadku półamatorskie, zdarzają się jednak istne perełki. Nagrania wydane w pełni profesjonalnie, gotowe do nagrania na nośniki czy trzymania na dysku, ze wszystkimi bajerami pokroju okładek itp. Dzieła pasjonatów, którzy postanowili dać coś nie prosząc o nic w zamian.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takim projektem z pewnością jest Final Fantasy VII: Voices of Lifestream, czteropłytowy kolos zawierający interpretacje utworów z tej kultowej gry. Projekt ten, poza wykonaniem przez wielu artystów, przyrównać można do nieistniejącego już zespołu Nobuo Uematsu, The Black Mages. Grupa ta wykonywała w rock/metalowym stylu przede wszystkim muzykę napisaną przez Uematsu właśnie na potrzeby serii FF (jest on głównym kompozytorem muzyki w tej serii). W tym jednak przypadku rzecz jest dużo bardziej skomplikowana, przede wszystkim poprzez rozpiętość gatunkową jaka panuje na tym wydawnictwie. Z jednej strony sporo jest utworów w stylistyce podobnej Czarnym Magom, jednak jest to tylko część większej całości; dużo miejsca poświęcono utworom w wersji elektronicznej (pojawia się nawet drum’n’bass), sporo jest też muzyki w stylu neoklasycznym, podobnym do oryginału, czy jazzu. W niektórych przypadkach dodano nawet wokale (wraz z napisanymi do nich lirykami), jest więc w czym wybierać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety ciężko mi napisać coś o samych utworach poza tym, że całości słucha się bardzo przyjemnie. Kompozycje same w sobie są świetne, ale to przede wszystkim zasługa ich oryginalnego autora, który jest istnym geniuszem. Kilka przeróbek nieco zaskakuje, kilka jest bliźniaczo podobnych do pierwowzorów, nie ma tu jednak jakichś szczególnie szokujących wersji. Za to wykonanie jest pierwszorzędne i słucha się tego przednio. Wyraźnie jest to album robiony przez fanów dla fanów (idea dość zapomniana ostatnio); z jednej strony stanowi tribute dla Nobuo Uematsu, z drugiej jest on szansą dla innych zapoznania się zarówno z jego twórczością, jak i muzyką pochodzącą z serii FF w ogóle – i to w pełni legalnie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety, nieco wątpię, by magia tego albumu trafiła do tych, którzy nie grali w FF7; przede wszystkim dlatego, że muzyka pochodząca z filmów i gier trafia do odbiorców przeważnie wtedy, gdy kojarzy im się z konkretnymi przeżyciami związanymi z tymi mediami. Czy OST z Władcy Pierścieni byłby tym samym, gdybym nie widział filmu? Pewnie nie, zanudziłbym się. Przy FF może być podobnie. Poza tym nie jest to muzyka na położenie się i słuchanie; w dużej mierze stanowi ona raczej tło dla tego, co robimy wokół . Taki już jednak urok ścieżek dźwiękowych – nie powinny odwracać uwagi i tak często jest i w tym przypadku. Mimo to,  gorąco polecam każdemu, kto chciałby się zapoznać z tymi dźwiękami. Nawet jeśli się nie spodoba, warto komuś polecić ten album. Takie inicjatywy należy szerzyć tym bardziej, że w końcu to nic nie kosztuje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Album można znaleźć na &lt;a href="http://ff7.ocremix.org/"&gt;http://ff7.ocremix.org&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6925807048582868725?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6925807048582868725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/10/strumien-zycia-i-jego-gosy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6925807048582868725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6925807048582868725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/10/strumien-zycia-i-jego-gosy.html' title='Strumień życia i jego głosy'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5078118270278644286</id><published>2010-08-15T17:41:00.007+02:00</published><updated>2010-08-15T17:52:40.230+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Rewolucja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postanowiłem zrobić małą rewolucję na swoim dysku twardym. W ramach niepisania magisterki oraz porządków systemowych zdecydowałem się usunąć lwią część muzyki, która się na nim znajduje. Dość radykalna decyzja, szczególnie, że miejsca mi nie brakuje. Czemu więc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno powodem była potrzeba uporządkowania zbiorów. Wielu rzeczy już nie słucham, do wielu, poza pierwszym zachwytem w ogóle nie wracam. W takich sytuacjach zawsze pojawiają się sentymenty pt "ale przecież będę do tego wracać". Nic z tych rzeczy, nie wraca się - niepotrzebnie więc zajmuje miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim powodem jest fakt posiadania tych nagrań na płytach - po co mieć je w dwóch miejscach na raz? Szczególnie odnosi się to do płyt oryginalnych, z których w ogóle nie słucham muzyki. Zamiast tego, ciągle ripuję i trzymam na dysku (jak choćby dyskografia Acids, którą mam oryginalną, a którą i tak słuchałem tylko z dysku). Tak będzie wygodniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak trzecim i najważniejszym powodem jest chęć poznania swojej muzyki. Tyle się teraz mówi o zmianie podejścia do słuchania, że obecnie muzyka to nie źródło doznań estetycznych, a tło. Że włącza się i leci, nie zwraca się uwagi na nią, najlepsza muzyka zaś to ta, która nie przyciąga naszej uwagi. Na pewno wpływ na to ma też mnogość - przy obecnych możliwościach jest się wręcz zalewanym nową muzyką, nie ma czasu wszystko odsłuchać. Nawet rzeczy, które wydają mi się znajome, takie z pewnością nie są. Na rzecz znania dyskografii nie znam doskonale pojedynczych płyt czy utworów. Muzyczna zachłanność mnie otępiła i teraz chcę to zmienić. Każdy jest teraz ekspertem, zna dyskografie dziesiątek zespołów, bo są one w zasięgu jednego kliknięcia. Jednak co z tego, skoro z tego słuchania nic nie wynika?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak właśnie! Będę poznawał to wszystko na nowo, dokładnie. Zamiast słuchać 10 płyt raz, jedną płytę przesłucham dziesięć razy. Z pewnością moja biblioteczka będzie rosła w czasie, jednak będzie to proces powolny. Wady tego pomysłu? Mało różnorodne statystyki na last.fm. Zalety? Bogactwo dźwięków do którego będę sięgać. Rewizja gustów? Bankowo lepsze poznanie zespołów, które lubię. Czas uczyć się muzyki na pamięć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5078118270278644286?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5078118270278644286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/08/postanowiem-zrobic-maa-rewolucje-na.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5078118270278644286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5078118270278644286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/08/postanowiem-zrobic-maa-rewolucje-na.html' title='Rewolucja'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4544823001435845645</id><published>2010-07-08T00:35:00.002+02:00</published><updated>2010-07-08T00:45:05.939+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komputer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Sposób na zalaną klawiaturę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio obiecałem opisać sposób, w jaki odratowałem klawiaturę w lapku, więc teraz to robię. Najpierw trzeba ją wymontować z laptopa (tu sposób trzeba wyszukać na internecie, w przypadku asusów z serii F5 robi się to poprzez wciśnięcie pięciu zatrzasków u góry klawiatury i wysunięcie jej w stronę ekranu, potem odpina się tylko taśmę). Gdy już się z tym uporamy, trzeba ją umieścić w misce/wannie/wiadrze z ciepłą wodą (nie gorącą), do której uprzednio dodano nieco płynu do mycia naczyń. Gdy się już pomoczy z kwadrans, wyciągamy, przepłukujemy dokładnie wodą, porządnie wytrzepujemy z niej wszystkie krople wody i odstawiamy na 12h schnięcia (ja dla pewności zostawiłem na dobę). Potem już tylko podłączyć i działa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście jest to metoda dość radykalna, którą powinno się stosować w przypadku zalania płynem pokroju soku czy piwa. Jeśli ktoś chce zwyczajnie przeczyścić klawiaturę bez jej rozkładania, dobrym pomysłem są spray'e ze sprężonym powietrzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz kilka uwag:&lt;br /&gt;- nie wiem, czy tam metoda działa z klawiaturami tradycyjnymi. Zawsze można spróbować, aczkolwiek nic nie obiecuję. Powinno być dobrze, biorąc pod uwagę historię kumpla, którego mama wykąpała klawiaturę pod prysznicem. Mimo wszystko nie stosowałbym tej metody w przypadku bardziej zaawansowanych klawiatur z wyświetlaczami LED itp.&lt;br /&gt;- ponoć nie powinno się stosować tej metody w przypadku klawiatur laptopowych, które od spodu nie mają dziurek (czy co to tam jest). Jak to ma się do kąpieli, nie wiem.&lt;br /&gt;- w ten sposób zaoszczędziłem 85 zł na nowej klawiaturze ^^ Moim zdaniem opłacało się zaryzykować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec zaś jeszcze zapytam: czy spodziewalibyście się, że klawiaturę trzeba wsadzić do wody? Przecież to przeczy logice! :D&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4544823001435845645?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4544823001435845645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/07/sposob-na-zalana-klawiature.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4544823001435845645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4544823001435845645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/07/sposob-na-zalana-klawiature.html' title='Sposób na zalaną klawiaturę'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4896805403450903690</id><published>2010-07-02T12:19:00.007+02:00</published><updated>2010-07-08T00:34:24.453+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Pierdy po dłuższej nieobecności</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Great. Podczas wczorajszego, dość spontanicznego wypadu na wino/piwo (w końcu sezon letni, trza tradycję kultywować, choć już tak dobrze jak kiedyś jabole mi nie wchodzą - może poza Patykiem) dyskusja weszła na temat blogów i pisania. Ja, ze swoją wrodzoną skromnością, twierdzę oczywiście, że mojego mało kto czyta - a w szczególności nie osoby, których nie widziałem dobrych kilka lat (ostatni raz było to przelotem, podczas wrocławskiego konwentu BAKA, rok bodajże 2007).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myliłem się oczywiście. Cóż, pewnie potęga facebooka. Tak czy inaczej wyszło, że tylko ja zaniedbuję to miejsce (Izajasz od niedawna ma swojego &lt;a href="http://roomofloss.blogspot.com/"&gt;blogasska&lt;/a&gt;, na którym pisze, Kamoni ma &lt;a href="http://kamoni.com.pl/"&gt;fajny blog o Nipponie&lt;/a&gt;). Zresztą, nie tylko to miejsce zostało zaniedbane, dotyczy też to Musi i takiego jednego projektu. Co z tego, że przez głowę przelatuje mi tysiące myśli i setki tematów do zawarcia na blogu? Jakoś nie mam ochoty pisać. Pewnie jest to wina magisterki, która wysysa ze mnie wszystkie chęci do pisania, zarówno tego obligatoryjnego, jak i tego dla przyjemności. Pocieszam się tylko tym, że jak już ją skończę, złapię wiatr w żagle i popłynę na morzu słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest też druga możliwość. Nie stanie się tak. Jak można zauważyć na tej stronie, wzorem pisarzy romantycznych, największe płody słowne wyrastają w okresie mojej niezwykłej depresji, smutku itp, a o to od jakiegoś czasu ciężko. Jeśli ktoś myśli, że nagle stałem się bardzo szczęśliwym człowiekiem, myli się. Zwyczajnie w świecie przestałem zważać na wiele rzeczy, mało co mnie rusza; generalnie, zbyt wiele rzeczy lata mi koło nosa, żebym czuł wewnętrzną potrzebę pisania o tym. Już nawet muzyka nie smakuje tak, jak kiedyś. I jak tu o tym pisać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej, trza się reaktywować. Na wszystkich polach. piśmienniczych Pisać lubię, ponoć umiem, trza więc korzystać z talentu. Jakoś zająć czas w zamian za klikanie w Diablo (coś ostatnio mnie chwyciło, po raz pierwszy od 9 lat). Dodajmy do tego, że dziś w nocy śniło mi się, że piszę notkę - argument nie do zbicia. Jest też jeszcze jeden powód. W końcu udało mi się doprowadzić do użytku moją laptopową klawiaturę! Ale o tym będzie już następnym razem (przy okazji będzie porada, jak czyścić klawiatury). I to by było na tyle. Oby do następnego, szybkiego zobaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Zawsze mam wyrzuty sumienia, że tag "Varia" pojawia się najczęściej na tym blogu Nie wiem czemu, ale zawsze go postrzegam jako najmniej wartościowy... Pewnie dlatego, że jest najmniej konkretny.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4896805403450903690?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4896805403450903690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/07/pierdy-po-duzszej-nieobecnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4896805403450903690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4896805403450903690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/07/pierdy-po-duzszej-nieobecnosci.html' title='Pierdy po dłuższej nieobecności'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1712959588182274766</id><published>2010-04-28T00:21:00.001+02:00</published><updated>2010-04-28T00:21:22.829+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>RPG, reaktywacja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie ma to jak powroty do przeszłości. Tydzień temu reaktywowaliśmy naszą fabularną drużynę i zaczęliśmy grać normalne sesje. Oczywiście skład z przeszłości nie pełen, bo tylko połowa nas się zebrała. Co gorsza, nie było naszego głównego mistrza gry (którego nie widziałem już kilka lat), ani też szalonego MG nr dwa, który z pewnością przeczyta te słowa. To oczywiście oznaczało, że ktoś inny musiał prowadzić. Padło na mnie, choć w sumie sam się zgłosiłem. Bo kto inny by poprowadził? No a bez mistrza nie da się przecież zacząć. Zresztą, tak też zaczynaliśmy kiedyś naszą przygodę – pojawił się MG i gra się rozpoczęła. Tak było i teraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wyzwanie to było dla mnie nie małe. Po pierwsze, nawet jeśli gracze nie znali systemu, to byli oni zaznajomieni z RPG i nie wszystko można było im sprzedać. Do tej pory zdarzyło mi się prowadzić na poważnie tylko jednej drużynie, a i to składającej się głównie z osób niedoświadczonych. Tu miało być inaczej. Po drugie, nie jestem najlepszym MG, głównie z tego powodu, że mam dziwne podejście do obowiązku i marną zdolność improwizacji i wymyślania przygody w locie. Muszę się przygotować, choćby w średnim stopniu, by coś z czegoś wyszło. Inaczej są absurdy, nieścisłości i przegadana sesja. Między innymi dlatego pierwsze moje doświadczenia z prowadzeniem nie należały do zbytnio chwalebnych (choć niektóre elementy przygody przeszły do historii), Oczywiście, po części wpływało na to nasze podejście w tamtych czasach, jakoby MG powinien wszystko wymyślać na bieżąco, jednak prawda jest brutalna – tak się nie da. Nie dało się też w piątek, kiedy to stworzyliśmy postacie i zrobiliśmy szybkie wprowadzenie do gry. Chwila prawdy miała nadejść dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nadeszła. Krótkie przygotowania i jedziemy od wczesnego popołudnia. Nie powiem, o takiej godzinie jeszcze nie zaczynałem. Wszystko miało trwać krótko, a gracze przyzwyczajeni byli do grania sesji po osiem, dziewięć godzin (tak, tyle kiedyś grywaliśmy!). Z drugiej strony, przygotowałem epizod przygody, który doskonale zawierał się sam w sobie, nieco zapoznawał z panującymi warunkami i systemem, a przede wszystkim dawał świetny start dalej. A przynajmniej tak miało być, bo czy w pełni to osiągnąłem, nie wiem. Na pewno jestem z całości zadowolony, w końcu moja pierwsze poważniejsze podejście do mistrzowania, do tego całkiem sprawne, także dzięki graczom (którzy sami robili sobie dylematy). Bawiłem się świetnie i prawdę powiedziawszy, nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że prowadzenie może dać tyle frajdy. A może, trzeba mieć tylko głowę na karku i nie przesadzać. Dziś ta sztuka mi się udała, zobaczymy, jak będzie następnym razem. Tak czy inaczej, nie tęsknię jakoś do odgrywania swojej postaci – nawet pomimo tego, że bardzo chciałbym zagrać w swoją ukochaną Legendę (a którą teraz prowadzę). Jak będzie dalej, przekonamy się już wkrótce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec dodam tylko, że sam fakt wznowienia gry z tymi ludźmi (po jakichś sześciu latach) to już niebywały powód do radości. Wspomnienia wracają, wraca też poniekąd atmosfera tamtych czasów. I choćby dlatego pomysł na zorganizowanie sesji był strzałem w dziesiątkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Oczywiście nie mogło się obyć na sesji bez karczmarza i wielkiej pały... To co pojawiło się kiedyś, pojawiło się i teraz , znów z winy graczy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1712959588182274766?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1712959588182274766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/04/rpg-reaktywacja.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1712959588182274766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1712959588182274766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/04/rpg-reaktywacja.html' title='RPG, reaktywacja'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4343461268765720433</id><published>2010-03-14T19:06:00.003+01:00</published><updated>2010-03-14T19:16:24.914+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Herbata z wróżbą</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postmodernizm pełną gębą! Dzisiaj oto w osiedlowej biedronce kupiłem, jak się okazało, mieszaną w Polsce indyjską herbatę z chińską wróżbą. Prawda, że fajny miks stonka nam zaserwowała? ;) Multikulturowość, o której wielu się nie śniło - szczególnie, że chińskie wróżby z ciasteczek to ponoć produkt amerykańsko-azjatycki, tak więc jeszcze jeden krąg kulturowy nam dochodzi. Dla niektórych pewnie profanacja, dla innych świetna zabawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale czemu nie? Każdy sposób na zainteresowanie klienta swoim produktem jest dobry, a tu mamy zrobione to z fantazją. Taka głupotka zrobiona małym kosztem, a cieszy. Kilka słów, które mogą zacząć dyskusję przy herbacie, wywołać uśmiech na twarzy kogoś smutnego czy nawet zmienić czyjeś życie... No dobrze, w tym ostatnim się zagalopowałem. Co by nie mówić o tym wszystkim, ja jestem jak najbardziej na tak! Lubię takie bzdurki i ukrywać tego nie będę. Kiedyś czytało się spody kapsli Tarczynków i Tymbarków, teraz będzie się czytać wróżby na odwrocie herbacianego papierka. I tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróżba na wypity już kubek herbaty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Rozkosze miłości trwają krótko, kłopoty - całe życie."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie to dość adekwatna wróżba, choć - jak to często bywa - wszystko zależy od interpretacji ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4343461268765720433?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4343461268765720433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/03/herbata-z-wrozba.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4343461268765720433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4343461268765720433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/03/herbata-z-wrozba.html' title='Herbata z wróżbą'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7764864661027812301</id><published>2010-03-14T02:24:00.005+01:00</published><updated>2010-03-14T02:45:31.369+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Onizuka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek wkręcę się tak w jakieś anime. A tu proszę bardzo, od wczoraj nałogowo oglądam GTO. Szczęśliwie, seria nie jest ani jakoś strasznie długa (43 odcinki), ani też nie spędzam przy niej całego dnia. Nie zmienia to jednak faktu, że mnie wciągnęło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa jest o tyle ciekawa, że od dawna jakoś zbytnio anime nie oglądam. Kiedyś to była moja pasja, jednak jak to bywa z wieloma rzeczami, i to zainteresowanie jakoś zmalało, nabrało się dystansu i takie tam. Winę za to zrzucić bo można z jednej strony na brak jakichś ciekawych nowości, z drugiej na zapatrzenie w starocie z lat 90-tych, z trzeciej zaś (tak, jest trzecia) jakiś taki brak zapału, by poznawać nowe serie. Dodać też trzeba: niezbyt przepadam za oglądaniem samemu filmów czy seriali - przynajmniej tych, których odcinki mają więcej, niż 10-15 minut. Fakt, swego czasu oglądałem Family Guy'a, ale nie dotrwałem do końca trzeciego sezonu. Robot Chickena obejrzałem całego, ale ten nie dość, że miał krótkie odcinki, to jeszcze były one pod postacią przepełnionych intertekstualnością skeczy. A tu proszę, jednak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście musi być jakieś wytłumaczenie na zaistniałą sytuację, choćby takie, Great Teacher Onizuka nie jest nieznanym mi tytułem - mam pierwsze 5 tomów mangi, której zbieranie kiedyś tam zarzuciłem (i w sumie dobrze ^^). Trza też pamiętać, że nie jest to seria pierwszej młodości (drugiej też nie), gdyż liczy sobie ponad 10 lat. Tak, pochodzi ona ze schyłku lat 90-tych i ma sobą do zaoferowania wiele z tego piękna, jakie miała w tamtych czasach do zaproponowania japońska animacja. Począwszy od designu postaci, które wyglądały normalnie, dorośle gdy miały tak wyglądać i dziecięcy, gdy były dziećmi, nie zaś jak przerośnięte, plastikowe figurki o twarzach dzieci (tak, jak teraz); poprzez nieco wulgarny humor, zauważalne jeszcze zapatrzenie w animację zachodnią (teraz jest zupełnie na odwrót) i w końcu pewnego rodzaju feeling, który ciężko jest zdefiniować. Wszystko to sprawia, że oglądanie całości należy do bardzo przyjemnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, fabuła często jest strasznie naciągana. Typowy shonen, młodzież może się na to złapie, ale dla nieco starszych osób klisze są aż zbyt widoczne. Wszystko idzie jakoś za łatwo, zbyt dużo w tym przypadku i szczęścia, ludzie zbyt szybko zmieniają swoje postawy. Ale mnie to w ogóle nie przeszkadza, bo dzięki Onizuce mogę przenieść się dekadę w przeszłość, kiedy wszystko wydawało się jakieś łatwiejsze. Nie mówiąc już o zabawie, jaka towarzyszy całości. Bo, choć świat prezentowany w GTO odbity został w krzywym zwierciadle, to jednak nadal jest on wyidealizowany. Chyba nigdzie indziej na świecie wyścig szczurów nie został posunięty do takiego ekstremum, jak w Japonii. Tam dzieci szkolą się do przyszłych zawodów nawet od przedszkola. Tu jest inaczej, tu na wszystko jest czas, wszystko jest beztroskie, słońce zaś cały świeci, a człowiekowi, gdy to ogląda, robi się jakoś lżej na sercu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego właśnie kolejne odcinki pochłaniam z wypiekami na twarzy. Coś, czego nie robiłem chyba od czasów Love Hiny, a uwierzcie mi: było to bardzo, ale to bardzo dawno temu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7764864661027812301?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7764864661027812301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/03/onizuka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7764864661027812301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7764864661027812301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/03/onizuka.html' title='Onizuka'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6234632688031361803</id><published>2010-03-08T18:47:00.003+01:00</published><updated>2010-03-08T19:09:06.743+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>O pozwaniu Nergala, czyli czemu PiS i tak będzie wygrany?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś doszła mnie wiadomość, że Nergal z Behemotha w końcu się doigrał i zostały mu przedstawione zarzuty. I wcale nie chodzi o bałamucenie skarbu polskiej muzyki, czy też zapomnienie o ideałach podziemia i, jak to niektórzy ładnie określają, sprzedanie się. Nie, nic z tych rzeczy! Nergal został pozwany za podarcie Biblii na koncercie. Nieco bardziej obeznani z całą sprawą mogliby się zastanawiać, gdzież to lider Behemotha znów podarł Bibilę? No więc znów nie podarł, bo jest to kontynuacja sprawy sprzed niecałych już trzech lat, kiedy to podczas jednego z koncertów na Pomorzu Nergal, ponoć w ramach performance'u wydarł kilka stron ze świętej księgi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cóż, nie będę komentować uzasadnienia zarówno Nergala, jak i pretensji urażonych, gdyż nie ma to obecnie sensu. No, wspomnę, że całe przedstawienie jakieś szczególnie szokujące nie było, a i stwierdzenie "podrzeć Biblię" wydaje się dość przesadzone (no bo zostało wyrwanych kilka stron). Niemniej, wielu mogło to zszokować, a i zszokowało. Tym kimś był zaprawiony w bojach z sektami i szatańskimi zespołami pokroju Moonspell, Ich Troje czy Czerwone Gitary,  monsieur Nowak, przewodniczący organizacji do walki z sektami. Poszło oczywiście o obrazę uczuć religijnych, jednak (na jego nieszczęście) pozwać Nergala mu się nie udało ze względu na zbyt mała ilość osób urażonych - bo to dwie osoby być muszą, a pan Nowak drugiej takiej osoby nie znalazł. Przy okazji Adaś mu się odgryzł i złożył pozew o pomówienie (chodziło o nazwanie przestępcą), który zresztą proces wygrał. Tak czy inaczej sprawa przycichła... do czasu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bo oto, po ponad dwóch latach letargu obudzili się posłowie PiS. Gotowi bronić obywateli przed bezeceństwem postanowili spróbować znów postawić Nergala przed sądem - tym razem, jak się okazało, z powodzeniem. Oczywiście na koncercie nie byli, lecz sama wiadomość o tym czynie ich poruszyła (a i szok nie pozwolił im od razu zareagować). Tak czy inaczej, udało się, Nergal nie przyznał się do winy, będzie proces.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wynik w sumie można przewidzieć, lecz nie to jest najważniejsze. Bo o co tak naprawdę chodzi? O uczucia religijne? Poniekąd, lecz nie chodzi o uczucia pozywających lecz obywateli. To, co zaserwowano, to czysta zagrywka PR-owska. Raz, posłowie (i partia) przypomnieli o swoim istnieniu. Dwa, zaznaczyli, że nadal są partią chrześcijańską i gotowi są bronić wiary - czyli plus wyborczy. Trzy, zastanówmy się na chwilę. Czy oni naprawdę chcą wygrać? Czy większym sukcesem nie byłaby przegrana? Jakoś jest tak z naszą narodową martyrologią, że lepiej traktujemy przegranych, szczególnie w słusznej sprawie. W tym wypadku wygrana przypieczętowałaby image partii, ale przegrana zrobiłaby dokładnie to samo - a może i bardziej. Przecież specjalnością Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga, a przegrywając posłowie będą mogli stworzyć obraz, jakby walczyli z przeważającymi siłami wroga, z mitycznym już układem, który broni "przestępców." A słupki będą rosnąć - tym bardziej, że Nergal nie jest w Polsce anonimowy, a każda babcia wie, że to "ten facet Dody." I w ten oto sposób nawet PiS ogrzeje się nieco w promieniach jego sławy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W końcu wybory tuż tuż.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6234632688031361803?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6234632688031361803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/03/o-pozwaniu-nergala-czyli-czemu-pis-i.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6234632688031361803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6234632688031361803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/03/o-pozwaniu-nergala-czyli-czemu-pis-i.html' title='O pozwaniu Nergala, czyli czemu PiS i tak będzie wygrany?'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8586804563220838322</id><published>2010-02-10T23:13:00.001+01:00</published><updated>2010-02-10T23:16:57.307+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='technika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Empetrójka z wkładką</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Grono jednak się do czegoś przydaje. To znaczy nie samo grono, ale reklamy umieszczone na pierwszym polskim portalu społecznościowym. Nie, wcale nie chodzi o walentynki i wszystko, co z nimi związane. To o co? Co może być ważniejszego od święta miłości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka oczywiście. A dokładniej, „rewolucyjne” zagranie ze strony firmy Pentagram (znanej głównie z produkowania urządzeń sieciowych i modemów, aczkolwiek od jakiegoś czasu szturmującej rynek przenośnego RTV) i Radia Zet (mimo że nazwa Pentagram niejako obliguje do współpracy z podziemną wytwórnią metalową), które przybrało formę, że pozwolę sobie zacytować, „pierwszego w Polsce albumu mp3 wydanego wyłącznie na odtwarzaczach PENTAGRAM.” Szumne to przechwałki, lecz trzeba uważać, co by się nie złapać na pewną pułapkę. Bo owszem, jest to pierwszy album wydany na odtwarzaczach Pentagram (czy też w ogóle na odtwarzaczu, bo nie orientuję się, czy wcześniej ktoś sprzedawał u nas w ten sposób muzykę), niemniej nie jest to pierwszy przypadek, gdy muzyka w formacie mp3 dystrybuowana jest na fizycznym nośniku. Mam tu na myśli choćby polski boysband Verba, który kilka lat temu wydał płytę na pendrive'ie (choć wymiar sukcesu, czy też porażki, jakie podzielił ów twór, gdzieś mi umknął). Tym bardziej nie jest to pierwszy album mp3, gdyż jak sięgam pamięcią, kilka lat temu zespół Perfect wydał tak płytę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej, sama problematyka pierwszeństwa nie jest tu najważniejsza. Oto oferuje się nam gotowy produkt, do tego na czasie. W końcu dostajemy dwadzieścia topowych hitów (które oczywiście do mnie nie przemawiają) oraz odtwarzacz mp3 – a to wszystko za minimum stówę (choć strona Pentagrama rozpoczyna wyliczanie cen od 160 zł). Przyznam, całkiem niezły deal. Nie dość, że kupuję urządzenie, dzięki któremu mogę słuchać muzyki w drodze, to jest ono jeszcze fabrycznie wyposażone w muzykę, której mogę sobie posłuchać choćby w drodze ze sklepu. Genialnie! Nie trzeba się martwić o zapełnianie urządzenia muzyką, przynajmniej na początku, bo nie dostaję gołego urządzenia. Prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwiązanie to mogłoby się wydawać świetne, ale nie jest tak do końca. Po pierwsze, bardzo boli wybranie formatu mp3. Pomijam już fakt, że odtwarzacze Pentagrama obsługują ogg, które oferuje lepszą jakość muzyki w stratnym formacie. Czemu jednak nie wybrano formatu flac albo ape, które oferują jakość bezstratną? Czemu nie dano konsumentom czegoś w jakość równej nagraniu na płycie CD? Tego nie wiem. Mogę tylko podejrzewać, że chodzi tu o magiczny zlepek dwóch literek i cyferki. Mp3 to obecnie prawie jak mantra,swego rodzaju adidas cyfrowej muzyki. Jedno słowo, które zastępuje wszystko inne. Ciężko coś reklamować słówkiem flac, mp3 wchodzi. Poza tym dzięki stratnej kompresji więcej utworów wejdzie na odtwarzacz, tak więc sam zysk... I wcale nie przeszkadza 2GB pojemności odtwarzacza, gdzie weszłoby sporo muzyki nawet w formacie bezstratnym – lepiej dać wybrakowany produkt. Niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden problem – do kogo kierowany jest ten odtwarzacz? Z dystrybucją muzyki w formie plików jest ten problem, że równie dobrze można sobie dane piosenki ściągnąć. Między innymi dlatego rynek składanek nie jest tak wielki, jak kiedyś. Obecnie każdy może sobie złożyć kompozycję utworów wedle własnego widzimisię. W tym też tkwi sukces sklepów pokroju iTunes – po co płacić za cały album, jak interesuje mnie jedna-dwie piosenki? W tym wypadku muzyka na pendrive'ie przegrywa. Przegrywa też z nagraniem na krążku. Wiadomo, płyta to jednak płyta. Fizyczny nośnik, który stoi na półce – w przeciwieństwie do mp3 na odtwarzaczu czy pendrive'ie, z którego ani żadna ozdoba, ani radocha z posiadania fizycznego nośnika. Ciężko mi też sobie wyobrazić ludzi kupujących urządzenie Pentagrama dla tych utworów. A co by tu nie mówić, różnica pomiędzy 2GB odtwarzaczem z muzyką i bez muzyki wynosi ok trzydziestu złotych – tak więc tyle, ile polskie wydawnictwo na CD. Pozostaje oczywiście trzecia grupa, która szuka jakiegoś playerka i będzie uważać utworki Lady zGagi &amp;amp; co za kuszące na tyle, by wybrać produkt taki, a nie inny. Jednak czy tak będzie? Osobiście w to wątpię.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, jest to pewne novum – zarówno w dziedzinie sprzedaży odtwarzaczy mp3, jak i legalnej dystrybucji muzyki. Niemniej, wydaje się to posunięciem zarówno nieprzemyślanym, jak i niedopracowanym. Jaki sukces odniesie Pentagram, zobaczymy za kilka miesięcy. Warto jednak nadmienić, że szykuje się on do wydania kolejnych tego typu produktów – mam nadzieję, z nieco inną muzą. Cała akcja byłaby o wiele bardziej trafiona, gdyby cena odtwarzacza z muzyką nie odbiegała zbytnio od ceny urządzenia w konfiguracji podstawowej. W końcu trzeba pamiętać, że owe utwory, mimo wszystko, są jedynie dodatkiem do reszty. Od razu nasuwa się wniosek, że album to zbyt wielkie słowo jak na zbiór utworków na mp3 playerze. Szczególnie w takiej postaci, w jakie zostały udostępnione. Nadal dostajemy urządzenie do zapełnienia własną muzyką. Różnica jest tylko taka, że początkowo mamy te dwadzieścia utworów, które w końcu pewnie i tak się usunie. Nawet pomimo tego, że się za nie zapłaciło.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8586804563220838322?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8586804563220838322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/02/empetrojka-z-wkadka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8586804563220838322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8586804563220838322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/02/empetrojka-z-wkadka.html' title='Empetrójka z wkładką'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2738631588913753483</id><published>2010-02-05T23:11:00.004+01:00</published><updated>2010-02-06T11:13:19.983+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Spontaniczna reklama spontanicznego rock'n'rolla</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie od dziś wiadomo, że prasa może służyć jako świetne medium reklamowe. Niekoniecznie chodzi mi tu o wszelkiego rodzaju opłacane, kolorowe obrazki chcące nam sprzedać proszek do prania czy elektroniczne papierosy. Sprawa dotyczy czegoś, zdawałoby się, subtelniejszego, reklamy podprogowej w tekście. Czegoś, co chce nam sprzedać pewien z góry określony produkt, często dość nieumiejętnie i bardzo nachalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie widoczne jest to w przypadku prasy muzycznej, przynajmniej tej traktującej o metalu. Spowodowane jest to głównie tym, że największe polskie czasopisma piszące głównie o tego typu muzyce prowadzone są przez wydawnictwa muzyczne, przez co niejako z definicji będą one katalogami reklamowymi odpowiednich firm. Nie dotyczy to tylko recenzji (aczkolwiek warto zauważyć, że rodzime dla danego czasopisma kapele zawsze jakoś wysoko lądują w zestawieniach), ale chyba przede wszystkim wywiadów. I choć trzeba się z tym pogodzić, niektóre próby opchnięcia produktu są tak nachalne, że wołają o pomstę do nieba. Dowodem na to jest hit ostatnich dwóch lat, polska supergrupa o nazwie Black River.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała ta notka związana jest z odkopaniem przeze mnie numeru Mystic Arta z wywiadem z tą grupą. To, co uderzyło mnie podczas jego czytania, to wręcz wykorzystanie słów-kluczy, które pewnie ma nas, biednych konsumentów, zachęcić do zespołu. Niemniej, pozwolę sobie zacytować wstęp do wywiadu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-style: italic;"&gt;"Pewnego pięknego wiosennego dnia na moim biurku wylądowała płyta zespołu o niewiele mówiącej nazwie Black River. […] Melodyjnie rozbujane, choć surowe gitary wydały z siebie przebojowe, autentyczne i spontaniczne dźwięki."&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;No więc, co my tu mamy? Melodyjnie rozbujane gitary (czyli się można pogibać, muzyka jest lekka, przebojowa i przyjemna), które są surowe (czyli muza z jajami, żadne pitu pitu czy dziewczęcych melodyjek). Innymi słowy, WTF? Niemniej, największą uwagę trzeba zwrócić uwagę na słowa autentyczne i spontaniczne. Czemu? Bo wyrazy te przewijały się przez chyba wszystkie press releasy i wywiady dotyczące powyższego zespołu.Pierwsze zdanie w wywiadzie skierowane do Kay'a, gitarzysty BR brzmiało: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„możesz przedstawić ładnie cały zespół i przybliżyć okoliczności spotkania waszej ekipy oraz spontanicznej decyzji o nagraniu czegoś w studio?” &lt;/span&gt;Zupełnie tak, jakby już sam początek całego tekstu miał nam wpoić, że muzyka BR jest spontaniczna, jest autentyczna. Idąc dalej można nawet gdybać, że nakreślany jest pewien front autentycznych muzyków, który przeciwstawia się przeważającym siłom pozerów, muzyków męczących nuty i nieczerpiących z tego przyjemności, tylko pieniądze. Czegoś w rodzaju mitycznego układu, z tymże tu układ  dotyczy światka muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że te dwa lata temu nie rzuciło mi się to w oczy tak, jak teraz. Możliwe, że powodem tego jest nasłuchanie się tego klucza przez ostatnie dwa lata. Gdy BR wydali Black'n'Roll chyba w każdym wywiadzie było podkreślane, jaka to muzyka nie jest spontaniczna. Jak to chłopaki nie siedli sobie z instrumentami i tak po prostu, bez zastanowienia, zaczęli grać z serc. Doskonale! Szkoda tylko, że dla mnie owa muzyka jest strasznie wymęczona, nie widzę tam tej „spontaniczności,” którą, tak po prawdzie, ciężko w ogóle zdefiniować, jeśli chodzi o muzykę. To chyba tylko w jazzie, a i tak tylko tym wykonywanym na żywo (ponoć są ludzie, którzy uważają nagrywanie płyt jazzowych na coś w deseń zdradzenia zasad i ideałów owej muzyki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do tematu, owo stwierdzenie jest tak często powtarzane, że wiele osób naprawdę zaczyna w to wierzyć i tak mówić o muzyce BR. Jest to mimo wszystko nieco przerażające, gdyż pokazuje tylko jak ludziom można wpoić różne bzdury – szczególnie jeśli dany zespół ma w swoim składzie znanych muzyków, którzy zaś mają armię wiernych fanów. Super! Szkoda tylko, że zawartość nie zgadza się z opisem na opakowaniu. A już namolna próba wciśnięcia tego towaru to przerasta ludzkie pojęcie. I ciągle przewijające się hasło „spontaniczność.” No ileż można?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie mam nic przeciwko reklamowania własnych wyrobów we własnym czasopiśmie (choć Mystic przesadza, dając wywiady z muzykami niemetalowymi w czasopiśmie o metalu), niemniej powinno być to robione z taktem, jakoś sensownie. Reklamy podprogowe są fajne, jeśli są naprawdę podprogowe. Jeśli nie stara się czegoś na siłę wyeksponować, tylko robi to z sensem. Bo BR można było zareklamować na wiele innych sposobów, można było pociągnąć to inaczej, nie zaś otwierać wywiad hasłem reklamowym prosto ze spotów płynów do zmywania naczyń, po czym drążyć ten spot przez dwa lata. Nie tędy droga. Nie tędy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie cytaty pochodzą z czasopisma Mystic Art, nr 2/2008,  wydawanego przez Mystic Production. Autorem wywiadu jest Michał Kapuściarz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2738631588913753483?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2738631588913753483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/02/spontaniczna-reklama-spontanicznego.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2738631588913753483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2738631588913753483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/02/spontaniczna-reklama-spontanicznego.html' title='Spontaniczna reklama spontanicznego rock&apos;n&apos;rolla'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1477695266258291500</id><published>2010-01-19T00:42:00.002+01:00</published><updated>2010-01-19T00:44:01.475+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Pragmatyzm</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio w autobusie z Katowic spotkałem znajomego z liceum. W sumie nie było to jakieś wyjątkowe spotkanie, bo od pewnego czasu natykam się na niego relatywnie często. Tym razem jednak mieliśmy nieco dłuższą okazję do pogadania, mnie zaś oświeciło jak bardzo od czasów podstawówki się różnimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolegę ów jakoś tak bardziej poznałem, gdy zaczynaliśmy swoją przygodę z grami RPG. Jesteśmy z tego samego rocznika, tak więc w tym samym momencie pisaliśmy maturę. W sumie mieliśmy przed sobą podobne perspektywy. Z tymże on poszedł na informatykę, ja na filologię. Jest to o tyle ważne, że jeszcze gdy szedłem do LO, czy przez pierwsze 2-3 lata bardzo poważnie myślałem o studiach informatycznych. Dopiero gdzieś w okolicach trzeciej klasy rozmyśliłem się i w końcu wybrałem zupełnie inną dziedzinę. Nie będę ukrywał, że studia te miały na mnie przeogromny wpływ, który uwidacznia się w moim sposobie myślenia i odczuwania itp..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy inaczej, rozmawiamy sobie i rozmawiamy, zaś przed moimi oczami tworzy się zatrważający obraz. Bo kogo ja mam przed sobą? Osobę skupioną na pracy i zysku. Na maksymalnej efektywności. Czy to nie przerażające? Nastawienie typu “to mi przyniesie więcej pieniędzy,” “to mi pozwoli zrobić to lepiej.” “Uczelnie uczą nieprzydatnych rzeczy, powinny tylko przyuczać przedmiotów potrzebnych w zawodzie.” Dziwnie się czułem słuchając tego, tym bardziej, że ja mam bardziej podejście pt “wzbogacanie ducha” i “absolwent uczelni powinien być możliwie wszechstronny.” Jeszcze bardziej uderzył mnie fakt, że kolega ów dość mocno nadinterpretuje wypowiedzi (skwitowawszy to “dzięki nadinterpretacji jeszcze żyję”), w ogóle ma trudności ze zrozumieniem. Do wielu rzeczy odnosi się z wyższością, jakoby był lepszy… Okropnie było na to patrzeć, okropnie było to słyszeć. A wiecie co było w tym wszystkim najgorsze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świadomość! Świadomość, że mogłem być podobny, może nawet taki sam. Tak samo postrzegać rzeczywistość… Przecież to bez sensu, po co żyć w takim mechanicznym świecie? Po co patrzeć na wszystko z pkt widzenia przychodów i wydatków? I choć pewnie będę od niego biedniejszy, to będę też bogatszy. Tak, nadal chcę iść na informatykę, ale nie dlatego, że to da mi pracę. Chciałbym udać się na ten kierunek w ramach realizacji młodzieńczych marzeń i nauczenia się czegoś ciekawego. I wiem też, że nie stanę się taki, jak ten kolega…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem też, że nie wszyscy informatycy są tacy. Znam przynajmniej dwóch, którzy tacy nie są. Niemniej, ja mogłem taki się stać. Dobrze, że trafiłem na uniwersytet. Nauczył mnie on więcej, niż było w curriculum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, wiem też, że strasznie nieskładna ta notka... Ale cóż, jakoś nie umiem tego napisać inaczej, niż osobistej, dość spontanicznej deklaracji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1477695266258291500?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1477695266258291500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/01/pragmatyzm.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1477695266258291500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1477695266258291500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/01/pragmatyzm.html' title='Pragmatyzm'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4430871631607036530</id><published>2010-01-17T16:08:00.002+01:00</published><updated>2010-01-17T16:10:38.374+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Strój kanarka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli miałbym wskazać medium, które najbardziej może podlegać manipulacji, byłby to Internet. Niby się mówi “telewizja kłamie,” ciągle wspomina się o naciskach na mediach i możliwościach wpływania na informacje przekazywane ze srebrnego ekranu, niemniej jednak to właśnie Internet jest tym najbardziej przekłamanym źródłem informacji - i to głównie z powodu, który świadczy o jego sile. Każdy ma wpływ na kształt Internetu, każdy może zamieścić w nim swoją treść, jej prawdziwość zaś nierzadko bardzo trudno ocenić. Właśnie dlatego Wikipedia nierzadko przedstawiana jest jako niepewne, mało rzetelne źródło. Niemniej, do całej tej refleksji skłoniło mnie zupełnie co innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu dostałem &lt;a href="http://www.sadistic.pl/kostium-kanarka-vt28715.htm"&gt;linka&lt;/a&gt; do forum związanego ze stroną sadistic.pl. Strona ta (dla tych co nie wiedzą) przedstawia różne, dziwne, nierzadko bardzo śmieszne rzeczy. Ów wpis zaś głosił: "Córeczka poprosiła tatę o strój kanarka na bal przebierańców. Coś jednak poszło nie tak, bo strój nie do końca kanarka przypomina." I  przyznam, że uśmiałem się przy tym zdrowo, micha zaś była wykrzywiona przez dobrych paręnaście minut. No bo co to jest? Jakiś upiór czy czarownica, nie zaś żaden kanarek! I choć nawet przez chwilę było mi żal tego dziecka (to upokorzenie!), to jednak cała przedstawiona sytuacja była dla mnie zdecydowanie śmieszna. No bo jak można zrobić taki strój kanarka? Ojciec to musiał być nieźle potłuczony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Refleksja jednak przyszła kilka dni później, kiedy kumpel przypomniał mi o całej sytuacji odpowiadając (w końcu) na ów linka, który mu wysłałem. Bardzo mu się podobał, jednak mnie zaczęło zastanawiać: czy to na pewno miał być kanarek? W końcu nic tak naprawdę nie wiemy poza tym, co przekazał nam twórca wpisu. Równie dobrze mógł to być kostium sroki (czarne skrzydła, biały brzuszek). Czy to musiał być bal przebierańców? Mogło to być przedszkolne przedstawienie (a w takowym nawet brałem kiedyś udział). Innymi słowy, powstaje pytanie: czy nie dałem się zmanipulować? Uwierzyłem na słowo, że cała sytuacja tak się prezentowała, ale przecież być tak nie musiało. A bez tego kontekstu, co by nie mówić, strój nie jest taki śmieszny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu od razu trzeba pogratulować autorowi. Bo jeśli całą historię tak naprawdę zmyślił, to świetnie nadał humorystyczny sens dwóm zdjęciom. W końcu nie ulega dla mnie wątpliwości, że to, co zamieścił na forum, jest śmieszne (choć nie wszystkich musi śmieszyć). Ino nie musi odzwierciedlać rzeczywistości - co zresztą jest prawdą o większości historyjek, im bardziej śmieszne, tym mniej prawdziwe. Tylko czy jest to powód, by się nie śmiać? Chyba nie. Tylko trzeba uważać, by nie wierzyć we wszystko, co piszą.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4430871631607036530?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4430871631607036530/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/01/stroj-kanarka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4430871631607036530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4430871631607036530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/01/stroj-kanarka.html' title='Strój kanarka'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4596661389222827791</id><published>2010-01-06T01:57:00.000+01:00</published><updated>2010-01-06T01:58:12.493+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>HP</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stało się coś dziwnego. Kilka godzin temu dokończyłem czytać ostatni tom Harry’ego Pottera i coś jakby we mnie pękło. A wszystko przez jedną osobę, pod wpływem której zdecydowałem się sięgnąć po pierwszy tom przygód młodego czarodzieja. Zachęciła mnie i jakoś tak poszło, połykałem tom za tomem. Od początku grudnia do początków stycznia, miesiąc na całą serię i… koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwi mnie to bardzo, bo do serii tej zawsze miałem podejście dość krytyczne, a tu taka odmiana. Widać ludzie się zmieniają. Oczywiście, nie żałuję, że tak się stało, bo ta książka jest dla mnie dopiero teraz. Wcześniej by do mnie nie dotarła, to nie byłby mój świat. Zupełnie inaczej postrzegałem rzeczywistość, inaczej myślałem, inaczej czułem, miałem inne priorytety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jest zupełnie inaczej, gdzieś te przygody mnie chwyciły. I choć świat wykreowany przez Rowling ma swoje wady, jest pełen nieścisłości czy błędów, to jednak jest w nim coś, co do mnie trafia. Coś dawno utraconego, pewna taka dziecięca naiwność. Możliwość cofnięcia się do czasów szkoły, choć nigdy w takiej szkole nie byłem. Bo jakby nie patrzeć, świat Rowling to świat zupełnie inny. I nie chodzi wcale o jego przesycenie magią, o nie. To bardziej chodzi o nowe środowisko. W końcu nie ulega wątpliwości, że bohaterowie cyklu poruszają się w świecie na wskroś brytyjskim, choć nieco zmienionym. Świecie tak odległym od naszego, postkomunistycznego w którym się wychowałem. O nie, ten świat brytyjski ma tradycję, jest usystematyzowany, stabilny. Zawsze można czuć się tam jak u siebie w domu. To tak strasznie pociąga, tak bardzo chciałoby się tam być. Szkoda, że to niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak samo zżyłem się z bohaterami. Może i byli na wskroś zbyt dorośli w swoim zachowaniu, to jednak było w nich coś bardzo ludzkiego - szczególnie w późniejszych etapach książki. Coś, co pozwalało śledzić ich losy, chcieć być przy nich. To cecha każdej dobrej książki i muszę przyznać, że tak jest i w tym przypadku. Dziwnie się czułem, gdy ktoś ginął, może dlatego, że to powinna być książka dla dzieci… A może dlatego, że postacie te stały mi się bliskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto też zaznaczyć rosnącą brutalność i mroczność cyklu. To nie jest baśń a la Tolkien, tu są same problemy. Jest coraz gorzej, wszyscy wątpią, co chwila ktoś ginie w męczarniach albo w skrytobójczym ataku. Wszystkimi targają wątpliwości i kłótnie. W tym świecie trzeba siebie odnaleźć, a przychodzi to ta trudno. I nawet przekombinowanie w pewnych miejscach tak bardzo nie przeszkadza. Nie przeszkadzają ciągłe szczęśliwie przypadki, tak charakterystyczne dla tej serii, które co chwila się dzieją. Ot, szczęście sprzyja lepszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do początku tej notki, wciągnęła mnie ta seria i teraz, po skończeniu, czuję w sobie pustkę. Pustkę po czasie, który wypełniła mi ta lektura. Pustkę po historii, bohaterach. Pustkę po fragmencie życia, jakim stała się dla ta książka i jaki umieściłem w tej książce. Tak, chciałbym się tam znaleźć, móc tam żyć. Niestety, tak się nie da. I za tym chyba tak tęsknię.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4596661389222827791?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4596661389222827791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/01/hp.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4596661389222827791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4596661389222827791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2010/01/hp.html' title='HP'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-754018010617276638</id><published>2009-12-08T21:28:00.002+01:00</published><updated>2009-12-08T21:30:07.130+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulver'/><title type='text'>Norweskie Wilki nawiedzą Polskę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mój świat właśnie stanął na głowię, zaś minutę temu do głowy mej dotarła jedna z najważniejszych wiadomości tego roku. Tak oto dowiedziałem się, że w miesiącu lutym, w mieście Kraków, Ulver zagra w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękna to wiadomość, o tak.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-754018010617276638?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/754018010617276638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/12/norweskie-wilki-nawiedza-polske.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/754018010617276638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/754018010617276638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/12/norweskie-wilki-nawiedza-polske.html' title='Norweskie Wilki nawiedzą Polskę'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6657796507026797668</id><published>2009-12-06T16:05:00.002+01:00</published><updated>2009-12-06T16:09:03.188+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Duża dawka heavy metalu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno już nie wróciłem tak poobijany z koncertu. Siniaku, potłuczona piszczel, gdzieś kilka razy wczoraj dostałem po głowie, kilka razy spadłem pływając po ludziach... Innymi słowy, ogień na koncercie był. Ja zaś czuję, że żyję, bo było wspaniale. Koncerty to jednak jest niesamowity kop energii i nawet stan, w jakim się dziś zbudziłem tej opinii nie zmieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ino z alko przesadziłem... znów. Trza zacząć mocno kontrolować picie na koncertach, bo wczoraj to mocno po bandzie pojechałem, o czym zresztą coraz bardziej się przekonuję... Za dużo tego heavy metalu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6657796507026797668?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6657796507026797668/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/12/duza-dawka-heavy-metalu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6657796507026797668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6657796507026797668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/12/duza-dawka-heavy-metalu.html' title='Duża dawka heavy metalu'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5217383240559554663</id><published>2009-11-30T11:01:00.004+01:00</published><updated>2009-11-30T11:06:24.430+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Bezpiecznie jak w banku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zostałem właśnie przytłoczony przez paranoję związaną z bezpieczeństwem. Tak oto system bankowości internetowej nie przyjął mi hasła po raz trzeci, zaś dostęp do konta został zablokowane. Dziwne to jest, gdyż jeszcze wczoraj hasło działało, dziś już zakminić nie chciało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. System logowania się to jest istny koszmar. Najpierw wpisać nr identyfikacyjny - ten pamiętam. Potem hasło, ale nie wszystkie literki/cyferki, ale tylko tyle, ile jest pól. Niektóre pola są zaślepione i tam nic nie wpisujemy, tylko idziemy dalej. No cyrk na kółkach normalnie. Układ się nie zmienia, więc za dużo szans na zrozumienie gdzie popełniliśmy błąd nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu, gdy już hasło zostanie przyjęte, trzeba odebrać sms z kodem. Co, jeśli komórki nie mamy, bo np się zepsuła? Tego nie wiem, szczęśliwie moja działa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja rozumiem, że bezpieczeństwo itd, ale nie dajmy się zwariować! Łatwość korzystania jest przecież bardzo ważna, tu zaś mamy trzy kroki, na których łatwo się pomylić. Trzy nieudane próby i konto zablokowane... Bez sensu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5217383240559554663?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5217383240559554663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/11/bezpiecznie-jak-w-banku.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5217383240559554663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5217383240559554663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/11/bezpiecznie-jak-w-banku.html' title='Bezpiecznie jak w banku'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5800589979100190497</id><published>2009-11-15T16:21:00.005+01:00</published><updated>2009-11-16T11:24:39.670+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>6700 jeźdźców apokalipsy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie dowiedziałem się, że w moje miasto może pieprznąć aż 6700 głowic nuklearnych. Całkiem dużo, a na pewno wystarczająco, by po mieście (oraz jego okolicach) nie zostało nic więcej poza kraterem wypełnionym radioaktywnymi odpadami, niedobitkami ludzi (którzy znaleźli się na tyle daleko od epicentrum wybuchu, choćby w Krakowie, by przeżyć) czy innym tałatajstwem. Wizja to prawdziwie poetycka, aczkolwiek jakoś się nią przejmuję. Pomijając fakt, że Jastrzębie nie jest strategicznym celem militarnym (nie ma tu nic poza kopalniami, blokami i przybytkami alkoholowej rozpusty).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Tak, czy inaczej, 6700 to całkiem sporo. Lwia część tej liczby to rakiety posiadane przez naszych dawnych przyjaciół ze wschodu i oni potencjalnie są największym zagrożeniem. Sporo ma też wielki (aczkolwiek młodszy) zachodni brat. Niecałe pięćset rakietek to skromny dorobek Unii Europejskiej, kilka rakiet z Izraela, jako odpłata za antysemityzm, no i jeszcze parę głowic Made in China, tak w ramach poszerzania napływu chińskich towarów na zachód. Towarzystwo prawdziwie różnonarodowe, multikulturowe i podzielone na różne fronty. Na dobrą sprawę na terenie mojego miasta mogłyby się odbyć jakieś zawody w strzelaniu do celu. A im mniej zawodników, tym większe szanse - nie dziwi więc niechęć i poczucie zagrożenia ze strony niektórych państw wobec prób jądrowych podejmowanych przez Iran i Koreę Południową. Co z tego, że ich arsenał&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;będzie nieporównywalnie mniejszy, liczy się fakt posiadania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mniej, nie dziwię się i nie mam żalu. Prawem silniejszych jest posiadanie silnych argumentów. Można się tylko smucić, że ktoś ma a my nie mamy. Takie życie... Denuklearyzacja to fikcja, gdyż silne państwa nie pozbędą się takiego argumentu. Ale też argument ten nigdy nie zostanie użyty - co komu z nuklearnej pustyni? Co komu po nieużytkach? Co tu podbijać, czym rządzić? Gdzie tu jakikolwiek cel? W momencie, gdy dominującą ideologią jest pieniądz, realne używanie atomu w działaniach zbrojnych jest bez sensu. O wiele skuteczniejsze jest zakręcenie gazu - "humanitarne" i czyste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli będzie inaczej? Jeśli zapląta się choć jedna bombka, ktoś naciśnie przez przypadek czerwony przycisk lub na nim zaśnie? Cóż, przynajmniej będzie na co popatrzeć.  A i śmierć z wykopem wydaje się całkiem ciekawą perspektywą. Czyż nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ktoś ciekawy ile rakiet trafi w jego miasto, może sprawdzić to tutaj: &lt;a href="http://nukeometer.com/"&gt;http://nukeometer.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5800589979100190497?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5800589979100190497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/11/6700-jezdzcow-apokalipsy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5800589979100190497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5800589979100190497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/11/6700-jezdzcow-apokalipsy.html' title='6700 jeźdźców apokalipsy'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4434826346209736885</id><published>2009-10-27T21:19:00.004+01:00</published><updated>2009-10-27T21:37:15.751+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Paskudni, starzy ludzie.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bum, bach, strona niesławnego i równie słynnego ostatnimi czasy serwisu The Pirate Bay się włączyła, ja zaś zacząłem ściągać film. I czym jest się tu chwalić? Cóż, sytuacja ta jest dość dziwna z kilku powodów. Po pierwsze, kinematografia jakoś szczególnie mnie nie interesuje - głównie dlatego, że nie jestem fanem samotnego oglądania filmów, a też nie mam za bardzo z kim oglądać. Dwa, wysiedzieć te półtorej godziny jest mi nie rzadko bardzo ciężko - jest w końcu tyle mniej lub bardziej interesujących rzeczy do zrobienia. No i trzy, film ten to żaden hit, nowość czy film kultowy, tak więc piracenie go wydaje się bez sensu. Ale zaraz, czy ja napisałem "piracenie?" Bo właśnie o to słowo się tu rozchodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym, co podkusiło mnie do ściągnięcia tego filmu jest licencja, na jakiej został on udostępniony. Tak właśnie, licencja, coś bardzo nieścisłego w przypadku multimediów, a jednak tu bardzo wyraźna. Zwie się ona Creative Commons, a oznacza ni mniej, ni więcej, jak "bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, oto ciało moje." Ze wskazaniem na moje, czyli uznaniem autorstwa. Bo tak właśnie jest, film ten można kopiować, udostępniać, robić z nim wiele innych rzeczy - o ile pamięta się o autorstwie. Czyż to nie wspaniałe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, jakiś czas temu pisałem już o CC, wtedy w kontekście muzyki. Serwis Jamendo jest doskonałym przykładem na to, jak można dzielić się własną twórczością. Niemniej, muzyka jest przedsięwzięciem dość małym jeśli chodzi o koszta. Ostatnio znajomy podrzucił mi utwór ze swojej demówki, brzmiał całkiem przyjemnie. Dlatego byłem strasznie zaskoczony, że nagrywane to wszystko było w domowych warunkach. Oczywiście, można też zrobić coś profesjonalnie, ale nadal będą to koszta mniejsze od filmu. Bo tu właśnie mamy do czynienia z pełnoprawnym filmem, który z pewnością kosztował niemało. I proszę, za darmo na internecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak nie cieszyć się z istnienia torrentów? Oczywiście jest to tylko kropla w morzu mniej lub bardziej legalnych materiałów (kwestie moralne i wszelakie ideologie z tym związane odsuńmy na bok), lecz czy to nie jest kropla miodu? Czy to nie piękne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byle tylko nie zawiedli ludzie. I nawet nie chodzi o dzielenie się tym filmem. Stworzenie filmu w celu darmowego udostępnienia to przedsięwzięcie o minusowym balansie, a żyć za coś trzeba. Dlatego reżyserka, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Hanna Sköld&lt;/span&gt;, starą tradycją oprogramowania opensource, prosi o finansowe wsparcie - po to, by mogła dalej tworzyć na tej zasadzie. By mogła kontynuować swój idealistyczny cel. Bo kultura jest wtedy najpiękniejsza, kiedy dostęp do niej jest łatwy. A obecnie nie ma chyba łatwiejszego dostępu, niż torrent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla wszystkich zainteresowanych: &lt;a href="http://thepiratebay.org/torrent/5117424/Nasty.Old.People.2009.XviD"&gt;link do filmu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Link do strony filmu: &lt;a href="http://www.nastyoldpeople.org/"&gt;http://www.nastyoldpeople.org/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4434826346209736885?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4434826346209736885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/10/paskudni-starzy-ludzie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4434826346209736885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4434826346209736885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/10/paskudni-starzy-ludzie.html' title='Paskudni, starzy ludzie.'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5991519427638125791</id><published>2009-10-10T00:00:00.003+02:00</published><updated>2009-10-10T00:02:11.929+02:00</updated><title type='text'>A taki se wpis</title><content type='html'>Znów zaniedbałem to miejsce. Widać lato tak na mnie wpływa, ale zbliża się jesień, jesienna smuta, potem zima i ciepło domowego zacisza, tak więc powinno być lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A żeby nie było, że nic wartościowego się tu nie pojawiło, macie internetowy hit ostatnich dni: &lt;a href="http://www.weebls-stuff.com/toons/Amazing%20Horse/"&gt;http://www.weebls-stuff.com/toons/Amazing%20Horse/&lt;/a&gt; ^_^&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innej beczki: ostatnio udzielam się tu: &lt;a href="http://musihilation.blogspot.com/"&gt;http://musihilation.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oby następny wpis był bogatszy w treść ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5991519427638125791?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5991519427638125791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/10/taki-se-wpis.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5991519427638125791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5991519427638125791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/10/taki-se-wpis.html' title='A taki se wpis'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5459977251836883967</id><published>2009-08-05T14:24:00.001+02:00</published><updated>2009-08-05T14:28:05.963+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><title type='text'>Przystanek Broodstock 2k9</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I znów miejsce to się zakurzyło. Niemniej, mam coś na swoją obronę – w ciągu dwóch ostatnidni w domu byłem może ze dwa dni. Czemu to tak? Ano najpierw był Hunterfest, potem Woodstock. Tego pierwszego na razie nie będę opisywał – zresztą, wiele osób już to zrobiło i kolejne słowa żalu nie są tu potrzebne. Za to nie omieszkam zrobić tego z Woodstockiem, gdyż impreza była nieziemska, a działo się tyle, że trudno to wszystko ogarnąć. Dlatego, zamiast pisać jakieś dziwne zawijasy, postanowiłem uporządkować wszystko w punktach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Podróż&lt;/span&gt; – tym razem auto. Rok temu stwierdziłem (nie tylko ja zresztą), że jestem już za stary na woodowe pociągi, więc w tym roku wybraliśmy samochodzik jako nasz główny środek transportu. Był to dobry wybór, gdyż wygoda i atmosfera w nim panujące pozwoliły nam komfortowo dotrzeć na miejsce. No a poza tym mogliśmy odwiedzić Acidolkę – dość przypadkowo zresztą.&lt;br /&gt;2) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Punkt G&lt;/span&gt;, czyli miejsce, gdzie znajdowała się wioska Barmy Army. Co tu dużo pisać, wiele mord, których dawno nie widziałem, a warto było je zobaczyć. Generalnie niekończąca się impreza i mnóstwo znajomych.&lt;br /&gt;3)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Alkohol&lt;/span&gt;. Dużo alkoholu, gdzie nie spojrzeć, alkohol. Nie tylko piwa, ale też wódka, rakieta od sąsiadów (która zarówno dobrze wchodziła, jak i wychodziła), absynt, a nawet i Amol. Ten Amol to powoli tradycja się robi. Rok temu na Hunterfest'cie skończyła się wódka i ktoś wymyślił, że ma Amol. W tym roku też skończyła się wódka, ja wspomniałem historię i wtedy Kasia powiedziała: „Czekajcie!” Wiadomo, co przyniosła...&lt;br /&gt;4) Jak alkohol, to wspomniane już &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;piwo&lt;/span&gt;. Niestety, na woodzie był Lech, którego nie trawię, a zmuszony byłem go pić. Dość powiedzieć, że w sobotę wieczór już żadne piwo mi nie wchodziło. Tyle dobrze, że pół Woodstocku miałem piwo marki Argus Strong, przez niektórych zwane Angusem (na cześć Angusa Younga, gitarzysty AC/DC).&lt;br /&gt;5) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zapiekanka&lt;/span&gt; – czyli to, po czym miałem zgona. Piłem, piłem i generalnie było OK. Poszedłem na zapiekankę i tyle mnie widzieli! W tym miejscu należą się podziękowania Acidolce, która się mną zaopiekowała. Tak czy inaczej, Jelonka widziałem tylko urywkami... Swoją drogą, żarcie na tegorocznym Przystanku było obrzydliwe! No i jakiś kretyn wpadł na pomysł, że najpierw trzeba kupować żetony...&lt;br /&gt;6) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Deprecha&lt;/span&gt;. Muszę zapamiętać, żeby nie chlać tyle na festiwalach, ewentualnie mieć na wszystko przy tym wyjebane. Generalnie udało mi się załapać nieciekawego doła... Cóż, bywa. Tyle dobrze, że była to tylko w miarę chwilowa niedogodność.&lt;br /&gt;7) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Earl Grey&lt;/span&gt; – tego komentować nie będę. Kto wie, o co chodzi, niech zachowa to dla siebie.&lt;br /&gt;8)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Lachonarium&lt;/span&gt; – to było bardzo pokaźne i wysokiej jakości, dlatego też bardzo często chodziliśmy na myjki zarywać dziewczyny. Tu pozdro dla mojej ekipy, czyli Gżesia i Qwasa. Bez nich te wypady nie byłyby takie same. Do tego nauczyłem się, że najlepszym tekstem na wyrwanie nie są żadne wymyślne porównania czy zagajenia, tylko „Cześć. Idziesz z nami?” Szkoda tylko, że mam tak słabą pamięć do imion... Poza tym ukuło się catchphrase Qwasa, czyli „Mnie to nie przeszkadza.” I jeszcze jedno – bezczelność Novego mnie wręcz zaskakuje. Bo kto by podszedł do nieznajomej i powiedział jej „Masz fajne cycki jak na laskę malującą markerem”?&lt;br /&gt;9) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Publika&lt;/span&gt;. Ta była... co najmniej dziwna. Z jednej strony bardzo miłe przyjęcie Możdżera, Danielssona i Fresco, z drugiej na Guano Apes dziwnie się na mnie patrzyli, jak krzyczałem „POKA CYCE!” Cóż, widać mało thrashowa publiczność, choć młyn na Clawfingerze wymiatał. Pamiętna była też matka, która wyszła z dzieckiem na linię ściany śmierci co by popatrzeć. Była dość zdziwiona jak jej powiedzieli, że tu może być niebepiecznie.&lt;br /&gt;10) Jak już jesteśmy przy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;koncertach&lt;/span&gt;, to dziwnym trafem udało mi się trafić tylko na trzeci dzień. W sumie żałuję tylko przegapienia Volbeata i koncertu jubileuszowego, ale jakoś to przeboleję.&lt;br /&gt;11) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poplin Twist&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Slow and Stoned&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, czyli Crawley bawiący się w Litzę. Nie wiem czemu, jakoś te wałki weszły mi do głowy i co chwila ryczałem je w duecie z Gżesiem.&lt;br /&gt;12) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gżesió&lt;/span&gt;, czyli główny kompan na woodzie. Opcja myjki+piwo, ciągłe łażenie na podryw, darcie mordy i równe zgony – oto, jak wyglądał nasz Woodstock.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było chyba na tyle. Pewnie o części rzeczy zapomniałem, części nawet nie pamiętam, ale to już jest magia Woodstocku. Za rok będę na pewno, bo jak można opuścić takie wydarzenie. Na koniec chciałbym pozdrowić wszystkich tych, z którymi się bawiłem, czyli wioskę Barmy Army i jej gości, w szczególności zaś ekipę z naszego autka: moja sister, Acidolka, Angol, Qwas; a także Gżesia, który to z nami już nie jechał.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5459977251836883967?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5459977251836883967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/08/przystanek-broodstock-2k9.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5459977251836883967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5459977251836883967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/08/przystanek-broodstock-2k9.html' title='Przystanek Broodstock 2k9'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-3646902896864796908</id><published>2009-07-12T23:55:00.002+02:00</published><updated>2009-07-13T00:04:48.903+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='japonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Dziwny świat</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Internet potrafi skrzywdzić. Gdzieś nawet była lista związana z tym zagadnieniem, jednak to już nawet nie o nią chodzi. Internet zbliża. To, co było kiedyś daleko, nieosiągalne, teraz można zdobyć z łatwością. Doskonałym przykładem są anime – kiedyś zdobyć jakąś większą nowość było naprawdę ciężko, królowały przegrywane VHSy, potem weszły DivXy, nierzadko słabej jakości, z hardsubami. A i tak były to często pozycje starsze, bo wszystko rozchodziło się niejako pocztą pantoflową – pożyczało się daną płytę od kogoś itd. Czasami trzeba było długo czekać na swoją kolej, zresztą pamiętam radochę i dumę kumpla jak oznajmiał, że jest trzecią osobą w kraju, która miała Hellsinga. Teraz mamy youtube, torrenty, szerokopasmowe łącza – zobaczyć coś, szczególnie jeśli jest popularne, nie jest wcale takie trudne. Innymi słowy, mamy dostęp do wszystkiego, co dusza zapragnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstęp ten nie był wcale przypadkowy, nawiązanie do anime też nie, gdyż nadal pozostaniemy w Japonii, a dokładniej w świecie japońskich teleturniejów. Świecie, do którego mamy dostęp głównie dzięki internetowi, youtube zaś przede wszystkim. Tak właśnie, będzie o tym magicznym, dziwnym świecie, który nam, Europejczykom, strasznie trudno zrozumieć. Trudno też zrozumieć ludzi, którzy decydują się brać w nich udział. Bo jak można tłumaczyć sobie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NRkobLsNmbA&amp;amp;feature=rec-fresh+div"&gt;program&lt;/a&gt;, w którym prezenterka to przebrany za kobietę mężczyzna, uczestnicy zaś najpierw są rozkręcanie wokół własnej osi na jakimś dziwnym urządzeniu, potem zaś mają iść po desce umieszczonej nad wodą. Oczywiście przy takim kręćku jest to niemożliwe i ludzie robią różne dziwne rzeczy – czasami wydaje się wręcz, że nierealne. Na pewno jest dużo śmiechu, czego się nie ukrywa. Śmiechu z ofiar, ale one się na to decydują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To kręcenie przypomniało mi o takim starym, japońskich programie pt. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=PGuYojcmZpI"&gt;Takeshi's Castle&lt;/a&gt;, który to puszczany był na DSF (długo przed pojawieniem się youtube). Pamiętam, że była tam konkurencja, w której delikwent przykładał głowę do jednego końca kija baseballowego, drugim końcem dotykał ziemi i zaczynał się kręcić wokół niego. A potem heja banana przed siebie, by wygrać kasę. To byłą jedna z wielu konkurencji, jednak zapadła mi w pamięci o tyle, że kumple zainspirowani tym programem także robili takie kręćki z kijem. Cóż, co kto lubi, jednak u nas to było typowo dla jaj, Japończycy zaś poniekąd tracili swoją godność po to, żeby zdobyć te milion jenów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to wcale nie są jakieś dziwne rzeczy w kategorii japońskiej TV. Chyba szczytem jest &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=U3IHFQLw-Gc"&gt;program&lt;/a&gt;, w którym za złą odpowiedź osoba musi wdychać pierdy kolesia, który, dodajmy, umieszczony jest na platformie co raz to przybliżającej się do ofiary. Albo jakiś teleturniej, w który wplecione są przygody  &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Us2lBEb9z0k"&gt;Hard Gay&lt;/a&gt;'a (która jest też zawodowym wrestlerem). Jak w ogóle można wpaść na takie pomysły? Tymek uważa, że to jest wynik zrzucenia na nich dwóch bomb atomowych, że musiało to jakoś wpłynąć na ich mózgi. Ja uważam, że Japończycy rekompensują sobie w ten sposób swoje szare, wręcz skostniałe życie, które obraca się głównie wokół pracy, szkoły itd. Nie od dziś wiadomo, że wielu Japończyków nie wytrzymuje ciśnienia panującego w ich życiu. Muszą jakoś odreagować, a przecież świat w tych teleturniejach jest zawsze kolorowy, zawsze roześmiany, do tego tak absurdalny, że porażki w ogóle nie bolą. Nie ma łez, nie ma żalu, jest tylko dobra zabawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu my mamy swój Taniec z Gwiazdami – świat, który nie istnieje – pełen blichtru, bogactwa, i (jak sam tytuł wskazuje) gwiazd. Japończycy mają swój świat teleturniejów, który też nie ma swojego odpowiednika w rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko który świat jest lepszy? W którym wolelibyście partycypować?&lt;br /&gt;Bo ja jednak chyba w tym japońskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Japońskie teleturnieje powoli przedostają się do Polski. Przykładem na to jest Hole in the Wall. Zresztą, jest to tendencja dość powszechna na zachodzie. Szczególnie MTV lubi przerabiać ichniejsze programy na swoje.&lt;br /&gt;PS2. Jeszcze jeden przykład na to, że Japończycy są &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ffDPTKn7HiY"&gt;dziwni&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-3646902896864796908?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/3646902896864796908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/07/dziwny-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3646902896864796908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3646902896864796908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/07/dziwny-swiat.html' title='Dziwny świat'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1869347357199317352</id><published>2009-07-12T23:19:00.001+02:00</published><updated>2009-07-12T23:21:29.457+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><title type='text'>Pierwszy i (mam nadzieję) ostatni wpis związany z polityką</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;I po raz kolejny okazuje się, że polityka, religia i biznes idą w parze, słowem zaś je łączącym jest marketing. W końcu trzeba umieć się sprzedać, jak się ostatnio okazuje nie tylko w świecie polityki – coraz to bardziej zcelebrytowanej, bazującej na show i najniższych instynktach. Bo przeto Jarosław Kaczyński, na pielgrzymce, na której to przy okazji swoją premierę miała sieć komórkowa ojca Rydzyka, przekonywał ludzi do tego, żeby do tej sieci się przyłączyli – a robił to poniekąd pod hasłami jedności narodu. Narodzie, jednocz się, najlepiej pod skrzydłami tejże telefonii. A kto nie przyłączy się, ten niszczy, ten nie Polak,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Demagogia to typowa dla rozgłośni z Torunia, poniekąd typowa dla PiS. Cóż, bywa i tak – w końcu najważniejsze jest to, żeby dana taktyka marketingowa działała – a ta zdecydowanie działa. Chylę czoła, zarówno przed sukcesami, jak i przed stopniem, do jakiego trzeba upaść by się do niej odnosić. I przyznam wam, że nie mnie to najbardziej boli. Boli mnie co innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co? To, że były premier reklamuje telefonię komórkową, do tego w tak mało wysublimowany,  wręcz prymitywny sposób. Boli mnie to, że druga największa partia w kraju aż tak się płaszczy przed stacją ojca Tadeusza – tylko po to, by zdobyć te kilka procent poparcia. W końcu boli mnie to, że walka polityczna przeszła w wymiar komercyjny – ja zareklamuję to, wy zareklamujecie nas. Tylko czekać aż pójdą następni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszak trzeba umieć się sprzedać.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1869347357199317352?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1869347357199317352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/07/pierwszy-i-mam-nadzieje-ostatni-wpis.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1869347357199317352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1869347357199317352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/07/pierwszy-i-mam-nadzieje-ostatni-wpis.html' title='Pierwszy i (mam nadzieję) ostatni wpis związany z polityką'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7783032383687248454</id><published>2009-07-03T02:17:00.004+02:00</published><updated>2009-07-03T02:24:54.587+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Radio Crawley</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Przyznać muszę, że ostatni tydzień, nie dość że trwał całe osiem dni (a nie, jak mu kazano, siedem), to jeszcze obfitował w różnego rodzaju wydarzenia, spotkania itp. I choć nie widziałem wszystkich osób, które chciałem, to nie jestem w stanie zaliczyć tego czasu do nieudanych. Powiem więcej, jestem bardzo zadowolony z tego czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Ale o co chodzi?"&lt;/span&gt; zapytacie. Ano ubiegły tydzień spędziłem w centralnej Polsce – w końcu ile to można siedzieć na pięknym południu kraju? A że i ludzie zapraszali do siebie, a i niektórym obiecywałem od czterech lat, że ich odwiedzę, to nie pozostawało nic innego, jak spakować się i jechać w siną dal. Co się działo, postaram się opisać w kilku najbliższych notkach. Jednej, zbiorowej pisać nie chcę, bo i na różnych rzeczach się będę skupiał. Tak np. dziś powiem nieco o... radiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak właśnie, radiu. Wszystko przez Kólę, któremu pozazdrościłem gościnnego udziału w Trotylowej metalowej audycji radiowej. No to napisałem do niej w tej sprawie, a że Trotyl była bardzo chętna, pozostało nam dograć odpowiedni termin. Po wielu perturbacjach i ustaleniach data mojego debiutu radiowego padła na 23 czerwca (skądinąd znacząca dla mnie data), czyli wtorek. Na stacji PKP pojawiłem się gdzieś koło 17, nieco sfatygowany imprezą dnia poprzedniego. Nie był to jednak największy problem. Nie był nim też głód, chwilowo zaspokojony kebabem. Nie, prawdziwą trudnością była trema, która mnie zżerała. Tak, jak wystąpienia z wierszykami przed klasą, gdy zawsze się strasznie stresowałem – zawsze się denerwowałem, zawsze coś zapominałem. I choć Trotyl mówiła mi, że nie ma się czego bać, ja wiedziałem lepiej. Przecież mam taki nieradiowy głos. Pewnie jakieś głupoty palnę, nie mówiąc już o tym, że ludzie mogą mnie zwyczajnie nie zrozumieć. Ach te wszystkie pytania i spocone ręce. Jeszcze bardziej się podenerwowałem, gdy okazało się, że Trotyl będzie bezpiecznie zamknięta w kabinie operatora, ja zaś miałem siedzieć ze słuchawkami i mikrofonem poza nią. Innymi słowy – zero wsparcia w trudnej chwili. Tzn wsparcie było... za szkła, czyli nie to samo. I prawda jest taka, że z początku nie jestem wcale zadowolony. Głos mi się nieco załamywał, język plątał, pustka w głowie... Dobrze, że miałem wodę. Dobrze, że udało mi się namówić Trotyla i w tej konfiguracji długo nie trwaliśmy. Wbiłem się do kabiny, usiadłem w fotelu obok i nagle zyskałem nieco pewności siebie. Oczywiście, nadal nie było doskonale, ba – nie wiem, czy było nawet dobrze. Ale z minuty na minutę stawałem się pewniejszy siebie, pozwalałem sobie na coraz więcej. Pewnie to też zasługa pani prowadzącej – wiadomo, w grupie raźniej. Bez żadnych sztucznych barier. Doszło do tego, że pozwalałem sobie na żarty i tym podobne. W końcu była to bardzo dobra zabawa, którą na pewno będę wspominał miło. Ino trzeba nieco popracować nad głosem. Przynajmniej pierwsze koty poszły za płoty i jako tako wiem, jak się zachować. Kto wie, może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja – mi się podobało. I mam nadzieję, że wszystkim tym, którzy mnie słuchali, też.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współudział w audycji był też okazją do podzielenia się kilkoma utworami, które ostatnio często grają mi w duszy. Ot, taka możliwość posłuchania z ludźmi tego, co się lubi. Bardzo fajne uczucie- szczególnie, że miałem wpływ na kształt połowy listy puszczanych utworów. Niektórzy kręcili nosem, ale to też dlatego, że starałem się puścić rzeczy nieco mniej znane, a wg mnie warte uwagi. Z wielu powodów. I to się udało – bo jeśli choć jedna osoba zainteresowała się tym, co wybrałem, to już jest sukces. Szkoda tylko, że audycja trwała jedynie dwie godziny – bardzo krótki czas, w którym tak po prawdzie za wiele nie da się powiedzieć/puścić. A szkoda. Niemniej, jak już pisałem, może kiedyś nadarzy się jeszcze okazja na gościnny występ. Bo prowadzić własnej audycji bym nie chciał – nie z moim monotonnym głosem. Ale tak przyjść od czasu do czasu, pożartować z prowadzącą, wybrać coś fajnego... Czemu nie. Szczególnie, że kilka osób mnie pozdrawiało podczas audycji. I to mnie strasznie cieszy. W końcu ktoś chciał mnie słuchać – a przecież nie musiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trotyl, dziękuję Ci za to wszystko.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7783032383687248454?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7783032383687248454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/07/radio-crawley.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7783032383687248454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7783032383687248454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/07/radio-crawley.html' title='Radio Crawley'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-3402275760598936215</id><published>2009-06-20T17:14:00.002+02:00</published><updated>2009-06-20T17:58:13.905+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Nohavicowy świat</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;No i pojawia się obiecany wpis. Wpis o muzyce, bo o czymże innym? Co więcej, jest to powrót do Nohavicy, o którym &lt;a href="http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/crawleye-nie-suchaja-poezji-spiewanej.html"&gt;pisałem już&lt;/a&gt; czas jakiś temu. Tym razem będzie to Nohavica po polsku, gdyż gdzieś w roku 2008 został wydany dwupłytowy album &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Świat wg Nohavicy&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;, gdzie różne osobistości naszej polskiej sceny wykonują piosenki czeskiego barda. Przedsięwzięcie dosyć ciekawe, dowodzące ponadto popularności Czecha w Polsce. Popularności, dodajmy, która łatwo może zostać zmierzona poprzez ceny biletów na jego występy na przestrzeni lat. W końcu znajome opowiadały mi, jak na licencjacie (kilka lat temu) były na koncercie Nohavicy koszującym 5 zł, obecnie nierzadko trzeba zapłacić 10x tyle. Do jego popularności na pewno przyczynił się też film &lt;strong&gt;&lt;em&gt;Rok Diabła&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;, który to opowiada na wpół fikcyjną historię z trasy koncertowej po Czechach. Tak czy inaczej, nagrano album z przetłumaczonymi utworami Nohavicy, a przez który przewijają się chociażby Artur Andrus, Wolna Gruba Bukowina, czy Krzysztof Daukszewicz.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;I właśnie o wykonaniu należy napisać co nieco. Nie są to zwykłe covery, a osobne interpretacje. Bo choć często starano zachować się chociażby podobną rytmikę i melodyjność, to nieraz wykorzystano zupełnie inne instrumentarium, jak choćby fortepian w przypadku &lt;strong&gt;&lt;em&gt;Sarajewa&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;. Na pewno na ogólną jakość dobrze wpływa zróżnicowanie głosów, nierzadko damskich (choć wspominałem kiedyś, że muzyka Nohavicy jest bardzo męska), nadających każdemu z utworowi oddzielny, indywidualny charakter. Co za tym idzie, nawet utwory z jednej płyty brzmią tutaj różnie. Wszystko zależy od wykonawców. Niestety czasami przesadzają, jak choćby w Miki Mausie, w którym to wokalista na początku stara się śpiewać niby natchnionym głosem, co w ogóle nie brzmi. Na szczęście potem jest już lepiej i utwór zapada w pamięć jako jeden z mocniejszych punktów albumu. Należy też zaznaczyć, że jeden z utworów, &lt;strong&gt;&lt;em&gt;Gdy kitę odwalę&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;, odśpiewany został przez samego Nohavicę. Zresztą, kompozycja ta była niejednokrotnie wykonywana w języku polskim podczas koncertów w naszym pięknym kraju.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Sam charakter piosenek też jest bardzo zróżnicowany. Są tu zarówno nieco radosne, humorystyczne przyśpiewki, jak i smutne, ciężkie ballady o miłości i śmierci. Dla każdego coś miłego. I choć układ na płytach nie jest jakiś uporządkowany, to całości słucha się bardzo przyjemnie. Na tyle przyjemnie, że nawet pomimo objętości materiału, może on lecieć w kółko i w ogóle się nie nudzić. Zresztą, sam wybór utworów bardzo mnie satysfakcjonuje, gdyż duża ich część pochodzi z mojego ulubionego albumu Nohavicy, &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Divne Stoleti&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;. Nie zabrakło też kilku innych, wielbionych przeze mnie piosenek, takich jak &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Kometa&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;, czy wspomniane wcześniej &lt;strong&gt;&lt;em&gt;Miki Maus&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;. Są też utwory, które dopiero poznałem i które tak po prawdzie zagnieździły się w moim umyśle jako pochodzące ze &lt;em&gt;Świata wg Nohavicy&lt;/em&gt;, i kojarzone pewnie będą głównie z tym albumem.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Na koniec pozostaje pytanie: dla kogo jest ten album? Na pewno dla fanów Nohavicy, ale oni o nim już pewnie wiedzą. Miłośnicy poezji śpiewanej też pewnie znajdą tu coś dla siebie. Słuchacze Toma Waitsa też powinni się ucieszyć, choć muzyka to nieco inna. Ktoś jeszcze? Ciężko określić, choć chyba każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie... Ja znalazłem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-3402275760598936215?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/3402275760598936215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/nohavicowy-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3402275760598936215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3402275760598936215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/nohavicowy-swiat.html' title='Nohavicowy świat'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-3632657383887477825</id><published>2009-06-19T00:30:00.007+02:00</published><updated>2011-01-27T13:48:36.837+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Gdy odwalę...</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Od kilku dni, nieprzerwanie, po głowie chodzą mi dwa albumy muzyczne. Obydwa, jakże różniące się od siebie, stanowią dla mnie pewną wartość, symbolizują pewne nastroje, nierzadko do siebie podobne. Jeden z nich to &lt;em&gt;Dusk and Her Embrace&lt;/em&gt; zespołu &lt;strong&gt;Cradle of Filth&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;- płyta namiętnie słuchana przeze mnie w liceum (nawet poloniście ją pożyczyłem), zapomniana na długi czas (wraz z zespołem), ostatnio odkryta na nowo - głównie na fali powrotów do muzyki, której słuchałem lata temu. Wiele wspomnień z nią wróciło, wiele odczuć, przemyśleń i nastrojów, niemniej to nie o niej chcę tutaj pisać. Drugi album to nowość, wydany jeszcze w ubiegłym roku zestaw dwóch płyt, który tak na prawdę będzie bohaterem wpisu następnego. Tu zaś wrzucę tylko tekst jednego z utworów, który perfekcyjnie oddaje to, jak się teraz czuję (a może to tylko moje złudzenie?). Tak czy inaczej, lubię ten utwór, lubię ten tekst, więc tu go wrzucam. Tłumaczenie oczywiście nie moje, bo czeskiego nie znam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;em&gt;Gdy kitę odwalę&lt;/em&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jaromir Nohavica&lt;/b&gt;, przekł. &lt;b&gt;Antoni Muracki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tekst pobrany z &lt;a href="http://www.nohavica.cz/_pl/tvorba/texty_pl/texty_tm.htm#TM_Gdy_odwale_kit"&gt;oficjalnej strony Nohavicy&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdy czarne papierowe buty rano już ubiorę,&lt;br /&gt;A stara zyska pewność, że mi szychta wisi kalafiorem,&lt;br /&gt;to wyjdzie długi pochód mych żałobnych gości&lt;br /&gt;na Śląską Ostrawę po Sikorowym moście&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy odwalę kitę&lt;br /&gt;To będzie w pytę.&lt;br /&gt;Cudnie, fajnie i w pytę,&lt;br /&gt;gdy definitywnie odwalę kitę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A że wszyscy mi są bliscy, to niech dzisiaj się uraczą,&lt;br /&gt;niechaj rżnie muzyka, wino płynie, moje baby płaczą.&lt;br /&gt;I tak jak w robocie nie dawałem ciała -&lt;br /&gt;chcę, by moja stypa była jak ta lala,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech będzie w pytę&lt;br /&gt;Cudna, fajna i w pytę,&lt;br /&gt;gdy definitywnie odwalę kitę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co niektórych zwali w niezłej chwili, niech ja skonam,&lt;br /&gt;wie coś o tym kochanica, tego, co był zszedł, Macdona.&lt;br /&gt;Więc jeśli miałbym wybrać - w łóżku czy też w klubie -&lt;br /&gt;niech mnie trafi w trakcie tego, co tak lubię&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie w pytę&lt;br /&gt;Cudnie, fajnie i w pytę,&lt;br /&gt;gdy definitywnie odwalę kitę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną mam wątpliwość - zabrać Żywca czy Red Bulla,&lt;br /&gt;żeby tam na górze nie wyjść na jakiegoś ciula.&lt;br /&gt;Ja w każdym razie biorę piersiówkę starej starki,&lt;br /&gt;bo starka nie zaszkodzi, gdy się nie przebiera miarki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie w pytę ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że Cię nie ma, Boże, ale w końcu gdybyś był tak&lt;br /&gt;Daj mnie tam, gdzie dawno siedzi stary Lojza Miltag.&lt;br /&gt;Z Lojzą razem w budzie u Orłowej, potem zaś na dole&lt;br /&gt;fedrując w mozole, tu też daj nam wspólną dolę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie w pytę ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy czarne papierowe buty rano już ubiorę,&lt;br /&gt;a stara zyska pewność, że mi szychta wisi kalafiorem -&lt;br /&gt;wszystkie moje plany tak niewiele znaczą.&lt;br /&gt;W sumie było nieźle, ludzie mi wybaczą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy odwalę kitę.&lt;br /&gt;Cudnie, fajnie i w pytę,&lt;br /&gt;gdy definitywnie odwalę kitę.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-3632657383887477825?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/3632657383887477825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/gdy-odwale.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3632657383887477825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3632657383887477825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/gdy-odwale.html' title='Gdy odwalę...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4269564135818001993</id><published>2009-06-12T15:46:00.001+02:00</published><updated>2009-06-12T15:48:17.022+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Tajne akta Hunterfestu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzeba przyznać, że robi się coraz ciekawiej w kwestii tegorocznego Hunterfestu. Plotki o tym, że Motorhead ma się na nim pojawić, krążyły już chyba od jesieni roku ubiegłego. Oczywiście nie było tak różowo, bo ludzie wspominali akcje z Children of Bodom i Opeth sprzed trzech lat, dziwnym było też usunięcie Szczytna z koncertowego kalendarza zespołu na myspace i oficjalnej stronie – choć trzeba też przyznać, że festiwal nigdy nie ogłosił ich oficjalnie. Z drugiej jednak strony, Bilboardy z nazwą Motorhead wypisaną dużą czcionką pojawiły się już dawno temu – dowodem tego są zdjęcia. I nawet jakaś przedziwna ankieta dotycząca wyboru zespołów na fest, a której wynik był już znany z góry, nie mogła zakłócić mojego spokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spokój zakłócił dopiero wczorajszy news z profilu myspace Motorheada – zespół pod żadnym pozorem nie zagra w tym roku na Hunterfest. Genialnie! Oczywiście do tej pory żadne oficjalne oświadczenie nie pojawiło się na stronie organizatorów. W zamian dochodzą różne sprzeczne informacje – a to, że jest bardziej oficjalny profil Motorhead, a tam nic o tym nie piszę. A że główny organizator twierdzi, że kontrakt jest podpisany, że na jakichś stronach wypisany jest Motor w Szczytnie, znowu na stronie głównego bookera ich nie ma. Gdzieś ktoś mówi o jakichś możliwych, tajnych ustaleniach - prawie jak w pakcie Ribbentrop-Mołotow. Niemniej, jak to zwykle bywa, możliwości są dwie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1)Ktoś chce rozwalić festiwal i szerzy dezinformację.&lt;br /&gt;2)Organizatorzy lecą sobie w kulki i ściemniają z zespołami, żeby przyciągnąć jak najwięcej osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno zaś wiadomo, że ktoś kłamie – nie wiadomo tylko do końca kto. Niby na pierwszy rzut oka odpowiedź jest oczywista, jednak wcale tak nie musi być. Załóżmy jednak, że wina jest po stronie organizatorów festiwalu. I co teraz? Ludzie w końcu już kupili bilety, tak więc ktoś na pewno się pojawi. Są też inne wielkie nazwy, z którymi jak do tej pory cyrków nie ma. Niemniej wydaje się to strzałem w nogę – w końcu ludzie, jak już wspominałem, nie zapomnieli wpadki z roku 2006. Dwie następne edycje, bardzo udane, nieco te złe wspomnienia zatarły, choć ono wciąż pozostało. Motorhead mógł/może to zmienić, lecz jeśli nie przyjadą, to można to uznać za samobójstwo. Bo za rok mało kto przyjedzie, mało kto uwierzy w zespoły wymieniane w line-upie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież Hunterfest mierzy bardzo wysoko – wskazuje na to sama forma i miejsce festiwalu w tym roku. A co z tego będzie? Zobaczymy. Sam jestem daleki od wyrokowania – przynajmniej, dopóki wszystkie strony się nie wypowiedzą. Niemniej, ponownie widać, jakim bałaganem organizacyjnym jest festiwal w Szczytnie, który to ma mieć już sześć edycji. Sześć lat nauki, która możliwe, że poszła w las.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4269564135818001993?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4269564135818001993/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/tajne-akta-hunterfestu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4269564135818001993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4269564135818001993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/tajne-akta-hunterfestu.html' title='Tajne akta Hunterfestu'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1750749174603031117</id><published>2009-06-08T03:09:00.000+02:00</published><updated>2009-06-08T03:12:16.122+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komputer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>Witamy we Wrotach Baldura</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Coś mnie ostatnio wzięło na starocie. Starocie, które już doskonale znam. Przejawia się to w wielu aspektach, niemniej od kilku dni najbardziej oczywistym jest powrót do wspaniałego cyklu gier, jakim jest saga Wrót Baldura. Tak właśnie! Bo nie każdy pewnie wie, ale ze mnie jest (albo raczej był) zapalony erpegowiec, który to potrafi spędzić godziny na rozmyślaniu, jaką tu postacią pograć. W kontekście komputerowej gry fabularnej nie jest inaczej, a że od jakiegoś czasu miałem olbrzymią chęć powrotu do przygód Dzieck Bhaala, to w pewnym momencie musiałem się poddać i grę zainstalować. No i spędzić trzy dni na optymalnym konfigurowaniu modów, które są bardzo ważne dla rozgrywki, nie mówiąc już o aspektach, które potrafią pomieszać. Potem spędziłem kilka godzin na wybraniu ciekawej klasy postaci (padło na wojownika/kapłana, bo klechą jeszcze nie grałem) i losowaniem wypasionych statystyk (co w końcu mi się udało) no i jazda. Możemy zagłębiać się w fabułę, którą w sumie już znam. Przeca przeszedłem wszystkie części.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, grę znam całą... Praktycznie na pamięć. Przechodziłem ją wielokrotnie, a jednak znowu mam wypieki na twarzy. Ale to świadczy tylko o wyjątkowości tytułu, który nawet pomimo upływu lat (pierwsza część sagi w tym roku kończy jedenaście wiosen) nadal potrafi wciągnąć. Ale jakże mogłoby być inaczej, gdy ma się do czynienia z absolutem? Wiem, wiem, słowa nieco na wyrost, a jednak nie cofnąłbym ich. Przecież nie można inaczej określić gry, której warstwa audiowizualna wraz z fabułą tworzą tę wspaniałą atmosferę przygody, której nie da się zwyczajnie odmówić. Trzeba grać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, niby gra stara, a jednak nadal urzeka. Zasługa to przepięknej grafice dwuwymiarowej z ręcznie malowanymi tłami. Zresztą, jest to jeden z dowodów na wyższość takowej grafiki nad trójwymiarem – gdy po kilku latach na tytuły z tej drugiej kategorii często nie da się patrzyć, tak dobrze wykonana oprawa dwuwymiarowa nie starzeje się w ogóle, nadal potrafi urzec. Podobnie jest z muzyką – świetne kompozycje &lt;a href="http://www.lastfm.pl/music/Michael+Hoenig"&gt;Hoeniga&lt;/a&gt; chwytają za serce, wzbudzają niepokój, powodują wzrost adrenaliny i robią inne różne cuda na kiju. Przepiękna nuta, która słuchana poza grą wzbudza miłe skojarzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodajmy do tego świat – rozległy, żywy, pełen smaczków i ukrytych elementów, do których jedynie można dojść zbaczając z głównych torów przygody. Szczególnie widać to w przypadku części pierwszej, która w przeciwieństwie do swojej następczyni nie jest tak skondensowana, skoncentrowana na kilku lokacjach, w zamian oferując olbrzymie połacie terenu do eksploracji. I naprawdę mamy wrażenie, jakbyśmy odkrywali nieznane. Wspaniałe odczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie fabuła, niebanalna, z wieloma zwrotami akcji, jest niczym dobra książka, do której lubimy wracać. Z tą tylko różnicą, że tu to my jesteśmy w centrum wydarzeń, to my decydujemy co dzieje się dookoła nas, to my podejmujemy wybory. A gdy dodać do tego naprawdę „żyjących” NPC z części drugiej (a dzięki odpowiedniej modyfikacji, także i pierwszej), którzy mają własne zdanie, rozmawiają między sobą, romansują, kłócą się, a przede wszystkim sprawiają, że człowiek się z nimi zżywa – wtedy wychodzi nam gra ideał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I saga Baldur's Gate jest ideałem – szczególnie z perspektywy czasu. Bo, co trzeba z żalem przyznać, takich cRPGów się już niestety nie robi. Niestety, bo wielka to strata dla świata gier i dla nas. I jedyne, co nam pozostaje, to ciągle wracać się do tych starych, choć wiecznie młodych, hitów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1750749174603031117?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1750749174603031117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/witamy-we-wrotach-baldura.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1750749174603031117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1750749174603031117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/witamy-we-wrotach-baldura.html' title='Witamy we Wrotach Baldura'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8847860827506815250</id><published>2009-06-08T02:41:00.004+02:00</published><updated>2009-06-08T15:05:28.899+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Kwiaty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwotnie był tu całkiem długi wpis, nawet fajnie napisany, ale... No właśnie, zawsze jest ale i tak też jest w tym przypadku. Stwierdziłem, że wpis jest zbyt ekshibicjonistyczny, przez co nie mogę go tu zamieścić. W końcu jesteśmy poważnymi ludźmi. Zamiast tego postanowiłem wrzucić fragment tekstu piosenki, który mówi dokładnie to samo, co cała skasowana zawartość. Jedyna różnica jest taka, że nie jest on taki oczywisty. I chyba dlatego go tak lubię. Tak czy inaczej, dwa krótkie, proste wersy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;why are withered flowers grown here?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;and why do i eat them every day?*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;I wszystko wiadomo :D&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;-------------------------------&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;Misteria &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;a href="http://w280.wrzuta.pl/audio/3jDcarhpMEN/forever..._beautiful..._dead_smile"&gt;Forever... Beautiful... Dead Smile&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8847860827506815250?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8847860827506815250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/kwiaty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8847860827506815250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8847860827506815250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/06/kwiaty.html' title='Kwiaty'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6680437026273120885</id><published>2009-05-26T02:08:00.005+02:00</published><updated>2009-05-26T09:21:31.814+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Jubileusz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wpis na blogu Wilczycy przypomniał mi, że ten oto mój internetowy kącik także obchodzi swoje pierwsze urodziny. Bo choć już ponad tydzień temu zauważyłem nadchodzący jubileusz, to zapomniałem o tym jak już przyszło co do czego. Bywa ^^ Tak czy inaczej, to właśnie rok (i dwa dni) temu mój blog zaistniał na sieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas był to różny, czasami smutny, czasami bardzo wesoły. Zdarzały się miesiące posuchy, gdy nic nie pisałem, były też miesiące wręcz przepełnione treścią - zarówno tą głębszą, nierzadko osobistą, jak i tą lżejszą. Czasami pisało mi się jak z nut, czasami szło mi jak po grudzie - ale zawsze było to dla mnie bardzo przyjemne... i jest nadal. I choć świadom jestem, że forma i treść Strefy w znacznej mierze odbiegają od pierwotnych założeń, to nie sądzę, żeby to była wada. Lubię to miejsce takim, jakie jest :) (nawet pomimo tego, że ostatnio zastanawiałem się nad zmianą nazwy na bardziej adekwatną).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dużej mierze to zasługa Was, czytelników. Ludzi, którzy odwiedzają to miejsce regularnie, ale też i tych, którzy wpadają tutaj absolutnie przez przypadek. Dziękuję wam, bo miejsce to istnieje także dla Was. A jeśli coś z tego, co piszę, dotknęło was jakoś mocniej, przemówiło do duszy, umysłu, poruszyło jakieś struny, popchnęło do zastanowienia się nad czymś - tym większa moja radość. Jeszcze raz, dziękuję wam :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec wypadało by sobie coś życzyć. Życzyć chęci do pisania i tematów... No i dokończenia kilku pomysłów związanych z tym miejscem, a na które wpadłem przez te 12 miesięcy. W końcu przed nami kolejne 12 miechów... i jeszcze więcej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6680437026273120885?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6680437026273120885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/05/jubileusz.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6680437026273120885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6680437026273120885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/05/jubileusz.html' title='Jubileusz'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6049398125701880475</id><published>2009-05-17T14:19:00.004+02:00</published><updated>2009-05-17T14:34:28.168+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='last.fm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Wolna muzyka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mało jest tak kontrowersyjnych kwestii w światku internetowym, jak mp3 i wszystko to, co z nimi związane. Jedni mówią, że pobieranie ich z internetu to przestępstwo, które uszczupla i tak już szczupłe dochody artystów i, przede wszystkim, wytwórni. Z drugiej strony stoją zwolennicy formatu cyfrowego, wg których dostęp do sztuki jest najważniejszy i każdy powinien mieć prawo do pobierania tego, co chce. Jak łatwo się domyśleć, strony te ścierają się na wielu płaszczyznach i wielu miejscach, że tylko wspomnę o niedawnym, głośnym procesie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;The Pirate Bay&lt;/span&gt;, czy też słynnej sprawie wytoczonej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Napsterowi&lt;/span&gt; przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Metallikę&lt;/span&gt;. I nagle dochodzimy do wniosku, że ściąganie muzyki to czarny sen fonografii zabierający jej cenne pieniążki. W końcu nic nie może być za darmo, artysta się napracował, trzeba mu za to zapłacić, co by mu na czynsz starczyło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz, zaraz... nie można mieć muzyki za darmo? Przeca to bzdura, serwisy typu &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://www.lastfm.pl/music/+free-music-downloads"&gt;last.fm&lt;/a&gt; czy, przede wszystkim, &lt;a href="http://www.jamendo.com/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jamendo&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, oferują swym użytkownikom olbrzymie ilości utworów do przesłuchania, ściągnięcia, podzielenia się. Ba, ten drugi serwis oferuje całe albumy, niejednokrotnie bardzo ciekawe. Oczywiście, artyści, których można tam znaleźć są raczej mało znani, jednak czy to sprawia, że są gorsi? Raczej nie. Oni chcą się przebić a internet daje im ku temu możliwość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jednak z tymi większymi? Z tymi, którzy należą do majors, tymi, którzy ponoć tracą najwięcej, bo są znani. A jak wiadomo, im ktoś bardziej znany, tym jest częściej okradany. A z nimi, jak to z artystami, jest różnie. Czasami popsioczą, czasami pogłaskają, czasami każą płacić (bootlegi Metalliki), czasami dają coś darmo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, darmo. Ostatnio wyczytałem, że zespół &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Coldplay &lt;/span&gt;(kapela bardzo znana i popularna) wydała w sieci, za darmo, swój najnowszy album. Koncertowy, bo koncertowy, jednak za darmo, oficjalnie, bez DRM-owego gówna, dla każdego chętnego. Chcesz ściągnąć, proszę bardzo. Czy to nie wspaniałe? Czy to nie urzeczywistnienie tego, iż kultura powinna być powszechnie dostępna? Tak właśnie jest i bardzo cieszy mnie ten krok, choć sam Coldplay'a nie słucham. Zresztą, nie oni jedni postąpili w ten sposób. Jakiś rok temu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Radiohead&lt;/span&gt; (kolejny zespół bijący rekordy popularności, szczególnie na last.fm) wydał płytę tylko i wyłącznie na necie w cenie typowo kościelnej, czyli „co łaska.” Uważasz, że album wart jest jednego centa? Proszę bardzo, za tyle możesz go kupić. My się nie będziemy obruszać. Bo czemu? Ważne jest, że ludzie słuchają naszej muzyki, my i tak zarabiamy na koncertach itd. A z internetem się nie wygra, kto ma ściągnąć, ten i tak ściągnie – cokolwiek by się nie zrobiło. Nawet wymyślne zabezpieczenia (ostatnia płyta &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;L-Dópy&lt;/span&gt;) utrudniające życie uczciwym nic tu nie pomogą. A jeśli z kimś nie można wygrać, trzeba się do niego przyłączyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrozumiał to też polski zespół metalowy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chainsaw,&lt;/span&gt; którego najnowszy krążek, &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Evilution&lt;/span&gt;, można pobrać legalnie z sieci. A jak ktoś chce mieć wersję CD (a jest wiele osób, w tym ja, które preferują mieć muzykę w postaci fizycznej – nawet pomimo tego, że słuchają dźwięków z kompa), to bez problemu można go nabyć na koncertach. I wilk syty i owca cała. Mam tylko nadzieję, że im się to zwróci, zaś inne kapele pójdą w ich ślady. Bo nic tak nie cieszy, jak artysta dzielący się swoim tworem z innymi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6049398125701880475?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6049398125701880475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/05/wolna-muzyka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6049398125701880475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6049398125701880475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/05/wolna-muzyka.html' title='Wolna muzyka'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6615356060475301136</id><published>2009-05-16T17:07:00.004+02:00</published><updated>2009-05-16T17:14:53.231+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Cast Away</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiejszy dzień nauczył mnie kilku rzeczy. Pierwszą i chyba najważniejszą jest: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;co nagle to po diable&lt;/span&gt;, gdyż naprędce wrzucone do prania spodenki okazały się ukrywać w kieszeni mój telefon. Wynik łatwo przewidzieć, tak więc jestem teraz poniekąd w strefie poza zasięgiem, odcięty od cywilizowanego świata. Niby wciąż mam internet, który utrzymuje moje połączenie z wszechświatem, niemniej po opuszczeniu domowego zacisza jestem... sam. I nikt nie będzie wiedział, gdzie jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie... nie mam smyczy, przed którą tak bardzo się broniłem lata temu, a z którą się w sumie zrosłem. Zrosłem się do tego stopnia, że w sumie nie wiem, jak dam sobie radę... I pomyśleć, że kiedyś nie chciałem komórki, chciałem być wolny, bez kontroli. A tu masz, mam teraz to wszystko , o co kiedyś walczyłem, ale przeca już tego nie chcę. Wolę być na smyczy, niźli być odciętym. Dziwny jestem... Ewentualnie boję się niemożliwości kontaktu z osobami, na których mi zależy. Chociaż nie, jest cywilizowany. Bo czymże jest cywilizacja jak nie wyrzeczeniem się części (o ile nie całości) swojej wolności na rzecz możliwości przebywania w społeczeństwie? Czy posiadanie/brak komórki nie jest tego pewnym przejawem? Tak czy inaczej, trzeba sobie będzie się odnaleźć w tej sytuacji, przynajmniej na jakiś czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście starał się będę całej sytuacji zaradzić. Oczywiście mam pewne wymagania, gdyż musi być zarówno tani, jak i mieć kilka miłych funkcji. I nie, nie chodzi mi tu o jakiś high end telefon, ale też nie chcę być w krainie kamienia łupanego &lt;a href="http://www.extremefunnyhumor.com/picture.php?id=1193"&gt;(i nie, nie mam tu na myśli iPhone'a)&lt;/a&gt;. Wszystko to oznacza jedno – poszukiwania, które zaczynają się oczywiście na allegro. Bo gdzieżby indziej? W końcu, jeśli czegoś tam nie ma, to jest duża szansa, że dostać się tego nie da. Trochę szukania, i już wiem, że łatwo nie będzie. Telefony tam dostępne są albo zbyt biedne (choć sam nie wiem, po co szukam telefonu z aparatem, z którego i tak nie korzystam), albo też zbyt wypasiono-drogie. Innymi słowy – nie ma dokładnie tego, co potrzebuję (okazało się też, że produkt chińsko-ubogi, jak pokazują produkty firmy MyPhone, wcale nie musi być tani). I tak po prawdzie znów naszła mnie straszna myśl, że pomimo życia w ustroju kapitalistycznym, znaleźć coś dla siebie jest ciężko. Tak, jak gdy w mojej ponoć stutysięcznej wsi szukałem czapki (nie znalazłem) oraz słuchawek (znalazłem przez przypadek po długich poszukiwaniach), tak i teraz czuję się, że zbyt dużego wyboru nie mam. Ot, 3-4 modele z całej olbrzymiej gamy komórczaków. Niezbyt wiele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to i tak dopiero początek problemów, w końcu razem z telefonem poszły się kochać wszystkie numery (bo oczywiście nie miałem ich skopiowanych na kartę SIM), więc będę otrzymywał wiele anonimowych telefonów... o ile ktokolwiek będzie do mnie dzwonił. Tyle dobrze, że rzeczona karta okazała się być sprawna. Tyle dobrze, że to kwestia bliższej/dalszej przyszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki jest morał z całej historii? Nie wrzucaj spontanicznie rzeczy do pralki oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;beware what you wish for&lt;/span&gt;. Jedyny pozytywny aspekt jest taki, że już od jakiegoś czasu myślałem nad zmianą buraka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, wiem, zaniedbałem trochę to miejsce. Ostatnio jakoś nie mam weny do pisania, to pewnie przez pogodę...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6615356060475301136?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6615356060475301136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/05/cast-away.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6615356060475301136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6615356060475301136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/05/cast-away.html' title='Cast Away'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7879545351655503731</id><published>2009-04-24T18:03:00.002+02:00</published><updated>2009-04-24T18:05:37.025+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Nagrody polskiego przemysłu muzycznego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oglądałem ostatnio galę rozdania Fryderyków. Przyznać muszę, że nigdy wcześniej tego nie robiłem – jakoś nie interesowałem się przemysłem muzycznym na tyle, by śledzić przyznawanie tejże nagrody szacownym artystom. Oczywiście z tego typu galami miałem już kontakt, mianowicie w czasach zamierzchłej młodości udało mi się zobaczyć kilka razy rozdanie wszelakich nagród MTV – i choć było to dawno i nieprawda, miałem jakiś punkt odniesienia w stosunku do Fryderyków, które to w poniedziałek oglądałem. Sam powód nadrobienia zaległości wziął się stąd, że Acid Drinkers dostało trzy nominacje a ja, jako wierny fan, przegapić tego nie mogłem. A nuż by się przytrafiło coś &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NFpCuR0AnQg"&gt;podobnego&lt;/a&gt; jak lat 11 temu. Poza tym do oglądania namówił mnie Kóla, który to przegapić ich nie chciał, a w tamtym czasie rezydował u nas w domu. Tak więc zasiedliśmy rodzinnie przed telepatrzydłem i zaczęliśmy podziwiać galę rozdania najważniejszych nagród polskiego przemysłu fonograficznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zaraz, zaraz... Jakie znowu podziwiać? Do podziwiania nic niestety nie było. Impreza zorganizowana w warszawskiej Fabryce Trzciny przeraźliwie wiała nudą oraz brakiem jakiegokolwiek konceptu. Praktycznie zero jakichkolwiek wywiadów, prezentacji artystów, jakiegoś zapełnienia czasu, którego zresztą reżyserzy chyba poskąpili, bo rozdanie wszystkich nagród zajęło im mniej, niż dwie godziny, a wręczanie nagród wyglądało tak, że wchodziły po dwie osoby, każda z nich odpowiedzialna za inną kategorię, odczytywano zwycięzcę, krótkie przemówienie itd. Pewnie chcieli wpasować się w czas antenowy nieprzekraczający długością filmu fabularnego. Ewentualnie woleli nie zanudzać na śmierć, i tak już zanudzoną publikę złożoną ze śmietanki naszego przemysłu fonograficznego. Śmietanki, która nawet nie potrafiła bić porządnie brawo. Siedzieli tylko, zblazowani i pewnie czekali na zakończenie tej całej szopki, której wyniki były znane już dużo wcześniej. Nie powinno więc dziwić, że poziom ekscytacji czy napięcia na sali był praktycznie równy zeru. Co ciekawe, były występy na żywo, te jednak ograniczały się do wykonania utworów biorących udział w głosowaniu na piosenkę roku, wybieranej zresztą przez widzów (głosowanie SMS i nagroda pieniężna dla szczęśliwca – zjawisko, które ostatnio dość mocno dominuje telewizję). Wszystko to złożyło się na nudną jak flaki z olejem papkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba tylko dla kontrastu pokazano na chwilę galę z wręczenia Fryderyków za muzykę klasyczną i jazz. Moim oczom ukazał się zupełnie inny widok – pełna sala (Fabryka Trzciny była dość opustoszała, wielkością też nie grzeszyła), orkiestra, kwiaty, przepych, radość. Aż dziw bierze, że to te same nagrody. Z drugiej jednak strony, jaka scena, taka gala. Polscy kompozytorzy są od dawna cenieni na zachodzie, że chociaż wymienię Pendereckiego. Darzy się ich czcią i szacunkiem, dlatego też cała otoczka tak wyglądała. O ilu polskich artystach muzyki rozrywkowej można powiedzieć to samo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu docieramy niejako do meritum – jak rozdanie Fryderyków świadczy o naszym rynku muzycznym? O jego kondycji, znaczeniu, o postawie artystów i osób tym rynkiem rządzących. Przecież można było postarać się bardziej. Kiedyś potrafili to osiągnąć (co widać na starych filmikach), teraz widocznie im się nie chce, albo też nie odczuwają takiej potrzeby. To zaś wpływa bardzo negatywnie na samą rangę nagrody – rangę, dodajmy, i tak dość już kwestionowaną. To też wpływa na nasz rynek muzyczny, który powoli wszyscy zaczynają olewać.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7879545351655503731?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7879545351655503731/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/nagrody-polskiego-przemysu-muzycznego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7879545351655503731'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7879545351655503731'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/nagrody-polskiego-przemysu-muzycznego.html' title='Nagrody polskiego przemysłu muzycznego'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5472977315134229601</id><published>2009-04-18T18:14:00.005+02:00</published><updated>2009-04-18T18:31:45.058+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Kołysanka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj będzie troszkę inaczej. Zawsze chciałem wrzucić tutaj jakiś swój własny utwór i teraz właśnie tak się stanie. Jakość jest taka, jaka jest, ale niestety nie mam możliwości nagrania żywej gitary basowej - zamiast niej posłużyłem się Guitar Pro. Sam utwór zaś powstał dziś rano pod wpływem kilku ostatnich dni. O wiele lepiej oddaje on moje samopoczucie, niż najdłuższa nawet notka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ściągnij: &lt;a href="http://www.sendspace.pl/file/qjCD9QJV/"&gt;Kołysanka dla...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że się Wam spodoba.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5472977315134229601?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5472977315134229601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/koysanka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5472977315134229601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5472977315134229601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/koysanka.html' title='Kołysanka'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2627216868702747933</id><published>2009-04-09T01:40:00.003+02:00</published><updated>2009-04-09T01:51:29.048+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Jakież to proste</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/Sd02JbFajKI/AAAAAAAAA6Q/0iUpg8vA9NU/s1600-h/Hagar_The_Horrible20020413.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 120px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/Sd02JbFajKI/AAAAAAAAA6Q/0iUpg8vA9NU/s400/Hagar_The_Horrible20020413.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322469870138985634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;©&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:Arial,Helvetica,sans-serif;font-size:78%;"  &gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;Chris Browne.&lt;br /&gt;Ściągnięte z &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:Arial,Helvetica,sans-serif;font-size:85%;"  &gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.hagardunor.net/comicstrips_us.php?serietype=9&amp;amp;colortype=1&amp;amp;serieno=29"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;hagardunor.net&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2627216868702747933?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2627216868702747933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/jakiez-to-proste.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2627216868702747933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2627216868702747933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/jakiez-to-proste.html' title='Jakież to proste'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/Sd02JbFajKI/AAAAAAAAA6Q/0iUpg8vA9NU/s72-c/Hagar_The_Horrible20020413.gif' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7254154758110529119</id><published>2009-04-07T00:45:00.004+02:00</published><updated>2009-04-07T01:16:04.551+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Podróż...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie sobie uświadomiłem, jak bardzo lubię podróżować. Nawet nie chodzi o sam cel podróży, miejsce, do którego się zmierza. Najważniejszy jest fakt przemieszczania się i wszystko to, co dzieje się dookoła. I to zarówno w sensie metafizycznym, jak i takim typowo realnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, najwięcej przyjemności czerpię z podróżowania samemu. Nieważne, czy jest to spacer, podróż autobusem czy też pociąg - ważne, że jestem sam i mogę się skupić na samym sobie. Jeszcze jak pora roku napawa energią, to już w ogóle jest fajnie. Do tej pory brakuje mi codziennych podróży do i z Rybnika. Wczesne jeżdżenie na uczelnię, późne wracanie miało w sobie coś mistycznego. Częste przysypianie w autobusie (i pobudki, gdy człowiek czuje się, jakby był zawieszony pomiędzy snem a jawą), czytanie tekstów, których nie przerobiło się wcześniej, czasami spotkanie kogoś znajomego. O tak, brakuje mi tego. Brakuje mi tego, jak podróż zawsze mi się dłużyła... a i tak zawsze byłem zdumiony, że już dojeżdżam do mojego, ostatniego na trasie, przystanka. Zresztą, Rybnik do tej pory wydaje mi się nieco innym światem, oddzielonym od życia codziennego cienką warstwą mgły, za którą czai się zupełnie inny świat. Świat, w który można uciec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystko niestety już nie wróci. Czuję, że wrastam w jedno miejsce -nawet pomimo tego, że rozerwany jestem na dwoje. Wszystko pewnie przez to, że jak już jestem w tym jednym miejscu, to nie przemieszczam się z niego, nie uciekam. Jak jestem w domu, to jestem w domu. Podobnież, nie jeżdżę codziennie pomiędzy Katowicami a Sosnowcem... A szkoda. Może to i mało praktyczne, ale kusiłoby mnie dojeżdżać na uczelnię z Kato - tylko po to, by spędzić te 40 minut w zatłoczonym busie i mieć tę chwilkę tylko dla siebie, gdzie nigdzie nie trzeba się spieszyć, człowiek zaś może się skupić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to przyszło mi do głowy teraz, gdy słucham jednej takiej ścieżki dźwiękowej. Dla mnie ścieżki powrotów, wspomnień, podróży. Wspomnień związanych z grą, z której ona pochodzi. Wspomnień związanych z podróżami, kiedy to ona często gościła u mnie w słuchawkach. W końcu wspomnień wszystkich wyimaginowanych podróży, myśli, marzeń, skojarzeń, jakie pojawiły się w mojej głowie podczas jej słuchania. To wszystko dzięki tej jednej ścieżce dźwiękowej... Wspaniałe uczucie, od razu robi się cieplej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7254154758110529119?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7254154758110529119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/podroz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7254154758110529119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7254154758110529119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/04/podroz.html' title='Podróż...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7783274689528919467</id><published>2009-03-29T14:13:00.004+02:00</published><updated>2009-03-29T14:21:29.833+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Zmiana czasu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś zmienialiśmy czas o godzinę (dla nieuświadomionych - zła pora nadawania w TV to nie jest błąd programu telewizyjnego). Zwykle podchodziłem do tej zmiany dość krytycznie. W końcu mamy mniej czasu. Na wyspanie się, na zrobienie tego, co musimy, czy też tego, co chcemy. Wszystko mija nieubłaganie szybko, bo nie potrafimy się dostosować do zastanych warunków. W końcu nadal tkwimy w innym uniwersum - tym o godzinę wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak dziś dostrzegłem pozytyw w zmianie czasu. Zły dzień skończy się szybciej, ustępując miejsce lepszemu jutru... zbawiennie prędko.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7783274689528919467?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7783274689528919467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/zmiana-czasu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7783274689528919467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7783274689528919467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/zmiana-czasu.html' title='Zmiana czasu'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-129721869971650471</id><published>2009-03-28T02:34:00.004+01:00</published><updated>2009-03-28T02:58:41.166+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Światełko</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak mówi stare, mądre przysłowie: Nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło. I, jak to przysłowia mają w swoim nieładnym zwyczaju, spełniło się całkiem mocno... Za mocno, jak na mój gust. Widać sielanka nie może u mnie trwać zbyt długo i zawsze coś musi się popsuć, ja zaś lecę na łeb na szyję z wyżyn nieba aż po same dno piekieł. Że też przy takim upadku sobie karku nie skręcę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak, gdy wydaje się być beznadziejnie, gdy człowiek nie wie co robić, bo wszystko dookoła go przytłacza - wtedy ktoś zapala świeczkę, po czym przybliża się, by wskazać drogę, a przynajmniej by otulić ciepłem światła. Dzisiaj coś takiego mi się zdarzyło, ktoś dla mnie ważny (cokolwiek by się nie działo) właśnie to zrobił - i to w sposób, którego zupełnie się tego nie spodziewałem. A ja wyśpiewałem chyba wszystko. Na pewno więcej, niż na spowiedzi. I choć w naturze nic nie ginie - trochę zmartwień dołożyłem tej osobie - niemniej wiem, że z chęcią przyjmie ich więcej. Wspaniale jest mieć takie światełka w życiu. Trzeba ich strzec, jak największego skarbu. Ja mogłem to dzisiejsze stracić, a jednak świeci ono bardzo mocno. Co najważniejsze - chce świecić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zmienia to oczywiście faktu, że nadal nie wiem, jak zaradzić swoim problemom. Boję się nieco, że wszystko popsuję jeszcze bardziej i wyjdzie nie tak, jakbym tego chciał. Ale takie lęki są chyba naturalne, szczególnie, jeśli komuś zależy. Pożyjemy, zobaczymy. Pociesza mnie fakt, że jest chyba lepiej, niż w zeszłym tygodniu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-129721869971650471?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/129721869971650471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/swiateko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/129721869971650471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/129721869971650471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/swiateko.html' title='Światełko'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7676865155526825794</id><published>2009-03-19T23:14:00.006+01:00</published><updated>2009-03-20T00:03:08.241+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulver'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Uciszanie śpiewających</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny dzień z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ulverem&lt;/span&gt;... Kto by pomyślał, szczególnie, że słucham jednej EPki na okrągło. Ale widać taki mam właśnie nastrój. A jakaż to płyta? &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Silencing the Singing&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;moi mili. Uwielbiam tę płytę. Jej przekaz emocjonalny jest nad wyraz prosty, spójny i celny. Tytuł jest bardzo adekwatny, gdyż jedyną osobą w niej zawartą jest milczący słuchacz. Tak właśnie, nie ma tu śpiewu, recytacji, czegokolwiek z użyciem ludzkiego głosu. Jst tylko muzyka, choć nie tworzona tradycyjnymi metodami. Obok syntezatora i perkusji występują różne, dziwne odgłosy, które komponują się w niesamowitą, emanującą uczuciami mieszankę. Nie ma tu jakiejś wielkiej różnorodności, tak na prawdę wszystko jest zapętlone, wszystko się powtarza... Lecz gdy porządek ten zostaje zaburzony, nie można już przejść obojętnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Darling, didn't we kill you?&lt;/span&gt; - pierwszy utwór na krążku z doskonałym tytułem. Zaczyna się od spokojnych dźwięków klawiszy, tylko gdzieś w tle coś tam buczy. Niemniej, z każdą sekundą przybliża się chwila zdziwienia, niepewności, niepokoju. Rytmiczne uderzenia perkusji kontrastują z niepokojącymi dźwiękami syntezatora, niezbyt wyeskponowanymi, a jednak słyszalnymi. Tak, jakby jakaś myśl, której nie chcemy do siebie dopuścić, wdzierała się do naszej głowy. Kochanie, czy my cię nie zabiliśmy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Speak Dead Speaker&lt;/span&gt; - zdecydowany kontrast w stosunku do poprzedniego utworu. Spokojne dźwięki syntezatora i skrzypiec, ukrytych gdzieś daleko w tle, budują klimat. Często słychać też szumienie, jakby ktoś szukał stacji radiowej, ale nie potrafił znaleźć czegokolwiek w eterze. Dopiero po kilku minutach, gdy jesteśmy już praktycznie w połowie utworu, pojawia się uderzenia perkusji - spokojne, wywarzone... nie trwają zbyt długo, trzeszczenie narasta, a radio niczego nie odbiera. W końcu wszystko cichnie... To, co wyłania się z ciszy, to wyraźna melodia tworzona przez wspomniane już skrzypce. Już nic jej nie zagłusza, my zaś czujemy się, jakbyśmy trafili do raju. My zaś powoli, acz sukcesywnie się w nim zanurzamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Not Saved&lt;/span&gt;. Nie uratowany. Tutaj główne tło znów tworzy syntezator i jakieś dziwne efekty dźwiękowe. Ciągle jest spokojnie, nieco nieziemsko. Może to ten raj, do którego wędrowaliśmy wcześniej? Słońce na pewno świeci jasno, niebo jest bardzo błękitne a chmury płyną leniwie. Czasami rozbrzmiewa dźwięk gongu, który wynosi duszę jeszcze wyżej, ale też odmierza czas. W końcu muzyka zanika, jednak po chwili odradza się z jeszcze większą siłą, a raj jest bliżej nas, niż myśleliśmy. Jedynie czasami pojawiaja się jakieś trzeszczenie, które powinno wzbudzać niepokój, a jednak tego nie robi. No i są też odgłosy przypominające cofanie się, jakby ktoś puścił dany odgłos od tyłu. A jednak melodia, która rozpoczęła ten utwór, nadal trwa, nadal jesteśmy w raju, choć coraz bardziej zastanawiamy się, czy to wszystko jest prawdziwe, czy przypadkiem nie jesteśmy gdzieś indziej. W końcu cały ten świat zaczyna się rozpadać, jakby jego fundamenty nie wytrzymały i wszystko miało się rozpaść. A jednak motyw przewodni nadal się utrzymuje, aby w końcu ucichnąć. Pozostałości raju opadają w pustkę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7676865155526825794?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7676865155526825794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/uciszanie-spiewajacych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7676865155526825794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7676865155526825794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/uciszanie-spiewajacych.html' title='Uciszanie śpiewających'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6002061785421106672</id><published>2009-03-17T22:26:00.001+01:00</published><updated>2009-03-17T22:42:17.917+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulver'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Ścieżka dźwiękowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muzyka to taki piękny twór, który wypełnia nasze życia. Nawet gdy żadne dźwięki nie wydobywają się z głośników czy słuchawek, w głowach często nam coś gra. Nie potrafimy wybić sobie z głowy jakiejś melodii, zapomnieć piosenki. Nie bez powodu powstało określenie muzyka duszy. Dlatego też się zapytam: czy zastanawialiście się nad istnieniem czegoś takiego jak soundtrack życia? Ścieżka dźwiękowa wydarzeń, które właśnie się dzieją, przemyśleń, sytuacji. Czy zdarzało wam się pomyśleć: "teraz pasowałby ten a ten utwór, ta i ta melodia?" Ja tak mam często.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej, jak to często bywa, do takie odczucia potrzeba odpowiednich warunków. W chaosie codziennego życia, bycia zaczepianym przez wszystkich i wszystko, skupiania się na świecie zewnętrznym jest to niemożliwe. Zwyczajnie nie da się wtedy myśleć o muzyce świata, gdyż jest zagłuszana. Niemniej, gdy skupimy się na sobie i na własnej recepcji świata, gdy nic nie stara się nam przeszkadzać... wtedy jest szansa ją usłyszeć. Powiedzieć sobie "tak, ten utwór dobrze oddaje tą sytuację." Czemu sięgam do utworów mi znanych? A czemu by nie? Przemieniam pewne bodźce w bodźce innego rodzaju, które to o wiele mocniej na mnie działają. Zresztą, istnieją całe płyty, które nadają się na takie ścieżki dźwiękowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką płytą jest &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Perdition City&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Ulvera&lt;/span&gt;. Nad magią muzyki tego zespołu już się rozpisywałem, więc pozwolę sobie pominąć tę kwestię i przejść od razu do meritum, czyli samego albumu. Nie spodziewałbym się, że właśnie go opiszę jako pierwszy z ich dyskografii – w końcu nie jest moim faworytem. A jednak, jest w nim coś, że w pewnych sytuacjach działa na mnie, jak nic innego. To właśnie te momenty, gdy najlepiej słychać muzykę. Zresztą, nawet sam podtytuł płyty, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Music to an interior film&lt;/span&gt;, mówi wszystko. Muzyka do wewnętrznego filmu, muzyka tego, co dzieje się w środku nas. Gdy jesteśmy sami, gdy nikt nam nie przeszkadza, wtedy dźwięki z tego albumu trafiają prosto w serce. Szczególnie gdy jest już noc, ulice są opustoszałe, my zaś idziemy sami ulicą, słuchawki w uszach, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Perdition City.&lt;/span&gt; Efekt murowany, czasami nawet serce zaczyna szybciej bić. Zasługa to lekko jazzujących rytmów, które nierzadko rozkręcają się dość powoli, by w końcu przygnieść nas klimatem. To, co  w niej zabija, to przestrzeń. To jest płyta drogi, w której wędrujemy ścieżkami wyobraźni. Nie ma w niej miejsca na duszności, jest tylko przestrzeń miasta i my, napawający się nią ludzie. Lekko jazzujące rytmy i wyszukana elektronika dopełniają wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Album ten naprawdę warto poznać, choć słuchanie go w domowym zaciszu nie daje całej tej satysfakcji. Gdy będziecie musieli gdzieś iść, wrzućcie go na swojego playera i włączcie. Efekt murowany, przeżycia niezapomniane. Taki właśnie jest ten album Ulvera.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6002061785421106672?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6002061785421106672/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/sciezka-dzwiekowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6002061785421106672'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6002061785421106672'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/sciezka-dzwiekowa.html' title='Ścieżka dźwiękowa'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5379405879555278034</id><published>2009-03-11T02:39:00.003+01:00</published><updated>2009-03-11T02:48:31.419+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tłumaczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Pomysł</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak to zwykle bywa, gdy trzeba myśleć nad czymś ważnym, myśli się o wszystkim innym, tylko nie o tym co trzeba. Tak też jest w moim przypadku, jednak tym razem chyba będzie to myśl produktywna. Czemuż to tak? Ano dlatego, że wpadł mi do głowy pewien projekt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się wczorajszego popołudnia, kiedy to myślałem nad dołączeniem do tego bloga licencji "Creative Commons." Niestety, jest to niemożliwe ze względu na tłumaczenia, które się tu znajdują. Trochę szkoda, tym bardziej, że to m.in. nad uznaniem mojego autorstwa tych translacji mi zależało. Pomijam już sam fakt ułatwienia dostępu do tekstu czy też jego zrozumienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co by jednak było, gdyby zająć się tłumaczeniem ogólnodostępnego dobra kulturowego? W tzw. public domain znajduje się mnóstwo tekstów, które nigdy nie zostały/zostały dawno temu przetłumaczone, bądź też ich przekłady są trudno dostępne. Czemu by tego nie zmienić? I tu właśnie pojawia się mój pomysł - projekt, który skupiał by ludzi chętnych do tłumaczenia takich tekstów i udostępniania ich w internecie na licencji Creative Commons. Innymi słowy, każdy chętny mógłby za darmo zapoznać się z przekładem danego tekstu. Idea wydaje się wspaniała, ciekawe co będzie w rzeczywistości. Ciekawe, czy uda się coś takiego zorganizować. Ciekawe, czy to będzie działać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może wkrótce się o tym przekonamy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5379405879555278034?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5379405879555278034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/pomys.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5379405879555278034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5379405879555278034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/pomys.html' title='Pomysł'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2288986229215375982</id><published>2009-03-10T15:20:00.003+01:00</published><updated>2009-03-10T15:29:42.859+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Wiosenne porządki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/SbZ48EFReQI/AAAAAAAAA6I/W5nKre6sCgg/s1600-h/mp3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 178px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/SbZ48EFReQI/AAAAAAAAA6I/W5nKre6sCgg/s200/mp3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311565783813421314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;3GB muzyki to naprawdę dużo. Taka myśl mnie naszła podczas dzisiejszej reorganizacji na moim mp3 playerze. A wszystko przez to, że wiosna idzie. Wyjrzałem za okno, a oczy me ujrzały słoneczko, ciało me poczuło przyjemny, chłodny wiaterek. Tak właśnie, wiosna idzie, choć do kalendarzowego przejścia zostało jeszcze dziesięć dni, a i pewnie nie raz będzie lało jak z cebra. Byle nie było śniegu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Tak czy inaczej, jak to na wiosnę bywa, ludzie często biorą się za porządki. Wyrzucają rzeczy stare i niepotrzebne, by zrobić miejsce na rzeczy nowe i (często) niepotrzebne. Mnie też tknęło coś takiego, choć nie w kontekście przedmiotów, a muzyki. Postanowiłem wywalić z mojego odtwarzacza większość nutek, których słuchałem przez zimę i zastąpić je czymś naprawdę wiosennym, napawającym energią, odzwierciedlającym chęć życia. Z tego też powodu poleciały przeróżne Tiamaty, dużo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moonspella&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Black Sabbath&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lifelover&lt;/span&gt; i wiele innych. Usunęłem też wiele albumów, których słuchałem zdecydowanie za długo. Ich miejsce zajęli &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Beastie Boys&lt;/span&gt;, Slayer, &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Amazing Atomi Activy&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Drinkersów&lt;/span&gt; (dla mnie bardzo wiosenno-letni album, poza tym zwróćcie uwagę na aliterację tej części zdania). Nowy&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Tankard&lt;/span&gt;, dużo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;grindcore&lt;/span&gt;'u (który może nie jest jakiś specjalnie wiosenny, ale żywiołowości odmówić mu nie sposób) – to wszystko trafiło do mnie na odtwarzacz. W końcu trzeba dać szanse zespołom i albumom, których dawno się nie słuchało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej, wybieranie coraz to kolejnych zespołów zaczęło sprawiać mi trudność. Coraz ciężej było u mnie z wyborem. Co się nadaje na taką pogodę, a co nie? W końcu nawet kilka starych rzeczy wróciło (choćby &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Wildhoney&lt;/span&gt;), nawet pomimo tego, że starałem się unikać smutów. Doszło do tego, że nie zapełniłem całego swojego odtwarzacza... Na upartego obyłbym się bez tych 2GB z karty SD , którą mam włożoną w odtwarzacz. Ale może to i lepiej – bardziej skupię się na tym, co mam zgrane. Lepiej poznam tę muzykę. Nie będę miał aż takiego problemu z wyborem. I tak większości rzeczy, jakie mam na empetrójce, nie słucham, ograniczając się do kilku albumów puszczanych na okrągło. A tak, to może polubię coś bardziej, niż dotychczas. Już dawno przekonałem się, że mój odtwarzacz kreuje moje gusta o wiele mocniej, niż komputer – pewnie dlatego, że zawsze jest ze mną. Dlatego, że nie mam na nim takiego wyboru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, 3GB muzyki to bardzo dużo. Nawet teraz, niezapełniony do końca, zapewnia mi 18h 46 min. i 3 sek. muzyki - więcej, niż można przesłuchać za jednym razem. W końcu liczy się jakość, nie ilość. A to właśnie o ten nieokreślony współczynnik jakości i o charakter chodziło mi, gdy postanowiłem zreorganizować zawartość mojego mp3 playera.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2288986229215375982?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2288986229215375982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/wiosenne-porzadki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2288986229215375982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2288986229215375982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/wiosenne-porzadki.html' title='Wiosenne porządki'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/SbZ48EFReQI/AAAAAAAAA6I/W5nKre6sCgg/s72-c/mp3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4057542383233863375</id><published>2009-03-10T00:56:00.005+01:00</published><updated>2009-03-10T01:55:09.947+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Najpiękniejsze słowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu zdarzyło mi się (a czemu by nie?) usłyszeć chyba najpiękniejsze słowa na świecie. Na pierwszy rzut oka nie było to nic nadzwyczajnego, nie był to też banał, jakich pełno w telewizji. Nie było to nic, na co każdy mógłby wpaść. Nie było w tym za dużo czegokolwiek. To było tylko kilka słów, a jednak były one tak piękne, że chciałbym słyszeć je cały czas?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiecie cóż to za słowa? Domyślacie się? Jeśli tak, to nie musicie czytać dalej. Jeśli nie, to zapraszam, ja wam powiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chcę poznać twoją muzykę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak one brzmiały. Bo czy jest coś piękniejszego, niż muzyka? Czy jest coś wspanialszego, niż możliwość dzielenia się nią?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmiem w to wątpić.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4057542383233863375?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4057542383233863375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/najpiekniejsze-sowa.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4057542383233863375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4057542383233863375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/najpiekniejsze-sowa.html' title='Najpiękniejsze słowa'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4741286260908975276</id><published>2009-03-08T03:13:00.009+01:00</published><updated>2009-03-08T14:52:56.974+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Okładka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/SbMrU5Mly5I/AAAAAAAAA6A/FizGcQ6ddF0/s1600-h/Flagitious%2BIdiosyncrasy%2Bin%2Bthe%2BDilapidation%2Bfidbig.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 184px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/SbMrU5Mly5I/AAAAAAAAA6A/FizGcQ6ddF0/s200/Flagitious%2BIdiosyncrasy%2Bin%2Bthe%2BDilapidation%2Bfidbig.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310636023550954386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Moje stereotypowe pojmowanie muzyki właśnie legło w gruzach. Ja ogólnie wiem, że nie należy oceniać książki po okładce i nie raz można się przejechać, niemniej istnieją pewne standardy wizualne, których się nie przekracza – przynajmniej w metalu. Jak białe adasie, to thrash. Jak skórzane gacie i corpse-paint, to bleczur. Bojówki są typowe dla deathu... itd. Światopogląd prosty, jak budowa cepa, niemniej strasznie trafny – bo choć są odstępstwa, to można by je określić minimalnymi. Zresztą, nawet jeśli to się nie zgadza, to metala tak czy siak się rozpozna.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Tak było do dzisiaj. Bo co ja tutaj mam? Trzy (na focie cztery) miłe, nawet urodziwe Japoneczki, które wyglądają, jakby urwały się z jakiejś starszej wersji Morning Musume. Bo cóż groźnego może być w tych kolorowo ubranych dziewuszkach, których strona internetowa obfituje w róże, zielenie i żółcie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko! Te panie miotą! Okładka okazała się nieadekwatna do zawartości, gdyż Japneczki grają grind core z domieszką death metalu. Palce lizać – o ile wcześniej się ich nie straciło, gdyż debiutancka płytka jest ostrzejsza, niż katowski miecz. Gęste gitary, ciągłe blastbeaty i niszczący wokal – od ciężkiego growlu po piski. Gdybym nie widział zdjęć tych pań na własne oczy, to ciężko byłoby mi uwierzyć, że tu kobieta śpiewa. Tak, wiem, są różne &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Totemy&lt;/span&gt; czy inne &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Arch Enemy&lt;/span&gt;, niemniej kobiecy growl przeważnie da się rozpoznać. Tu tak nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaskakujące jest to, że panie nie stylizują się w żaden sposób. Są po prostu sobą – nie robią nawet głupich min. One naprawdę wyglądają jak zespół pop, a tu proszę bardzo. Swoją drogą, w Japonii naprawdę chodzą do góry nogami, skoro ktoś taki gra (co oznacza też, że słucha) grind core'u. U nas byłoby to raczej nie do pomyślenia, a tam – proszę bardzo. Chcesz, to masz. I ja to kupuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jakby ktoś był ciekawy, to panie nazywają się &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Flagitious Idiosyncrasy In The Dilapidation. &lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;Linki dla Ciekawych: &lt;a href="http://www.geocities.jp/inthedilapidation/"&gt;strona oficjalna&lt;/a&gt;  || &lt;a href="http://www.myspace.com/fidgrind"&gt;myspace&lt;/a&gt; || &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-tHsPOjpKFY"&gt;live&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4741286260908975276?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4741286260908975276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/okadka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4741286260908975276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4741286260908975276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/okadka.html' title='Okładka'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/SbMrU5Mly5I/AAAAAAAAA6A/FizGcQ6ddF0/s72-c/Flagitious%2BIdiosyncrasy%2Bin%2Bthe%2BDilapidation%2Bfidbig.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2824148211067337138</id><published>2009-03-04T23:45:00.004+01:00</published><updated>2009-03-04T23:54:58.083+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Odbicie w lustrze</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejne nuty, po uciecze z membran głośników, wbijają się w mój umysł. Już dawno zamierzałem napisać o &lt;b&gt;Björk&lt;/b&gt;, a jednak do tej pory tego nie zrobiłem. Czemu? Ciężko mi to stwierdzić, ale strzelam, że dawno nie czułem się tak, jak teraz. Dawno nie miałem tego poczucia, że chcę się podzielić tym wszystkim, co czuję w jej muzyce. Teraz nadszedł ten moment.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Björk jest jedną z tych artystek, które wszyscy znają. Można nie mieć pojęcia o muzyce, którą tworzy, ale nie znać Björk? Nie mieści mi się w głowie. Niemniej, powód dla jej znaczenia jest mi do tej pory nieznany. Wiem tylko, że jest wręcz uwielbiana - zarówno przez osoby zakochane w alternatywnych brzmieniach, jak i tych, którzy przyjmują wszystko jak leci. Ona po prostu jest i tworzy swoje, co nie zawsze trafia we wszystkie gusta... Niemniej, ktoś musi lubieć jej muzykę, nawet tę dziwną, mocno eksperymentalną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja nie jestem tak awangardowy i uwielbiam głównie jej stare oblicze, czasy płyty &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Debut&lt;/span&gt;. Płyta to dziwna, z jednej strony bardzo rytmiczna, melodyjna, z drugiej zaś nieco minimalistyczna. Proste instrumenty, jakieś dźwięki dodające nastroju i jej głos - czysta autostrada przeżyć. Jej serce się otwiera, uczucie podróżuje drogą usta-uszy i trafia w nasze serca. Taka jest ta płyta, nie ma żadnych zbędnych wiadomości, które mąciłyby ten przekaz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielokrotnie pisałem, że czyjaś muzyka trafia w moje odczucia. Tu jest odwrotnie - to moje odczucia trafiają w muzykę Björk, dopasowują się do nich. Gdy ona się smuci, ja się smucę. Gdy ona tęskni, ja tęsknię. Troszkę alkoholu i nagle czuję się zespolony z dźwiękami, które wydobywają się z głośników; z uczuciami, które wydobywają się z jej serca. W końcu człowiek czuje się, jakby wysłuchiwał własne odbicie w lustrze... mimo, że to odbicie wcale nie musi być jego.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2824148211067337138?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2824148211067337138/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/odbicie-w-lustrze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2824148211067337138'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2824148211067337138'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/odbicie-w-lustrze.html' title='Odbicie w lustrze'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7683737386962257295</id><published>2009-03-04T00:54:00.005+01:00</published><updated>2009-03-04T01:02:56.545+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><title type='text'>Rock the Internet</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś jest dzień chodzenia na łatwiznę. Z tego powodu, zamiast pisać coś nowego, wrzucam recenzję Popmundo. Napisałem ją na potrzeby Tawerny RPG, a znaleźć ją można w &lt;a href="http://www.tawerna.rpg.pl/dane/trpg/tawerna116/"&gt;najnowszym numerze&lt;/a&gt; tegoż zinu. Tam też bogatsza jest ona o obrazki (autorstwa Bazyla) i rubryczkę z oceną. Tu zaś jest sam tekst. Życzę miłej lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Któż choć przez chwilę nie marzył o zostaniu gwiazdą muzyki? Sława, pieniądze, olbrzymie ilości fanów i my w centrum tego wszystkiego. Takie marzenia pojawiały się, mniej lub bardziej otwarcie, w głowie chyba każdego z nas. Oczywiście, potem życie weryfikowało takie rzeczy – w końcu nie każdy ma talent, zapał czy też chociażby odpowiedni instrument. A mimo wszystko coraz to nowe rzesze młodych zakładają zespoły, próbują coś tworzyć, nagrać domowym sumptem, grać jakieś koncerty. Gdy szczęście się do nich uśmiechnie, starają się wypłynąć na nieco szersze wody show businessu, by gdzieś tam, w dalekiej przyszłości, być w stanie zapalić swoją malutką gwiazdkę w konstelacji sław. Jednak co z tymi wszystkimi, którzy chcieliby choć przez chwilę poczuć się jak gwiazdy, a jednak nie mogą? Ano wtedy z pomocą przychodzi np. karaoke – melodia, mikrofon, i już możemy dać swój mały recital. A gdy to nie wystarcza, zawsze można pójść na konkurs air-guitar – czyli turniej grania bez instrumentu, za to ze skakaniem, tarzaniem się, machaniem głową itp. Co jedank, gdy się wstydzimy, bądź też Bozia poskąpiła i takich zdolności? No więc jest też trzeci sposób, dla którego nie trzeba się nawet ruszać sprzed komputera. A nazywa się on &lt;cite&gt;Popmundo&lt;/cite&gt;. &lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt; &lt;cite&gt;Popmundo&lt;/cite&gt; jest komputerową grą RPG, stworzoną w 2004 r. przez szwedzką firmę Extralives AB, znaną pewnie niektórym z innej popularnej gry – &lt;cite&gt;Hattricka&lt;/cite&gt;. W &lt;cite&gt;Popmundo&lt;/cite&gt; gra się na podobnej zasadzie – jest to tzw. browserówka, czyli gra przez przeglądarkę internetową. Jednak nie jest to kolejny produkt bazujący na silniku Vallheru, a coś absolutnie nowego. Coś, co da nam możliwość zmagania się nie ze smokami i dziewicami, a z czymś o wiele gorszym – z potworem zwanym przemysłem muzycznym. &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całą przygodę rozpoczynamy od wykreowania naszej postaci. Ważne jest, by wybierać mądrze, gdyż później nie będziemy mieli możliwości zmienić naszego alter ego. I tu pierwsza (nieco niemiła) niespodzianka. Po wyborze miasta mamy do dyspozycji już gotowe, losowo utworzone postacie. Nie możemy nawet nazwać naszego bohatera. Niemniej jednak brniemy dalej, gdyż nie warto zrażać się taką błahostką. Niestety, dalej nie ma już nic poza samą grą – żadnych statystyk, umiejętności, zdolności itp. O co więc chodzi? W końcu to miało być cRPG, a nawet nie mogę wykreować swojego bohatera… Jak już wspominałem, gra jest zupełnie inna, także pod tym względem. Każdy zaczyna z postacią o bazowych cechach i dopiero w trakcie gry je rozwija. Najpierw, dwa razy dziennie przez trzy tygodnie dana osoba dostaje 2 Punkty Doświadczenia, by móc w ten sposób rozwijać swoje cechy. Punkty te warto rozdysponować mądrze, gdyż później będzie się je zdobywać bardzo mozolnie. Na razie jednak jesteśmy na początku. Nasza postać ma cechy na niskich poziomach, nie posiada pieniędzy, umiejętności i ogólnie nie wie co robić. Bo przyznać trzeba, że gra należy do skomplikowanych w obsłudze – szczególnie na początku, gdy nie wie się co gdzie zrobić, w którym miejscu przycisnąć czy co połączyć. Ba, nawet będąc zaawansowanym graczem, można mieć z tym pewne problemy, ale na szczęście mamy mamę. Mama to taka osoba, która nie wypuści nas źle przygotowanych. Z tego też powodu ma dla nas listę życzeń, których wykonanie nie tylko sprawi, że będzie z nas dumna, ale też doskonale przygotuje nas do naszych pierwszych kroków w grze. I naprawdę warto czytać jej rady, gdyż cała gra potrafi być zagmatwana. &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Jak już wspomniałem, na początku, dwa razy dziennie, otrzymuje się PD. Owa fraza &lt;q&gt;dwa razy dziennie&lt;/q&gt; to tak po prawdzie słowo klucz w tej grze, gdyż oznacza ono tzw. update'y – momenty, w których pewien cykl kończy się i pojawiają się jego efekty. Gdy np. ćwiczymy na siłowni, pozytywne efekty tego zabiegu pojawiają się właśnie po aktualizacji. Co ważne, ów proces dotyczy tylko rzeczy, które ciężko zdefiniować w czasie. Wszystko inne toczy się w czasie rzeczywistym. Tak właśnie, nie ma żadnych tur czy innych wynalazków – jest pełen real-time, to, co robimy, z kim robimy i gdzie robimy, ma bezpośredni efekt na samą grę. Warto też wspomnieć, że wszelakie osoby, jakie spotykamy, to także żywe osoby. Żadnych NPC. &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako się rzekło, w grze chodzi o muzykę. Tak więc po poczynieniu pierwszych kroków możemy założyć swój własny zespół albo też dołączyć do innego, już działającego. W pierwszym przypadku możemy zdecydować się na granie solo albo też zaprosić swoich znajomych do gry z nami (bardzo popularne rozwiązanie w grze), w drugim często potrzebujemy odpowiednich umiejętności, żeby ktoś się nami zainteresował. A trzeba przyznać, że w kwestii muzycznej wybór jest całkiem duży – od metalu do country, przez co każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Żeby było jeszcze ciekawiej, możemy jeszcze wyspecjalizować nasz zespół i np. grać same utwory acid jazzowe. Oczywiście, można także wprowadzić pewne zróżnicowanie – wszystko zależy od własnego widzimisię. W zależności od tego, co gramy, będzie wzrastać nasza sława. Wiadomo, na sławę trzeba zapracować, a na początku najłatwiej to zrobić grając jakiś popularny gatunek muzyki i coverując znane utwory. W końcu każdy zaczynał od grania coverów. &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Niemniej, gra nie ogranicza się tylko i wyłącznie do grania muzyki, czasami wręcz można uznać ten aspekt za drugorzędny (i wiele osób tak właśnie robi). Z systemem osiągnięć, olbrzymimi możliwościami indywidualizacji naszej postaci (począwszy od ubrań, przez tatuaże, na wykonywanym zawodzie skończywszy) oraz rozbudowaną społecznością wiele osób decyduje się zostawić przemysł fonograficzny w spokoju i zacząć realizować się na gruncie społecznym – a to jako strażak, burmistrz, przedsiębiorca czy też przestępca. Można również skupić się na przekazywaniu swoich umiejętności innym, pisaniu artykułów do fikcyjnego czasopisma albo też wyłącznie na dyskutowaniu na wbudowanym forum, gdzie można rozmawiać, flirtować, kłócić się itd. Jak widać, możliwości jest dużo. &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety, nie ma róży bez kolców – bo choć gra jest darmowa, to wiele z opcji wbudowanych jest w specjalny pakiet VIP, który niestety już swoje kosztuje. Tak więc jeśli ktoś chce mieć np. dzieciątko i kochającą żonkę, to niestety musi już zapłacić. Koszt to coś koło 100 zł na rok – cena może nieduża, ale mimo wszystko znacząca. Bo choć z powodzeniem da się grać bez pakietu, to jednak gra z VIP-em nabiera rumieńców. &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Tak czy inaczej, żaden płatny pakiet nie sprawi, że będziemy się dobrze bawić, jeśli nie jesteśmy wyposażeni w wyobraźnię. Właśnie tak, bez niej ani rusz. Wszystko dzieje się w wirtualnym świecie, a przekazywane jest nam głównie za pomocą tekstu. Bo choć można wkleić zdjęcie miejsca czy osoby, to jednak statyczne obrazki są jedynie pomocą. Cała reszta, przebieg koncertów, kształt utworów czy przebieg randki odbywa się już tylko i wyłącznie w naszych głowach. Bez tego całość będzie zwyczajnie nudna. &lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Na zakończenie dodam, że naprawdę warto spróbować zagrać w tę grę. Ja w nią gram już około półtora roku, co nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się w przypadku browserówki. Podobnie jest u wielu innych osób, także z &lt;cite&gt;Tawerny RPG&lt;/cite&gt;. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie zrażać się początkowymi trudnościami. To prawda, że są dokuczliwe, a człowiek jest absolutnie skołowany, jednak z czasem i z pomocą innych, bardziej doświadczonych graczy, można zacząć czerpać dużo satysfakcji i przyjemności z prowadzenia swojego alter ego. W końcu kto z nas nie zazdrościł gwiazdom muzyki? &lt;cite&gt;Popmundo&lt;/cite&gt; daje nam okazję, by się nimi stać. Choć przez chwilę.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7683737386962257295?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7683737386962257295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/rock-internet.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7683737386962257295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7683737386962257295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/03/rock-internet.html' title='Rock the Internet'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1939294456237116032</id><published>2009-02-27T23:38:00.003+01:00</published><updated>2009-02-27T23:41:36.014+01:00</updated><title type='text'>Czas</title><content type='html'>Taka krótka myśl chwili:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najstraszniejszy w czasie nie jest fakt, że mija on nieubłaganie. Najstraszniejsze  jest to, jak łatwo się go marnuje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1939294456237116032?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1939294456237116032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/czas.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1939294456237116032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1939294456237116032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/czas.html' title='Czas'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2046084602671488309</id><published>2009-02-26T16:41:00.007+01:00</published><updated>2009-02-26T17:01:05.050+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Crawley'e nie słuchają poezji śpiewanej...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;…chyba, że jest to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jaromír Nohavica.&lt;/span&gt; Kolejny wykonawca, który pasuje do mojego gustu muzycznego jak pięść do nosa. Kolejny wykonawca, który do mnie przemawia, a ja wszystkie słowa przyjmuję. Kolejny wykonawca, którego nauczyłem się w akademiku. Wszystko przez album &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Divné století&lt;/span&gt; (swoją drogą, z jego twórczości mój ulubiony) i niezastąpionego Tymka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie nie wiem, co takiego jest w muzyce, którą tworzy. Na pewno jest to bardzo melodyjne, przepełnione melancholią i tęsknotą za czymś, co przeminęło (znowu). Może to dźwięk gitary, nieprzesterowanych sześciu strun, który bardzo lubię (choć mniej, niż kąsanie elektryka). Ewentualnie mogą to być uczucia przekazywane głosem Jarka – tak piękne, od radości, aż po alkoholowy smutek. Może są to teksty, gdzieś na granicy zrozumienia i niezrozumienia, gdy łapie się co trzecie słowo z obcego języka, a i tak nie można być pewnym, czy jest to dobre znaczenie. Naprawdę nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem za to, że uwielbiam go słuchać. Nie w każdym momencie, wiadomo. Niemniej, gdy najdzie mnie ochota na tego typu klimaty, Nohavica sprawdza się doskonale. Tak, jest to muzyka dołująca, choć nie tak bardzo, jak Waits. Może dlatego, że często w tym wszystkim wyczuwa się nutkę optymizmu – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"będzie lepiej&lt;/span&gt;" Jarek stara się nam mówić. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Teraz zaś śpijcie, ja wam zaśpiewam kołysankę.&lt;/span&gt;" I ja jej słucham.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2046084602671488309?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2046084602671488309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/crawleye-nie-suchaja-poezji-spiewanej.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2046084602671488309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2046084602671488309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/crawleye-nie-suchaja-poezji-spiewanej.html' title='Crawley&apos;e nie słuchają poezji śpiewanej...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7764638841189048293</id><published>2009-02-26T12:44:00.001+01:00</published><updated>2009-02-26T12:44:53.796+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><title type='text'>Wszystko zginie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedną z charakterystycznych cech ludzkich jest wręcz chorobliwa wiara w koniec wszystkiego. Koniec Świata pojawiał się i (nadal się pojawia) w wielu religiach – najlepszym i najbliższym nam przykładem jest Chrześcijaństwo i jego oczekiwanie na Dzień Sądu, choć dla mnie ciekawszym przykładem jest skandynawski Ragnarok, podczas którego dojdzie do ostatecznej bitwy, w której zginą absolutnie wszyscy. Czemu jest to dla mnie ciekawsze? Bo wizja chrześcijańska jest optymistyczna, ta zaś przesiąknięta jest głębokim pesymizmem, że wszystko i tak jest stracone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I choć daleki jestem od krytykowania tych wierzeń (ba, sam wierzę w Sąd Ostateczny), niemniej zaskakujące jest to, jak ludzie pragną mieć koniec świata – nawet, jeśli są niewierzący. Nazwaliśmy to z Tymkiem ateistyczną eschatologią, choć bardziej adekwatne byłoby określenie eschatologia naukowa. Czym ona się charakteryzuje? Maniakalnym wręcz zaprzątaniem sobie głowy końcem świata, którego objawów jest wiele. A to kalendarz majów się kończy, a to Nostradamus coś przewidział, ewentualnie pieprznie w nas kometa. Tak ni stąd, nie zowąd. Telewizja tylko podsyca te przeczucia, co chwilę pokazując programy prezentujące jakiś wielki kataklizm – wszystko oczywiście opatrzone realistycznymi ujęciami filmowymi (hello Discovery!). Nawet głupi program telewizyjny co chwila reklamuje jakieś „filmy dokumentyalne,” w których to pokażą, że Warszawa zatonie, ludzie zginą a słońce zgaśnie. Szkoda, że to się stanie za miliony lat. Co jednak absurdalne, ludzie takie rzeczy oglądają i  się tym przejmują. Może o zgaśnięcie słońca trudno się martwić, ale o kometę za piętnaście lat już nie. Żeby było śmieszniej, wszystko prezentowane jest tak, jakby to było pewne... A szansa jest nikła, wręcz zerowa. Czemu więc ludzie tak są tym zaaferowani? Ciężko powiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami odnoszę wrażenie, że człowiek musi żyć w stanie gotowości. Musi być przygotowany na to, że stanie się coś złego i będzie walczyć o przetrwanie. Kiedyś były to zarazy, potem wojny, atak nuklearny, atak terrorystyczny. Teraz czekamy na atak komety i kosmitów. Trochę to mimo wszystko nielogiczne.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7764638841189048293?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7764638841189048293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/wszystko-zginie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7764638841189048293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7764638841189048293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/wszystko-zginie.html' title='Wszystko zginie'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2372080262985491712</id><published>2009-02-26T01:44:00.005+01:00</published><updated>2009-02-26T01:50:54.634+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><title type='text'>Rzeka informacji</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obecnie ponoć mamy dobę informacji. Nie sposób się z tym nie zgodzić, gdy dzięki internetowi wszystko mamy pod ręką. Serwisy informacyjne dbają o to, żebyśmy byli na bieżąco. Wikipedia przechowuje całą wiedzę, także na te tematy, które nie są nam do niczego potrzebne. Google dba o to, żeby wszystko można było znaleźć. To, co łączy je, nazywa się informacją. Informacją, od której człowiek wydaje się ostatnio uzależniony. Nie potrafi bez niej usiedzieć, wytrzymać, wszystko musi wiedzieć. Oczywiście nie jest to wiedza na całe życie, tylko zwykłe zaspokojenie ciekawości, które zginie gdzieś w głębinach naszej pamięci. Wiem, bo obserwuję to po samym sobie – uwielbiam wynajdywać ciekawostki, babrać się w jakichś historycznych detalach, historiach języka itp, ale mało co mi z tego zostaje. Bo informacji jest coraz więcej i więcej, i więcej. W końcu nie da się tego ogarnąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to jest ta refleksja, która mnie ostatnio ogarnia. Internet, a Google w szczególności (swoją drogą, internet=Gooogle, Google=internet, jeśli nie ma czegoś na Googlach, to prawdopodobnie nie istnieje), przemienia się w olbrzymie wysypisko śmieci. Znalezienie interesującej mnie informacji często jest niemożliwe, bo przykryta jest setkami niepotrzebnych stron, przypadkowych zbitków słów, fraz itd. Bardzo często mnie to zwyczajnie męczy, gdyż nie mam sił na absorpcję tego wszystkiego, mój organizm prowokuje odruch wymiotny i dreszcze. Niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, że internet jest śmietnikiem, widzę, między innymi, po frazach wpisanych w wyszukiwarki, dzięki którym ludzie trafili w to miejsce. Zwyczajnie szukali czegoś innego, jak choćby informacji i rozszczepieniu języka, czy informacji o Bataille'u. A tu figa, niekoniecznie to, czego szukali. Oczywiście, miło mi będzie, jeśli osobom tym spodobało się na tym blogu i teraz go odwiedzają regularnie, jednak nie w tym rzecz. Sprawa rozchodzi się o to, że obecnie naprawdę ciężko jest znaleźć potrzebną, wyczerpującą informację. Czasami sam zamykam się w azylu znanych mi stron i nie wychodzę dalej, z Googla korzystając głównie jako słownika/skrótu do stron, które chcę odwiedzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co napawa pesymizmem, to fakt, że będzie jeszcze gorzej. Internet wciąż się rozrasta, co oznacza wzrost śmiecia w internecie. W końcu jedyne, co pozostanie, to wyłączenie komputera i powrót do książek, encyklopedii, gazet... Ale może to nawet i lepiej.&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I don't wanna be your trash can"&lt;/span&gt; (Acid Drinkers, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://www.darklyrics.com/lyrics/aciddrinkers/stateofmindreport.html#1"&gt;Private Eco&lt;/a&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2372080262985491712?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2372080262985491712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/rzeka-informacji.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2372080262985491712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2372080262985491712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/rzeka-informacji.html' title='Rzeka informacji'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-9055583357638687805</id><published>2009-02-18T23:56:00.002+01:00</published><updated>2009-02-19T00:35:55.299+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Deszczowy pies</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli ktoś by się mnie kiedyś spytał, co zawdzięczam swojemu współspaczowi, na pewno miałbym duży problem z odpowiedzią. Niemniej, po kilku chwilach prawdopodobnie wypowiedziałbym dwa słowa. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tom Waits&lt;/span&gt;. Tak właśnie, taka powinna być odpowiedź. Bo choć słyszałem o nim wcześniej, ba, nawet moja siostra go wcześniej słuchała, to właśnie przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tymka&lt;/span&gt; zacząłem go słuchać – najpierw pośrednio, poprzez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kazik&lt;/span&gt;owe interpretacje, później jednak dokopałem się do samego Waitsa. Tego, co na mnie czekało, nie da się prosto opisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście do pokochania muzyki Waitsa musiał pojawić się odpowiedni moment. I tak też się stało – gdy czułem się bardzo źle, gdy nie widziałem żadnego sensu, pojawił się Waits ze swoimi dźwiękami, ze swoją muzyką. Doskonale wpasował się we wszystko to, co czułem/czuję. W jego muzyce znalazłem siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórczość Waitsa jest typowo męska. Zachrypnięty głos, proste, dołujące dźwięki gitary, fortepianu czy akordeonu. Dołóżmy do tego liryki – związane głównie z miłością (przeważnie bardzo nieszczęśliwą), pijatykami, burdami, późnymi powrotami, itp., czyli typowo męskim życiem. Tu nie ma miejsca na rozpaczliwe wyznania pod balkonem, tu są ciężkie przemyślenia przy szklance whisky. Wszystko to przepełnia uczucie rezygnacji, przegranej, straty. I właśnie to do mnie tak trafiło. Gdzieś, w którymś momencie często identyfikuję się z postaciami, o których śpiewa – nawet pomimo tego, że moja sytuacja nie jest aż tak ciężka, jak ich. Daje mi to dużo, choć ciężko mi dokładnie określić przedmiot tego, co zyskuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie dlatego lubię Waitsa. Śpiewa on mnie, choć pewnie każdy facet mógłby tak powiedzieć o jego muzyce. Niemniej, gdzieś tam wewnątrz, gdy słyszę ten zachrypnięty głos, drga pewna struna we mnie. Są to wspomnienia, wyobrażenia, ideały, przemyślenia. Nie rzadko wpadam przy tym w doła, choć jest to też narkotyk – nie potrafię oderwać się od słuchania i Tom leci pół dnia, cały dzień, czasami tydzień. Bo ja też jestem deszczowym psem.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-9055583357638687805?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/9055583357638687805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/deszczowy-pies.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/9055583357638687805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/9055583357638687805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/deszczowy-pies.html' title='Deszczowy pies'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6394445362306540612</id><published>2009-02-13T10:42:00.001+01:00</published><updated>2009-02-13T10:43:40.424+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Święto nieszczęśliwych</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już jutro walentynki. Na pewno wiele osób cieszy się z tego powodu, wiele innych niekoniecznie. Niemniej, dla większości ludzi ten dzień ma na ogół jakieś tam znaczenie. Tylko jakie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała otoczka walentynek przyzwyczaiła nas do tego, żeby postrzegać je jako dzień pełen radości i uczuć. Zakochani wyznają sobie miłość, związki potwierdzają swoje uczucia, niektórzy odbudowują to, co zostało naruszone. W końcu w walentynki wszystko zdarzyć się może. Przynajmniej to nam się wmawia, przez co ludzie przywiązuję przesadną uwagę do tego wszystkiego. Uwaga ta jest czasami tak duża, że może wszystko popsuć, zamiast pomóc – w końcu bywa i tak. Niemniej, wszystko obraca się wokół zakochanych...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, zakochanych. Pary zakochanych. Nikt nie pamięta/nie chce pamiętać o tych wszystkich, którzy kochają nieszczęśliwie, bez odwzajemnienia, bez zrozumienia. Przecież to jest też ich święto – w końcu należą do osób trafionych strzałą amora, z tymże dla nich jutro będzie bardzo nieszczęśliwe. Niemożność bycia z kimś, kogo się kocha, będzie ich prześladować cały jutrzejszy dzień. W końcu na ten fakt bycia kładziony jest bardzo duży nacisk – tak duży, że wiele osób zwyczajnie tego oczekuje – nawet podświadomie. Do tego dochodzi cała mitologia związana z tym dniem, niby magicznym, kiedy wszystko może się zdarzyć, a uczucie zwycięży. Szkoda tylko, że to nie jest prawda. Tak więc, gdy różne pary będą chodzić do restauracji, kin, dyskotek itd., oni będą samotnie się włóczyć po ulicach. A nie daj Boże, obiekt ich uczuć jest z kimś w związku i jeszcze spotkają tę osobę – tragedia murowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wiadomych przyczyn pomija się ten smutny aspekt walentynek – w końcu ma być to dzień radości. Nieszczęśliwie zakochanym i tak się nie pomoże. Niemniej, warto czasami o nich pamiętać. W końcu to też ich święto.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6394445362306540612?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6394445362306540612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/swieto-nieszczesliwych.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6394445362306540612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6394445362306540612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/swieto-nieszczesliwych.html' title='Święto nieszczęśliwych'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-890160191114907993</id><published>2009-02-12T22:46:00.003+01:00</published><updated>2009-03-10T16:11:25.369+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulver'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tłumaczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Jak muzyka...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I znowu będą tłumaczenia. Coś się ostatnio w nie wkręciłem, ale cóż zrobić? Tym razem będzie to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ulver&lt;/span&gt;, nad którego geniuszem już się rozpisywałem jakiś czas temu, tak więc wszystkich zainteresowanych odsyłam do tamtej notki. A cóż to za liryki przełożyłem? Są to dwa utwory z płyty &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shadows of the Sun&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; - &lt;/span&gt;płyty dla mnie wyjątkowej, gdyż jest to jeden z tych materiałów, który dociera do mnie w absolutnie każdym momencie, zawsze pozostawiając mnie w takim melancholijnym zawieszeniu. Głównym motorem tej płyty jest spokojny, głęboki, wyważony głos Garma, który śpiewa jak gdyby chciał nas położyć do snu. Muzyka tylko dopełnia ten efekt - minimalistyczna, bez jakichkolwiek niepotrzebnych, psujących atmosferę dźwięków. Co więcej, owy minimalizm przenika tutaj wszystko, łącznie z tekstami piosenek, które same w sobie są bardzo oszczędne w słowa, a mimo to są bogate w treść. Nie wiem jak będzie z Wami, ale do mnie ich słowa trafiają aż nadto.&lt;style type="text/css"&gt;&lt;/style&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Pełnia miłości&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Ulver - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;All the Love&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Boimy się rzeczy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Których nie rozumiemy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Moce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dobra&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I zła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tego świata&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przeszłość&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przyszłość&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przyrzeczenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Głupota&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tych, co umarli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Za nic&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zostawiając swoje żony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I swoje dzieci&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Za miłość&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jedyną rzecz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Która czyni nas ludźmi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Jak muzyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Ulver - Like Music)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chcę byś&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mi powiedziała&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kim jesteś&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W swoich snach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kto w nich jest&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I czy jest to piękne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jak muzyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy wiesz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jeśli to słowo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy jest to miłość&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy boli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W środku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jak muzyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy słyszysz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zanika&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-890160191114907993?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/890160191114907993/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/jak-muzyka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/890160191114907993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/890160191114907993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/jak-muzyka.html' title='Jak muzyka...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7533487323759984442</id><published>2009-02-12T13:05:00.001+01:00</published><updated>2009-02-12T14:27:24.122+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Będę swoją walentynką</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nasza-klasa mnie rozwala. Jak wiadomo, zbliżają się walentynki. Wstrzymam się od wszelakich komentarzy na ten temat, gdyż zwyczajnie nie ich nie obchodzę (choć mam w planach pewną notkę na ten temat). Zresztą, nie o komentarz wobec tego święta chodzi, a o coś zupełnie innego. Jak każda komercyjna burza, walentynki muszą mieć swoich przedstawicieli wszędzie. I tak telewizja, ulice, czasopisma, telefony komórkowe itp. powoli zapełniają się wszystkim tym, co z walentynkami związane. Internet nie jest tutaj wyjątkiem. Kilka kliknięc dzieli nas od obdarowaniem walentynką swojej ukochanej/swojego ukochanego. Nasza-klasa nie pozostaje tutaj wyjątkem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jednak mnie zaskoczyło, serwis ten pozwala na wysłanie walentynki samemu sobie. WTF? Po co ktoś miałby to robić? Jednakże, gdy się trochę bardziej nad tym zastanowić, to ma to sens. Nie każdy jest w szczęśliwym związku. Nie każdy ma kogoś, kto o nim będzie pamiętał. W końcu jest całkiem dużo osób (w różnym wieku), którzy nigdy nikogo nie mieli. I dla nich jest właśnie ta opcja. Tak, to jest oszukiwanie, ale jak można zaimponować znajomym? Sam mam kumpla, który kiedyś nam ściemniał, że ma dziewczynę. Potem się z nią niby rozstał, a potem przypadkowo ją poznałem. Trochę niefart dla niego. Niemniej, doskonale to nakreśla sytuację. Jeśli ktoś jest w stanie kłamać w kwestii posiadania kogoś, to co go powstrzyma przed wysłaniem sobie samemu walentynki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W anime pt. Love Hina też była taka sytuacja. Keitaro, główny bohater - obowiązkowo nieudacznik, łamaga i pechowiec, który nigdy nie miał dziewczyny - jest mistrzem w przyrządzaniu czekoladek (w Japonii jest tradycja, że na walentynki dziewczyny dają chłopakom czekoladki, najlepiej własnoręcznie przyrządzone) właśnie dlatego, że co roku sam sobie przyrządzał wypasiony słodki podarunek – wszystko po to, by móc wzbudzać zazdrość wśród innych facetów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak łatwo popisać się w ten sposób przed innymi. I na pewno znajdzie się multum osób, które to zrobią. Tylko czy wtedy nie pogrążą się we własnej żałosności? Pewnie tak będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7533487323759984442?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7533487323759984442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/bede-swoja-walentynka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7533487323759984442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7533487323759984442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/bede-swoja-walentynka.html' title='Będę swoją walentynką'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1662510201144587800</id><published>2009-02-12T11:31:00.002+01:00</published><updated>2009-02-12T13:08:12.723+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Wykres</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po czym poznać, że mam kłopoty w życiu, nie potrafię znaleźć sobie miejsca czy ułożyć wszystkiego? Odpowiedź jest prosta – po moim blogu. I niekoniecznie mam na myśli tematykę – o nie. Bo choć często jest dołująca i dotyczy mnie samego, to zawsze staram się przemycić coś uniwersalnego w tym, co piszę. No dobrze, trochę wskazują one na to, jak się czuję, jednak nie jest to główny wyznacznik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc co nim jest? Ano jest nim sama ilość notek. Im gorzej ze mną, tym więcej piszę. Naprawdę! Ostatnio wypluwam z siebie teksty niczym dobrze naoliwiony karabin maszynowy, co wcale dobrze o tym wszystkim wokół mnie nie świadczy. W pisaniu zaś mam swój azyl, swoją ucieczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I taka jest chyba prawda. Lubię to robić. Daje mi to poczucie tego, że to wszystko coś znaczy, że ktoś chce czytać to, co piszę. Daje mi to przemyślenia na swój temat. W końcu sprawia, że jakoś mi lżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie jest to najlepszy wykres, ale jak ktoś spojrzy na ilość postów przypadających na dany miesiąc, to zrozumie, o co mi chodzi. Bardzo szczęśliwy dla mnie okres wakacji praktycznie nie został udokumentowany. Prawie nic wtedy nie pisałem, miejsce to zaś zaczynało umierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz zaś jest ze mną źle, więc miejsce to kwitnie. Już  kolejny dzień wrzucam minimum dwie notki... Rzadko zdarzała mi się taka częstotliwość. Co więcej,  jest połowa lutego, a ja już wyrównałem swój miesięczny rekord wpisów. Jest drugi miesiąc, a wyrobiłem już 3/5 poprzedniego roku. A tematów mi naprawdę nie brakuje. Mam strasznie dużo pomysłów na pisanie, niekoniecznie na tematy związane z moimi problemami. Tak więc jeszcze przez jakiś czas miejsce to będzie bogate w treść. Ewentualnie zmieni to pisanie magisterki, choć osobiście w to wątpię. Blog ten jest dla mnie odskocznią od codzienności, jak znów będę miał blokadę przy pisaniu swojego masterpiece, to ucieknę właśnie tutaj. Bo gdzie indziej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak to właśnie wygląda. Na koniec zapytam się: czego lepiej mi życzyć? Jeszcze wielu pomysłów na pisanie i nieskończonego zapału ku temu, czy wręcz przeciwnie – żeby mi tego zabrakło? Nie musicie odpowiadać, ja znam swoją odpowiedź.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1662510201144587800?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1662510201144587800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/wykres.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1662510201144587800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1662510201144587800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/wykres.html' title='Wykres'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5606647617363120889</id><published>2009-02-12T11:17:00.001+01:00</published><updated>2009-02-12T11:23:36.315+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Poeta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zawsze chciałem być poetą. No, może poeta to jest troszkę za duże słowo, ale chciałem pisać wiersze. Wielu moich znajomych to robiło, więc czemu ja nie miałbym spróbować? Było to tym bardziej uzasadnione, iż ponoć pisanie wierszy w większości przypadków jest dla osób niezrównoważonych psychicznie, którzy nie potrafią sobie poradzić w życiu. A że ja jestem dość często w takiej sytuacji, pisanie może jakoś by mi pomogło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to, wierszy nie pisuję. Przyznam, próbowałem kilka razy, ale skutek był marny. Poetą nie jestem i nigdy nie będę, bo zawsze jestem niezadowolony z finalnego efektu. Wszystko, co kiedykolwiek pisałem, było albo infantylne, albo wyświechtane, albo naiwne, albo zwyczajnie się nie kleiło. Zresztą, to ostatnie jest chyba największym problemem – stworzyć samodzielny, fajny wers nie jest trudno. Stworzyć dobry wers, który pasowałby do innych – o, to jest już sztuka, której ja nigdy nie opanowałem. Dlatego pisania poezji się nie tykam. Bo po co mam to robić, skoro zawsze wychodzą mi banały? I może to nie jest wcale złe, ale dla mnie banał to jedna z najgorszych rzeczy, jaką można stworzyć. Pewnie też dlatego rzadko czytuję teksty piosenek, które z zasady są takimi banałami przesiąknięte. A ja tego nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego poetą nigdy nie będę. Może to i lepiej, nigdy nie będzie mnie kusić napisanie czegokolwiek i wrzucenie w to miejsce. I ja wyjdę na tym lepiej, i wy Drodzy Czytelnicy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5606647617363120889?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5606647617363120889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/poeta.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5606647617363120889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5606647617363120889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/poeta.html' title='Poeta'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8176782580154738567</id><published>2009-02-11T16:55:00.001+01:00</published><updated>2009-02-11T16:58:06.553+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Poezja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy do jednej z ostatnich notek zalinkowałem wiersz Frosta, zacząłem się sam sobie dziwić - i to nie dlatego, że to był akurat Frost. Zaskoczyło mnie to, że w ogóle dodałem wiersz. Ktoś jeszcze pomyśli, że czytam poezję... A tak w ogóle nie jest. Poezja jako taka jest mi bardzo obojętna, przynajmniej w tej tradycyjnej formie wiersza. A tu proszę, Droga nie wybrana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czemu tak jest? Głównym powodem jest chyba moje niezrozumienie całego fenomenu zwanego poezją. Niby są tam jakieś przeżycia, uczucia, jakiś ładunek emocjonalny, lecz to do mnie nie trafia. Nie czytam poezji, bo jest to absolutnie nudne. Przy tym można tylko zasnąć, nic więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie jest tak, że nie lubię w ogóle poezji – jest wiele wierszy, które mi się naprawdę pojawiają... Jest tylko jedno "ale" – najczęściej są one związane z jakąś inną formą sztuki. Dużo tu moich tłumaczeń tekstów piosenek... No właśnie, to są utwory, teksty, które podobają mi się głównie za ich połączenie z dźwiękami. Jakby szło dodać linię melodyczną do opisu na gg, ja bym to zrobił. Naprawdę. Bo czym jest sam cytat? Fajnym cytatem, jednak dopiero w połączeniu z dźwiękami daje to COŚ. Ja się tym bardzo często kieruję – wrzucam coś, fragment, cały tekst, tłumaczenie, głównie przez ten efekt, jaki daje połączenie muzyki i tekstu. Powiem więcej – to właśnie z tego powodu najczęściej postanawiam przeczytać tekst piosenki. Jakaś fraza zapadnie mi w pamięć i wtedy czytam całego lyricsa, rzadko jest inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo lubię poezję Williama Blake'a, ale przyznam, że nigdy bym jej nie polubił, gdybym nie usłyszał płyty Ulvera bazującej na jednym z jego największych dzieł. Dopiero efekt, który to połączenie wywołało we mnie, sprawił, że zwróciłem uwagę na tego angielskiego poetę.&lt;br /&gt;To wszystko pewnie przez to, że odbieram świat w towarzystwie dźwięków. Cały czas coś mi po głowie lata – utwór, rytm, melodia... Do sytuacji dopasowuję znane mi melodie, marzę muzyką, myślę dźwiękami. Tak właśnie ze mną jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chyba dlatego poezji nie czytam. Brakuje mi w niej dźwięków. Śpiewać wierszy sobie nie będę, bo śpiewać nie umiem. Czytanie w myślach jest nudne, bo brakuje uzewnętrznienia tych  uczuć, brakuje interpretacji. Brakuje wszystkiego, poezja w książce to tylko tekst. Nic więcej. I to jest jego główna wada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co się liczy, to muzyka. To jest najlepszy przekaźnik. To ona nadaje sens i barwę wszystkiemu. I dlatego jest taka piękna.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8176782580154738567?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8176782580154738567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/gdy-do-jednej-z-ostatnich-notek.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8176782580154738567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8176782580154738567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/gdy-do-jednej-z-ostatnich-notek.html' title='Poezja'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4620187594257148534</id><published>2009-02-11T10:57:00.009+01:00</published><updated>2009-03-10T16:12:41.433+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tłumaczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moonspell'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Antidotum</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny tekst piosenki, tym razem &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moonspell&lt;/span&gt; i płyta &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;The Antidote&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Tekst bardzo dla mnie ważny, choć sam nie wiem dlaczego. W połączeniu z muzyką, działa na mnie magicznie. Wprowadza mnie w jakiś taki specyficzny stan umysłu i duszy. Przepełnia zarówno mistycyzmem, jak i mówi o pewnych życiowych prawdach. Jest bardzo adekwatny do tego, kim jesteśmy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Antidotum&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Moonspell - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Antidote&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ten jest za Strach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przezeń jesteśmy czujni&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A ten jest za Sen&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przezeń rozumiemy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- ten za plonujące korzenie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(nigdzie nas nie stawiają)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- ten za żałosne skrzydła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(nigdzie nas nie zabierają)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ten jest za Wigilię&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dnia, który nie nadejdzie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A ten jest za Odwrót&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;By złagodzić ból&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ten jest za Opór&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(śmieje się z nas)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ten jest za Klęskę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- jak śmiesz przychodzić tak późno?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szklanka jest pusta&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie napełnią już jej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A ci, co chcą pić&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niech zbliżą się.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4620187594257148534?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4620187594257148534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/antidotum.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4620187594257148534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4620187594257148534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/antidotum.html' title='Antidotum'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6530705504506845646</id><published>2009-02-10T00:16:00.005+01:00</published><updated>2009-02-10T00:36:11.129+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Droga (nie) wybrana...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie zarejestrowałem sobie nowy adres bloga. Pewnie wykorzystam go w odpowiedniej chwili, tak jak zrobiłem to z tym miejscem. W końcu (o czym pewnie nikt nie wie), adres tego bloga zarejestrowałem dużo wcześniej, niż zacząłem tworzyć to miejsce. Był to wtedy impuls chwili, chęć pisania, która szybko mi przeszła. Dopiero później, gdy zachciałem mieć bloga, postanowiłem coś z tym zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czemu nowy adres, nowy blog? Cóż, wszystko przez tematykę tego, co się tutaj znajduje. Planowo miało być to miejsce wolne od moich problemów, życia itp. Innymi słowy, chciałem, żeby każdy, kto tu trafił, nawet (a może przede wszystkim) przypadkowo, miał tu coś ciekawego do poczytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałem też, żeby to miejsce było areną mojej krytyki, komentarzy i opisów przeróżnych zjawisk, wydarzeń itp. Stąd też m.in. wzięła się nazwa bloga - miejsce to miało nie przestrzegać żadnych świętości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wyszło, wszyscy widzą. Praktycznie w ogóle nie udało mi się osiągnąć pierwotnych celów, blog ten zaś stał się miejscem, gdzie nie rzadko dzielę się swoimi problemami, przemyśleniami, gustami muzycznymi. Co więcej, w ten sposób nieco zaprzecza swemu pierwotnemu celowi - w końcu miało nie być idoli, a ja tu zespoły promuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego też pojawił się w mojej głowie pomysł, żeby rozdzielić to miejsce na dwoje - stronę prawą i lewą. Wiele by to ułatwiło, ten blog byłby miejscem uniwersalnym, ten drugi - całkiem skrytym, wyjątkowym, dla tych, którzy chcą mnie czytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej, mam opory przed poczynieniem tych kroków. Polubiłem to miejsce takim, jakie jest. Może daleko mu do tego wszystkiego, czym chciałem, żeby się stał, to jednak pokazuje on takiego, jakim jestem. Łączy w sobie to wszystko, co zaprząta moją głowę, co składa się na moją osobowość. A że często wpisy są nieco z dupy... cóż, taki już chyba jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie szybko się nie zdecyduję, co z tym fantem zrobić. Adres leży w pogotowiu, choć na razie wykorzystany nie będzie.&lt;br /&gt;A jak Wy uważacie, Drodzy Czytelnicy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Tytuł wpisu został wzięty z &lt;a href="http://members.chello.pl/j.uhma/frost.html"&gt;wiersza&lt;/a&gt; Roberta Frosta.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6530705504506845646?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6530705504506845646/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/droga-nie-wybrana.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6530705504506845646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6530705504506845646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/droga-nie-wybrana.html' title='Droga (nie) wybrana...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8492347813261449140</id><published>2009-02-09T18:54:00.002+01:00</published><updated>2009-02-09T18:56:02.856+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Coś się kończy, coś się zaczyna.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tytuł ten, oryginalnie należący do zbioru opowiadań Sapkowskiego, chyba doskonale prezentuje moją sytuację w obecnej chwili. Ponad godzinę temu w moim życiu coś się skończyło. Szkoda mi tego , bo to jest część mnie, która możliwe, że już nigdy nie wróci. Chciałbym, żeby wróciła, ale to już nie ode mnie zależy.  W końcu nie zawsze jest tak, jak chcemy. Pozostaje mi tylko trzymać w pamięci to wszystko, co było. Nie raz pewnie uronię za czasem tym łzę, nie raz będę myślał: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co by było, gdyby&lt;/span&gt;?, ale już się nic nie da zrobić. Poległem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej, coś też się zaczyna. Coś, co powinno zacząć się pół roku temu, tylko ja na to nie pozwoliłem. Czy będzie to lepsze od tego, co było wcześniej? Ciężko mi to  przewidzieć.  Na pewno będzie inaczej. Na pewno też będę musiał na nowo zdefiniować siebie. Pójść w swoją stronę i nie oglądać się do tyłu. Nie próbować cofnąć się, tylko płynąć z nurtem rzeki. Nie wiem, ile tak wytrzymam, bo tego nie lubię. Przedzieranie się pod prąd zawsze daje mi siłę, choć teraz chyba mi jej brakuje. Niemniej, coś się kończy.&lt;br /&gt;Coś się zaczyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpis ten dedykuję osobie bardzo dla mnie ważnej – bez względu na układ gwiazd.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8492347813261449140?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8492347813261449140/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8492347813261449140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8492347813261449140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna.html' title='Coś się kończy, coś się zaczyna.'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-511075701924967229</id><published>2009-02-08T01:14:00.001+01:00</published><updated>2009-02-08T01:14:25.492+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Postój</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Było to jeszcze w podstawówce, choć klasy dokładnie nie pamiętam. Zajęcia z wychowania fizycznego, bieg na 60m. Osiągnąłem wtedy taki sam wynik, jak rok wcześniej. Nauczyciel powiedział mi wtedy To tak, jakbyś pobiegł gorzej. Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Wtedy poczułem się bardzo urażony tą uwagą – w końcu nie pobiegłem gorzej, utrzymałem ten sam wynik. Teraz jednak wiem, że nauczyciel miał rację, choć nie biegi są meritum sprawy...&lt;br /&gt;Więc co nim jest? Odpowiedź brzmi: ja sam. Od jakiegoś czasu stoję w miejscu. Nie idę naprzód. Ba, nie chcę, żeby jakikolwiek ruch do przodu się wydarzył. Wolę stać. Zamiast robić cokolwiek, by zbudować coś na nowo, odkryć niezbadane lądy, wolę być tam, gdzie jestem.&lt;br /&gt;Rzadko stoi się w miejscu tylko dla danej chwili. O wiele częściej robi się to po to, żeby cofnąć się we wspomnieniach – po to, by wyrwać się z gnającej naprzód teraźniejszości i zatopić w przeszłości. Bo kto stoi w miejscu, ten się cofa. I ja chcę się cofnąć do czasów, gdy wszystko było na swoim miejscu. Kiedy było mi dobrze w miejscu, w którym się znajdowałem i nie potrzebowałem niczego innego.&lt;br /&gt;Z tego powodu stoję w miejscu. Dlatego chcę się cofnąć. Zamiast iść do przodu w nieznane, chcę sprawić, żeby to, co było kiedyś, wróciło. Niestety, dokonać tego nie potrafię... Iść do przodu nie chcę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-511075701924967229?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/511075701924967229/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/postoj.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/511075701924967229'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/511075701924967229'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/02/postoj.html' title='Postój'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-784494499221931484</id><published>2009-01-31T17:37:00.008+01:00</published><updated>2009-01-31T17:45:58.838+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Vanity</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno nie było nic o muzyce, więc czas chyba to nadrobić (przynajmniej w jakimś stopniu). Mało kto pewnie wie, że bardzo lubuję się we wszelakich mariażach gatunkowych (szczególnie metalu połączonego z czymś innym, np. techniawkowym biciem, jazzowymi wstawkami itd.). Zresztą, ogólnie podoba mi się niecodzienne podejście do muzyki gitarowej, tak więc, gdy na jednym gronie (ta, mam tam profil) pojawił się wątek o pewnym młodym zespole, nie mogłem się oprzeć, by go sprawdzić. Zespół ten to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Vanity&lt;/span&gt;, a reklamowany był hasłem połączenie black metalu, death metalu i jazzu. Aż żal byłoby nie posłuchać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I przyznać muszę, że się nie zawiodłem ani trochę. Znacie takie nazwy jak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lux Occulta&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Opeth&lt;/span&gt;? No to jesteśmy w domu, gdyż zespół ten zdaje się czerpać od nich wiele (w szczególności od tego drugiego), choć nie są to jedyne wpływy. Bo co można myśleć o zespole, który ma w intrze klawisze brzmiące jak stary, barowy fortepian? Człowiek czuje się jak w saloonie, by po chwili zostać przygniecionym potężnym growlem i ciężkimi, gęstymi riffami. Albo gdy pojawiają się skrzypce przywołujące w pamięci przez wielu zapomniany zespół Profanum. Pojawiają się też zagrywki przypominające &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;The Doors&lt;/span&gt;. Co ważne, nie brakuje temu melodyjności i pewnej przebojowości. To wszystko sprawia, że słucha się tego świetnie. Całe wrażenie potęguje genialny wokal: chwilami jest to growl; dokładnie taki, jak lubię – potężny, niczym z otchłani piekieł, nie zaś otchłani żołądka. Czasami zaś jest to czysty, śpiewny wokal, który przenosi nas w inne rejony wyobraźni. Poezja.&lt;br /&gt;Vanity gra bardzo eklektyczną muzykę, która tylko i wyłącznie rozwija. Dlatego polecam zespół wszystkim tym, którym brzmienie gitar jest bliskie sercu. Warto zapoznać się z tym zespołem. Może i nie zawojują naszej sceny, ale mają szansę stać się drugą Lux Occultą w gatunku, który jest już dość skostniały.&lt;br /&gt;Dla wszystkich ciekawych, linki: &lt;a href="http://www.myspace.com/vanitysiedlce"&gt;myspace&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://www.lastfm.pl/music/Vanity+%28POL%29/Vanity+-+demo+2008"&gt;last.fm&lt;/a&gt; (całe demo do ściągnięcia).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-784494499221931484?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/784494499221931484/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/vanity.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/784494499221931484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/784494499221931484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/vanity.html' title='Vanity'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2160949633947180721</id><published>2009-01-26T01:09:00.002+01:00</published><updated>2009-01-27T21:07:06.015+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Człowiek doskonały</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy zastanawialiście się kiedyś nad cechami osoby doskonałej? Nad tym, jak by się ta osoba zachowywała, co by myślała? Czy byłaby dobra, współczująca, czy też wręcz przeciwnie? Pytanie jest o tyle ciężkie, że trudno sobie wyobrazić kogoś bez skazy. W końcu przysłowie: nikt nie jest doskonały, nie wzięło się znikąd. Niemniej, na pewno wielu o tym myślało&lt;br /&gt;Jakieś dwa tygodnie temu miałem do przeczytania na zajęcia esej dotyczący zagadnienia wolności i bycia suwerenem u &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Georgesa Bataille'a&lt;/span&gt;. Tekst, nie powiem, dość ciekawy i, co ważniejsze, zrozumiały, niemniej, nie zamierzam go tutaj przytaczać. Chciałbym za to zwrócić uwagę na jedną rzecz, na pewien aspekt poruszony w tej rozprawce – coś, co dość mocno mnie uderzyło. Tym czymś było stwierdzenie, że człowiek doskonały, to człowiek żyjący chwilą.&lt;br /&gt;Niby proste, a jak trudno do tego dojść. Bo mimo że wszyscy znamy horacejskie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;carpe diem&lt;/span&gt;, to mało kto stosuje się do tej zasady. Człowiek z natury planuje na przyszłość, obmyśla wszystko, trzyma się swoich zamiarów itd. Rzadko kiedy chce/umie zaryzykować. A właśnie o to chodzi – zaryzykuj. Bierz to, co życie przyniesie. W ogóle nie myśl o przyszłości. Nie warto, skup się na tym, co możesz mieć teraz i nie martw się tym, co może z tego wyniknąć. Dzięki temu będziesz szczęśliwy. Dzięki temu będziesz doskonały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja, niestety, nigdy taki nie będę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2160949633947180721?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2160949633947180721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/czowiek-doskonay.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2160949633947180721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2160949633947180721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/czowiek-doskonay.html' title='Człowiek doskonały'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1288580926686491940</id><published>2009-01-23T18:15:00.009+01:00</published><updated>2009-01-23T18:57:53.586+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Karty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_GborHgarakM/SXn7-3iWhlI/AAAAAAAAA3A/52rIOpMJM_4/card%20small.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 171px; height: 300px;" src="http://lh3.ggpht.com/_GborHgarakM/SXn7-3iWhlI/AAAAAAAAA3A/52rIOpMJM_4/card%20small.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Manifestacja poprzez wolę. Wyobraźnia, skupienie, działanie. Duch i ciało zjednoczone. Młodzieniec ma uniesioną prawą rękę, w której to trzyma pionowo różdżkę wykończoną na obu końcach – urządzenie jednoczące ziemię i niebo. W celu przywołania kwiatów stworzenia, palec wskazujący jego lewej ręki przekształca tę dwoistość w pochodzący z pierwotnego chaosu akt stworzenia. Aura młodzieńca symbolizowana jest przez poziomą ósemkę - symbol wieczności. Wokół jego pasa owinięty jest wąż zjadający swój własny ogon – kolejny symbol nieskończonego istnienia. Przed nim leżą przyrządy stwórcy/maga: różdżka, kielich, miecz i pentagram - symbolizują one ogień, wodę, powietrze i ziemię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ten to przetłumaczony opis karty tarota jakoby opisującyejmoją osobowość. A wszystko przez moją siostrę, która to wczoraj wysłała mi &lt;a href="http://www.celticdesires.com/tarot/whattarot.htm"&gt;linka&lt;/a&gt; z odpowiednim testem. Gdy odpowie się już na kilka drobnych pytań (dobrze, że jest to wybór pomiędzy dwoma opcjami - nie lubię wszelakich wynalazków, które pytają się czy myślisz coś bardziej, czy mniej), test dopasowuje nas do jednej z kart tarota, przy okazji dając nam jej objaśnienie.  I choć jakoś strasznie nie wierzę w adekwatność tego quizu, to trzeba przyznać, że opis jest całkiem fajny. Zresztą, fajnie czasami pomyśleć o sobie jak o takim mistyku, który łączy w sobie piekło i niebo, który ma dar tworzenia i mediacji pomiędzy przeciwieństwami (oczywiście takie podejście może świadczyć, że jednak jest w tym coś prawdziwego - inaczej możliwe, że bym się nie identyfikował z tym opisem poprzez względy estetyczno-marzycielskie). Zresztą, czy to ważne? Osobiście lubię tego typu psychozabawy. Sam nie wiem czemu. Może dlatego, że zawsze mówią troszkę o nas samych. A może zwyczajnie dlatego, że sprawiają mi frajdę. No i potem można mówić o sobie, że jest się danym typem osobowości (choćby w przypadku eneagramu, tarota itd).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Moja siostra twierdzi, że jej opis jest akuratny co do joty. Tak więc, jak już pisałem, coś w tym musi być.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1288580926686491940?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1288580926686491940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/karty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1288580926686491940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1288580926686491940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/karty.html' title='Karty'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_GborHgarakM/SXn7-3iWhlI/AAAAAAAAA3A/52rIOpMJM_4/s72-c/card%20small.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4186863542497928365</id><published>2009-01-18T12:00:00.005+01:00</published><updated>2009-01-18T20:29:24.297+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Interpretacja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedną z rzeczy, która odróżnia nas od całej tej masy zwierząt zasiedlających ziemię, jest nasza podmiotowość. Przejawia się ona na wiele różnych sposobów, jednak wszystko to można by określić mianem subiektywności. To, co łączy się nierozerwalnie z subiektywnością, nazwać można zdolnością interpretacji. Nie ma chyba bardziej osobistej myśli, niż odczytywanie z czegoś własnego sensu – w końcu wszyscy jesteśmy inni i inaczej rozumujemy. I choć wynikają z tego często jakieś nieprzyjemności, to jest to też źródło olbrzymiej ilości szczęścia – choćby dzięki zdolności empatii. Tak właśnie, interpretacja jest naszym najwspanialszym darem, bo z niej wychodzi wszystko inne – miłość, radość, myśl.&lt;br /&gt;Bo interpretacja to nie tylko odczytywanie znaczenia książek i wczuwanie się w podmiot liryczny podczas czytania wierszy (czego nieskutecznie starano się mnie nauczyć w szkole podstawowej). Zresztą, to co robi się w szkołach to zbrodnia – uczenie tylko jednej ścieżki, coś znaczy to, a nie co innego. Nie ma się wyboru, głosi się tylko jedną prawdę. W ten sposób pozbawia się ludzi zdolności odczytywania głębszych sensów, umiejętności samodzielnego myślenia. Alarmuje się, że Polacy nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Tylko jak się temu dziwić, skoro właśnie samodzielne myślenie jest obecnie jak najbardziej dyskredytowane. Przykładem jest klasa humanistyczna, do której uczęszczał kumpel. Z tego, co opowiadał, bardzo często pozwalano im na własne interpretacje, co potem przełożyło się na wyniki z matur – klasa napisała relatywnie słabo. Słabiej niż np. ścisłowcy.&lt;br /&gt;Może i się czepiam, ale taka unifikacja jest straszna, bo w pewnym stopniu pozbawia ludzi umiejętności odnajdywania swojego własnego sensu w tym, co słyszą, co czytają.&lt;br /&gt;I tu jest sedno sprawy – prawdziwy skarb to właśnie ta zdolność. Czytanie wzbogaca nie dlatego, że oznacza obcowanie z kulturą (jakakolwiek był nie była), słuchanie nie powinno być tylko przyjmowaniem do wiadomości. Im więcej z czegoś wyciągamy, tym dla nas lepiej.&lt;br /&gt;Od jakiegoś czasu to właśnie zauważam u siebie – przekładanie wielu rzeczy, jakie do mnie docierają, na własny grunt. Nieważne czy to film, książka, artykuł, piosenka, okazyjne kazanie w kościele – bardzo często wyciągam z nich to, co jest dla mnie bardzo adekwatne. Choć jakoś nie wierzę w przeznaczenie, w takich właśnie momentach przedziera się do mnie myśl – czy przypadkiem nie pojawiłem się w tutaj po to, by to usłyszeć? Czy nie było moim losem, by to przeczytać? Trochę głupie to, ale naprawdę tak mam. Bo bardzo często odczytuję to wszystko w odniesieniu do mojej obecnej sytuacji.&lt;br /&gt;Tak było też ostatnio, przy czytaniu książki  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Slavoja Žižka&lt;/span&gt; – jednej z moich obowiązkowych lektur, z której to obecnie piszę esej zaliczeniowy. Niby książka dotykająca głównie spraw psychoanalizy i religii, a jednak dla siebie wyciągnąłem z niej bardzo dużo. Innymi słowy, dała mi bardzo dużo do myślenia, może nawet podjąłem dzięki niej jakieś decyzje. A na pewno znalazłem w niej kilka myśli, którymi podzielę się na tym blogu.&lt;br /&gt;Bo interpretacja to wspaniała rzecz.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4186863542497928365?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4186863542497928365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/interpretacja.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4186863542497928365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4186863542497928365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/interpretacja.html' title='Interpretacja'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-2372135390793243337</id><published>2009-01-17T02:11:00.002+01:00</published><updated>2009-01-17T13:08:43.032+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Metalowe miasto? Detroit.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mało kto pewnie wie (poza samymi zainteresowanymi), że w światku metalowym istnieje takie pojęcie, jak bycie TRUE (vel. prawdziwym). Nie mam pojęcia, kiedy ono powstało, ale z pewnością było reakcją na wszystkich tych, których uznawano za pozerów – osoby, które nie żyły tą muzyką, a tylko udawały, że się nią interesują w celu dowartościowania swojego ego. Z tego też powodu ci wszyscy, którzy za prawdziwych się uznawali, zaczęli tych pierwszych tępić (cel jest podobny do tego od tych nie-true). Jednak najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że wyznaczniki bycia TRUE są bardzo płynne – nikt nigdy ich nie skodyfikował – a i tak po prawdzie zależą od okoliczności (albo od chęci oklepania komuś mordy). Na szczęście zjawisko to zanika, a to głównie z powodu normalizowania się długowłosych, co zresztą nierzadko przybiera formę bycia jak najmniej metalowym, jak się da. Zresztą, można by to określić taką nową formą bycia prawdziwym – im ktoś normalniej się ubiera, tym jest szczerszym fanem. Im ktoś bardziej szaleje np. z wyglądem, tym jest większy pozer. Takie mamy teraz czasy, ja się tym zbytnio nie przejmuję, gdyż dawno wyrosłem z czasów, gdy takie sprawy mogłyby mnie jakoś przejmować. No i prawdziwki nie są tematem tej notki. Nie? Więc co jest? Byliście kiedyś w Detroit? Nie? To zaraz będziecie.&lt;br /&gt;Chyba każdy chciałby robić w życiu to, co tak naprawdę lubi. Niektórym się to oczywiście udaje, niektórym nie. Zdarzają się też przypadki, gdy życie wykrzywia marzenia w jakimś lunaparkowym zwierciadle. Wtedy to, co otrzymujemy, jest karykaturą naszych pragnień. Taki los spotkał Negishi'ego, głównego bohatera Detroit Metal City. Bo jak inaczej opisać sytuację osoby, która kocha muzykę pop i marzy o tym, żeby nagrać płytę z piosenkami o miłości, a jest wokalistą i gitarzystą death metalowej kapeli z wianuszkiem oddanych maniax gotowych zrobić wszystko dla swojego upadłego boga, Krauzera (czyli naszego biednego Negishi'ego). Sytuacja jest dla niego tak wstydliwa, że mało kto wie o jego podwójnym życiu. Tak właśnie, biedny człowiek ukrywa całą sytuację przed swoją rodziną, znajomymi oraz swoją ukrytą miłością z czasów studiów. Bo jak można obnosić się z tym, że jest się diabłem wcielonym i gra się muzykę, której nie da się słuchać. Pal licho, gdyby Negishi lubił metal... ale tak nie jest. Co więcej, stanowi on absolutne jego przeciwieństwo. Tryb życia, przekonania, rodzaj słuchanej muzyki – to wszystko jest absolutnym zaprzeczeniem rock'n'rolla. I stąd też biorą się wszystkie gagi w serialu – z trudności w ukrywaniu swojego podwójnego życia, z zatracaniem granicy pomiędzy osobowościami oraz z nieumiejętnością poradzenia sobie w tej trudnej sytuacji. I przez to można by go określić mianem pozera – udaje kogoś, kim nie jest.&lt;br /&gt;Negishi zdecydowanie nienawidzi Krauzera. Szczerze powiedziawszy, to nie wiadomo, jak to alter ego powstało. My już przychodzimy na gotowe – jest Krauzer, jest DMC. Co było wcześniej – nie wiemy. Czasami tylko dawane są nam jakieś małe wskazówki, co działo się w przeszłości muzyka – tej bliższej, jak i dalszej. Dowiadujemy się między innymi tego, że pierwsza piosenka DMC, jaką stworzył Negishi (to jest ciekawe, nie lubi on metalu, a jest on twórcą muzyki i tekstów zespołu), powstała jako reakcja na PODEJRZENIA wobec jego ukochanej, która niby to wyśmiewała go i jego muzykę za jego plecami. Potem pewnie poszło już tylko z górki.&lt;br /&gt;I to jest tutaj nieco przerażające – Krauzer powoli okazuje się nie być jedynie pozą, a bardziej czymś na kształt osobnej, wręcz samodzielnej osobowości. Bo choć Negishi podczas swoich występów na scenie (i nie tylko) ma przebłyski swoich własnych myśli (na które wskazują rozwinięte monologi), to mimo to praktycznie zawsze zapomina się i robi jakieś głupoty, które potem z trudem musi reperować. Właśnie to zapominanie się sprawia, że w roli demonicznego gitarzysty sprawdza się fenomenalnie – jest on absolutnie autentyczny (co także wskazuje na swojego rodzaju rozdwojenie jaźni). Negishi przechodzi na dalszy plan, a my mamy przed sobą księcia piekieł we własnej osobie – i nikt w to nie będzie śmiał wątpić. W takim razie czy Negishi jest pozerem? Ciężko określić, ale moim zdaniem nie. On sam nie chce udawać kogoś kim nie jest. I tak naprawdę tego nie robi – Krauzer jest bardziej nim samym, niż mu się wydaje. To takie jego szambo, gdzie wylewa on wszystkie swoje problemy, by potem mogło wybić.&lt;br /&gt;No właśnie - wydaje się, że pozą jest tak naprawdę nienawiść Negishi'ego wobec swojego zajęcia. Wygląda to tak, jakby sam przed sobą nie potrafił przyznać, że zwyczajnie to lubi. Inaczej by tego nie robił, nie brakowałoby mu reakcji ludzi w momentach, gdy gra on pop szlagiery. Nie uciekałby w mroczne zakątki swojej duszy, gdy jest wściekły, albo gdy się boi. Bo to właśnie w Krauzerze często tkwi jego pewność siebie. Taka satysfakcja, że ludzie lubią jego muzykę, kupują jego płyty, przychodzą na jego koncerty – nawet pomimo tego, że nie gra on swojego ukochanego gatunku muzyki.&lt;br /&gt;To wszystko jest oczywiście bardzo mocno przerysowane – w światku muzyki raczej mało kto wstydzi się swojego prawdziwego oblicza. Wskazuje to jednak na nieco głębszy problem – pewna dwulicowość, jaka zagnieździła się w nas, współczesnych ludziach. Posiadanie masek (Krauzer występuje w makijażu i peruce, więc jest nie do zdemaskowania) do odpowiednich kręgów ludzi i sytuacji stało się chyba normą. Człowiek jest kimś innym w domu, kimś innym w pracy, kimś innym wobec jednej osoby, a jeszcze kimś innym wobec kogoś innego. Bo w tym anime nie tylko Negishi ma takie problemy – większość postaci ma swoje maski. Kapitalistyczna Świnia, gruby mężczyzna, który na koncertach DMC występuje w stroju sado-maso i jest okładany/gwałcony przez Krauzera, okazuje się być spokojnym sprzedawcą. Gangsta raper jest tak naprawdę poczciwym chłopakiem ze szkoły Negishi'ego. Punkowa wokalistka chciałaby grać prawdziwie anarchistycznego, antykomercyjnego punka (swoją drogą, ma Sex Pistols jako wzór – świetny przykład komercyjności w punku), a daje się kierować przez swojego menago i gra rzeczy pod publiczkę. I choć niektórzy się tym w ogóle nie przejmują (tłumacząc się np., że taka jest ich praca), to jednak jakiś problem istnieć musi. Inaczej Negishi nie kończyłby zawsze jako Krauzer – nawet pomimo usilnych decyzji, by zrezygnować z tego wszystkiego i poświęcić się pasji. Tu i teraz jest ważniejsze niż to, co później. Zresztą, jak już wspomniałem, przez to, że odrzuca on swoją sceniczną osobowość, Negishi nie dopuszcza do siebie myśli, że już odniósł sukces. Z jednej strony liczy się to, co będzie w przyszłości, z drugiej – zawsze, gdy ktoś go nie docenia, on ucieka w objęcia demona metalu, by eksplodować i pokazać niedowiarkom, że jest coś wart. Tylko właśnie – robi to jako Krauzer, nie on sam. Dlatego nigdy przez większe grono doceniony nie zostanie. I to jest jego tragedia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Pomimo tego, co opisałem, Detroit Metal City to anime naprawdę śmieszne – szczególnie dla osób, które w metalowym światku siedzą bądź siedziały.&lt;br /&gt;PS2. A ścieżka dźwiękowa z tego anime jest naprawdę fajna, choć jak to często ma miejsce w tego typu produkcjach - muzyka jest dość mocno złagodzona.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-2372135390793243337?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/2372135390793243337/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/mao-kto-pewnie-wie-poza-samymi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2372135390793243337'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/2372135390793243337'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/mao-kto-pewnie-wie-poza-samymi.html' title='Metalowe miasto? Detroit.'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-3132330963637871521</id><published>2009-01-10T01:35:00.005+01:00</published><updated>2009-01-10T11:11:51.250+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Bzikowersytet</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Operowanie na płaszczyźnie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mem"&gt;memów&lt;/a&gt;, odniesień i klisz jest nie tylko ciekawym, ale i dość szczególnym zjawiskiem. Dzieje się tak dlatego, że aby takowa sytuacja powstała, potrzebne są minimum dwie osoby, które ściśle łączy pewne wspólne tło kulturowe. Nie jest to rzecz jakoś szczególnie wyjątkowa – każdy był jej świadkiem, każdy też chyba w takiej interakcji uczestniczył. Wystarczy wziąć pod uwagę cytowanie takiej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Seksmisji&lt;/span&gt; i  wszystko robi się jasne. Niemniej, cała zabawa zaczyna się wtedy, gdy takowa konwersacja przybiera formę wręcz wymiany memów, zabawy z formą, "sztuki" dla "sztuki," eksploracji odniesień czy też fluktuacji kontekstów – wtedy robi się naprawdę zabawnie, a taka dyskusja potrafi przysporzyć wiele radości. A jest jej tym więcej, im mniej cała ta okoliczność jest zrozumiała dla otoczenia. To trochę taki flash-mob, tylko że spontaniczny i kameralny. Zaku (koleżanka z akademika) zawsze powtarza, że ja i Tymczas (mój aktualny współspacz) mamy swój własny świat i jak zaczynamy gadać, to ciężko się połapać. I taka jest prawda: raz, że mamy podobne zainteresowania, dwa – jesteśmy produktami podobnego zlepku popkultury (angielskie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cartoon Network&lt;/span&gt; über alles), trzy – takowe zachowanie musieliśmy nabyć gdzieś podczas przebywania w osobnych kręgach znajomych (u mnie zdecydowanie będą to czasy spotkań mangowych). Czym objawiają się te wpływy? Głównie cytowaniem z różnych źródeł – od starych kreskówek, przez jakieś fragmenty dowcipów, po urywki z porytych filmów. Oczywiście, zdarza nam się prowadzić konwersacje na temat zainteresowań (choćby RPG czy muzyka), tematy filozoficzne (te to są dopiero wyalienowane) itp., niemniej wszystko to blednie przy wspomnianej grze odniesień (nota bene – bardzo post modernistycznej i nierzadko w duchu Derridy).&lt;br /&gt;I było tak do niedawna, a mianowicie aż do pojawienia się w akademiku Marysi (która to jest biednym pierwszaczkiem). Nie, nie staliśmy się nagle normalni czy też nie wyluzowaliśmy - nasz pokój jest ponoć jednym z bardziej porytych miejsc w DS4. To Marysia zaczęła przejmować te wszystkie przyzwyczajenia od nas. Bo choć często nie dzieli z nami naszych kontekstów, my dzielimy się z nią kontekstami. Co chwila podrzucamy jej co bardziej interesujące rzeczy, proponujemy jakieś tytuły itd. Tym ostatnio polecił jej &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Kung Pow&lt;/span&gt; i teraz biedna dziewczyna rzuca hasłami typu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;You shall refer to me by the name Betty&lt;/span&gt;. Normalnie niszczymy jej tak psychikę. Z drugiej strony jednak miłe to jest - tak pogadać tak w trzy osoby na jakiś głupi, hermetyczny temat. Poza tym mamy tą świadomość, że jak już nas tu zabraknie, to nadal będzie tu osoba, która przedłuży atmosferę naszego pokoju. Może nawet nie będzie sprzątać u siebie w pokoju. Tymczas nawet wysuwa teorię, że zamieszka w 318. Pożyjemy, zobaczymy.&lt;br /&gt;A jaki z tego wszystkiego morał? Morału nie ma... Wpis podsumuję w ten sposób – fajnie być rozumianym przez innych, nawet na tak niekonwencjonalnej płaszczyźnie, jaką są memy. Jeszcze fajniej jest wtedy, gdy ktoś stara się zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Na szczęście daleko jej do mówienia o śmierci literatury przy praniu skarpetek. Ale na to ma jeszcze cztery długie lata studiowania na filologii.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-3132330963637871521?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/3132330963637871521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/bzikowersytet.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3132330963637871521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3132330963637871521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/bzikowersytet.html' title='Bzikowersytet'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6625518095724856358</id><published>2009-01-09T23:49:00.001+01:00</published><updated>2009-01-09T23:51:20.754+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Prawie jak Idol</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Można by powiedzieć, że to już najwyższy czas. Od dziewięciu dni mamy rok 2009, a ja jeszcze żadnego wpisu nie stworzyłem. Dziś jednak postaram się to nadrobić, choć notka do ambitnych należeć nie będzie. Czemu to tak? Ano dlatego, że jej tematem będzie nowy link na blogu oraz to, co się z nim wiąże. Tak właśnie, zgłosiłem swojego bloga do konkursu na blog roku 2008. Przyznam, że nie miałem w ogóle pojęcia o istnieniu takich plebiscytów – szczególnie w tak niezorganizowanym świecie, jakim jest środowisku blogerów. Z drugiej strony, jakoś nigdy bardzo mnie to nie interesowało – w końcu nie jestem jakimś zaawansowanym stażem blogerem. Poza tym, przez bardzo długi czas starałem się trzymać z dala od tego środowiska. I nagle biorę udział w jakimś konkursie z tym związanym.&lt;br /&gt;Pomysł oczywiście przyszedł z zewnątrz. Źródłem tym był blog &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jarka Szubrychta &lt;/span&gt;(link jest gdzieś w polecanych blogach), gdzie autor oznajmił wzięcie udziału w tym konkursie. A że jestem osobą próżną i łasą na pochlebstwa, to po głowie zaczęła chodzić mi myśl, żeby też się zgłosić. I choć najpierw miałem dylemat, czy to robić (poniekąd podoba mi się kameralność tego miejsca, choć chciałbym mieć jak najwięcej czytelników), to w końcu to zrobiłem. Kliknąłem odpowiednie zgłoszenie, wybrałem kategorię (nie bez problemów – w końcu tutejsza tematyka jest dość mocno rozrzucona) i oto jestem.&lt;br /&gt;Nie liczę, że wygram – jakoś nie wyobrażam sobie, żeby ktoś chciał na mnie głosować SMS-ami. Mimo wszystko uważam, że w tego typu plebiscytach trzeba być albo sławnym, albo mieć mocne podłoże do lobbingu (czyt. posiadać dużo znajomych). Zresztą, nawet nie wiem czy chciałbym wygrać... Tzn gdzieś w głębi duszy jest takie pragnienie, ale... wygrać zawsze jest nieco kłopotliwe. O wiele bardziej chciałbym, żeby osoby, które tu trafią poprzez stronę konkursu, polubiły to miejsce. Żeby zostały tu na dłużej, poczytały to, co mam do powiedzenia, może nawet podzieliły się tym, co o tym myślą.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6625518095724856358?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6625518095724856358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/prawie-jak-idol.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6625518095724856358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6625518095724856358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2009/01/prawie-jak-idol.html' title='Prawie jak Idol'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1091462964217453027</id><published>2008-12-30T01:22:00.003+01:00</published><updated>2008-12-30T01:27:00.660+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><title type='text'>Święta jak w telewizorze</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Święta, święta, już (praktycznie) po świętach, a o moim lenistwie powinny już chyba krążyć legendy – przynajmniej w mojej grupie. Szczytne plany zrobienia czegokolwiek na studia (czyli chociaż przeczytanie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kukły i karła&lt;/span&gt;, z którego to mam esej napisać) spełzły na niczym, ja zaś nawet nie zauważyłem, kiedy cały ten czas mi minął. Cóż, najwyżej postaram się nadrobić w akademiku – tym bardziej, że jadę tam już w środę. Tak właśnie, Nowy Rock świętuję wraz z moją akademikową rodziną – w końcu to ostatnia okazja, a rok temu spędzałem go gdzie indziej. Lecz nie o tym chciałem dziś pisać. Tematem na teraz jest właśnie ten czas świąteczny, kiedy to człowiek hoduje w sobie lenia i jakoś nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia (w moim przypadku prawdopodobnie po raz ostatni w życiu – urok kończenia studiów).&lt;br /&gt;Zacznę jednak od stwierdzenia, że indoktrynacja to jedna z najstraszliwszych rzeczy na świecie. Zadajcie sobie pytanie: jak powinno się spędzać święta? Wiadomo, z rodziną, w cieple domowego ogniska, suto zastawiony stół, góra prezentów, radość itd. - ogólnie sielski nastrój. Niektórzy jeszcze dodadzą do tego modlitwę i refleksję nad cudem narodzin Jezusa, jednak pominiemy religijny aspekt świąt. Tak czy inaczej – rodzinne święta, to jest to, czym zewsząd jesteśmy od dawna bombardowani. I nie mówię, że to jest źle, czy co – wręcz przeciwnie, często takie rodzinne święta są jedną z niewielu okazji, by pobyć razem. Niemniej, z jakiegoś dziwnego powodu wiele osób na święta się nie cieszy (ja do tych osób należę). Czemu tak się dzieje? Chyba właśnie przez to całą atmosferę, która nie dość, że przysłania nam wszystko inne, to tak naprawdę do świąt nie wytrzymuje.&lt;br /&gt;Tylko czemu się dziwić, jak ostatnio ozdoby w sklepach zaczęły się pojawiać jeszcze w październiku? Z chęci pozyskania konsumenta karmieni jesteśmy świąteczną papką przez dwa miesiące, a gdy przychodzi co do czego, to już jesteśmy przejedzeni. I tak to niestety wygląda.&lt;br /&gt;Tymi stwierdzeniami oczywiście nie odkryłem żadnej Ameryki – na pewno wiele z Was doszło do podobnych wniosków. Tylko nie wiem jak u Was, ale u mnie całe to świąteczne zamieszanie wywołało wręcz alergię na słowa Boże Narodzenie. Tak właśnie, w tym czasie najchętniej bym się zakopał gdzieś pod ziemię i nie wychodził aż do Nowego Roku. Bo tak po prawdzie często mam już tego wszystkiego dość, wolałbym, żeby świąteczny czas nie różnił się niczym od innych dni.&lt;br /&gt;Jednak szczególnie dobijają mnie dwie rzeczy. Pierwsza to jest schematyczność, wtórność. Co roku robi się dokładnie to samo - te same potrawy, te same życzenia (które się nie spełniają), ta sama kolej rzeczy. Gdzie miejsce na świeżość w tak podwójnie skostniałej okoliczności, jaką jest gwiazdka. Czemu podwójnie? Bo po pierwsze utrwaliła ją tradycja. Wiadomo, z tradycją można walczyć. Gorsze jest to, że poniekąd utrwaliła to też telewizja. I znów na pierwszy plan wchodzi nasycenie tym wszystkim, tak kultywowane przez szklanego demona, że człowiek już nie ma na to wszystko ochoty. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze zazdrość – i to jest ten drugi aspekt. Na pewno wiele osób, w tym ja, zazdrości światu na ekranie. To tak trochę, jak z telenowelami – kobiety oglądają w TV życie, o którym marzą, ale które nigdy nie będzie ich. Nieco podobnie jest z TV (choć nie tylko, np. w mangach atmosfera i magia świąt też jest aż zanadto eksponowana). Po prostu – człowiek chciałby, żeby jego święta też były takie, nie potrafi się cieszyć tym, co ma. Dodajmy do tego wspomnianą świąteczną magię, która tak naprawdę nigdy nie ma miejsca. Ten tak wykorzystywany w różnych filmach czas, gdy ludzie samotni znajdują swoje drugie połówki; kiedy rozbite związki znów się jednoczą; kiedy zakochani spędzają ze sobą dużo czasu i cieszą się tym wszystkim razem... To niestety istnieje tylko w filmach...&lt;br /&gt;Niestety, nakarmieni tym wszystkim, zaczynamy w to wierzyć, uznajemy święta za punkt zwrotny (takie znaczenie jest jeszcze mocniej eksponowane w przypadku nocy sylwestrowej). A to skutkuje często depresją czy innymi zachowaniami aspołecznymi. Mnie się np. zdarza zwyczajnie unikać ludzi, w pewnym momencie stwierdzam, że wolę siedzieć sam, bo wśród ludzi człowiek zaczyna o tym wszystkim myśleć – że oni doznali tej magii, a ja nie. Okropne uczucie, przez które trudno się cieszyć tym tak naprawdę fajnym czasem.&lt;br /&gt;A jakie jest na to wszystko panaceum? Chyba zwyczajnie się tym nie przejmować i ignorować to wszystko. Bo im mniej o tym myślimy, tym mniejszym jest to problemem. Zawsze będziemy poniekąd smutni, ale to nie powinno przeszkadzać w czerpaniu radości ze świąt. Nawet jeśli nie zdołamy się spotkać z tymi wszystkimi, z którymi chcieliśmy. Nawet jeśli nie zrobiliśmy tego, co planowaliśmy. W końcu jesteśmy wśród bliskich – i to powinno wystarczyć. A że nie ma się osoby tak bliskiej, jakby się chciało? Cóż, może za rok będzie inaczej...&lt;br /&gt;Na koniec dodam, tak już nieco poza tematem, że Sylwester jest chyba najbardziej przereklamowanym wieczorem w całej zachodniej kulturze. Jakieś postanowienia, życzenia, specjalne przygotowania, przesądy czy inne zabobony, no i przygotowywanie się do niej z takim namaszczeniem. A to wszystko bzdura, bo tak naprawdę chodzi o to, żeby się dobrze bawić.&lt;br /&gt;Tańcz, aż się porzygasz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korzystając jeszcze z okazji, chciałbym życzyć wszystkim czytelnikom mojego bloga do siego roku. Nie przejmujcie się postanowieniami, tej nocy po prostu dobrze się bawcie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1091462964217453027?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1091462964217453027/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/wita-jak-w-telewizorze.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1091462964217453027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1091462964217453027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/wita-jak-w-telewizorze.html' title='Święta jak w telewizorze'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-930432313705625051</id><published>2008-12-22T03:37:00.006+01:00</published><updated>2009-03-10T16:13:49.456+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tłumaczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tiamat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Kieszonkowe słońce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muzycznej eksploracji ciąg dalszy. Postanowiłem skupić się dziś na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tiamacie&lt;/span&gt;, choć nie będzie to do końca zgodne z moimi pierwotnymi założeniami. Mianowicie na początku chciałem opisać trzy moje ulubione płyty tego zespołu. Potem, w ramach inspiracji i wciągnięcia się w jedną z nich, chciałem pisać tylko o niej (na pozostałe zaś przeznaczyć inne wpisy). Od jakiegoś czasu zaś chcę skupić się tylko i wyłącznie na jednym utworze. Czemu to tak? A czemu by nie? Szczególnie że działa on na mnie wręcz magicznie – wprowadza w nastrój lekkiej melancholii, ale i daje marzenia. Wprowadza taką nutkę romantyczności i intymności, mimo że jestem sam. Cóż to za dzieło? &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;A Pocket Size Sun&lt;/span&gt; moi mili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-style: italic;"&gt;Zbliżyłem się - tak bardzo&lt;br /&gt;Że prawie opuściłem swoją muszlę&lt;br /&gt;Wtedy zjawiło się widziadło barwy różu&lt;br /&gt;Dziewczyna chcąca coś sprzedać&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Utwór ten kończy album &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Wildhoney&lt;/span&gt;, które przez wielu uważane jest za najdoskonalsze dzieło &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Edlunda&lt;/span&gt; i spółki. Trudno się nie zgodzić z takimi opiniami, gdyż jest to płyta kompletna – nic nie jest w niej za dużo, nic za mało. Pochłania się ją za jednym zamachem i chce się więcej. A&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Pocket Size Sun&lt;/span&gt; jest utworem wieńczącym to dzieło. Zarazem, przedstawia sobą coś zupełnie innego, niż poprzednie pięć kawałków (i cztery przerywniki). To coś to pewna nieuchwytność, nieokreśloność kojarząca mi się bardzo ze snem, ewentualnie z momentem przebudzenia (swego czasu często zdarzało mi się budzić, gdy leciał ten utwór). Jest to niejako zapowiedź tego, co miało nadejść w twórczości Tiamat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dziewczyna zaoferowała mi kieszonkowe słońce &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ujrzałem jego niewinny uśmiech&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Jeśli chcesz się zabawić” - powiedziała -&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Ono weźmie cię na chwilę do nieba”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A Pocket...&lt;/span&gt; na pewno różni się też tym, że nie ma tu w ogóle przesterowanej gitary elektrycznej – jest tylko perkusja, klawisze i spokojnie wygrywający melodię bas. No i głos Edlunda - cichy, wyważony. Jak widać, instrumentarium nie jest jakieś bogate, ale absolutnie wystarcza do stworzenia atmosfery – bo właśnie atmosfera jest tu najważniejsza. Owa senność, a co za tym idzie swego rodzaju sielskość, ład, ciepło słońca.  Ten utwór ma działać na wyobraźnie poprzez pewne wyciszenie. Bo słowa, opowiadana historia, jest tak naprawdę tłem do tego, co dzieje się w warstwie muzycznej. To one ilustrują to, co dzieje się w warstwie dźwiękowej, nie na odwrót. Z drugiej strony, są one od siebie wyraźnie oddzielone. Najpierw pojawia się zwrotka, potem ilustracja muzyczna, zwrotka, ilustracja itd. Jednak części te nie rywalizują ze sobą. Wręcz przeciwnie, współgrają, dając słuchaczowi to, co najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-style: italic;"&gt;Na cal przed nieboskłonem&lt;br /&gt;Dotknęły mnie jej delikatne palce&lt;br /&gt;Nasze uczucia dzieliliśmy ze słońcem&lt;br /&gt;I w końcu skosztowałem jej rubinowych ust&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, gdy słucham tego utworum naprawdę czuję się, jakbym wędrował wprost do nieba. Nie wiem czemu tak się dzieje – może przez pewne miłe wspomnienia związane z tą płytą, może z innego powodu. Nie mniej, zawsze wyobrażam sobie, że jest letni dzień, ja leże na trawce, a przed moimi oczyma rozpościera się niebo. Tylko chmury jakoś tak powoli, wręcz leniwie płyną przed siebie, ja zaś duchem płynę z nimi. To taka trochę wyobraźnia w wyobraźni – obrazuję siebie samego w chwili wyobrażania. I powiem Wam, że jest to cudowne uczucie. A najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że ona jest tam zawsze ze mną. Nie jest to jakaś konkretna osoba, raczej świadomość, że ktoś tam leży obok mnie i razem ze mną wędruje do nieba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zaczęła śpiewać kołysankę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pochodzącą ze antycznej Senoi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„W świecie snów nie umiera nikt&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Śpij słodko mój chłopcze”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wspaniałe jest to marzenie, szczególnie gdy nic dookoła się nie dzieje i można się w tym wszystkim zagłębić po uszy – w myślach, w dźwiękach, w sobie. Tylko zamknąć oczy i odpłynąć. Przyznam, że kiedyś chciałbym zaśpiewać tę piosenkę ukochanej osobie. Kończąca się płyta, my leżący obok siebie i słowa przeplatane dźwiękami, gestami i myślami pełnymi uczuć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-style: italic;"&gt;Słońce, niczym ostrze, przecięło me oczy&lt;br /&gt;W piasku wykreśliło światy&lt;br /&gt;Wspomnienia zaczęły blednąć&lt;br /&gt;I nagle wypadły mi z rąk&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Utwór się kończy, a my tam jesteśmy nadal, jeszcze przez chwilę. Delektujemy się ciszą i czekamy na jeszcze. Nawet dźwięki natury, które rozpoczynają kolejny cykl płyty, nie zmieniają tego. Dopiero pierwszy utwór na płycie to robi. Coś jednak pozostaje z tego całego przeżycia. To coś nazywa się tęsknota.&lt;br /&gt;Obiecuję, że następna notka będzie bardziej rzeczowa... A może i nie, bo nadal planuję drążyć ten wspaniały Szwedzki zespół. Bo czy jest coś piękniejszego, niż dźwięki trafiające bezpośrednio w duszę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: italic; text-align: center;"&gt;W piasku znalazłem dwie cudowne muszle&lt;br /&gt;Niczym dwie krople wody&lt;br /&gt;I pomyślałem, że słyszę kwiecisty dźwięk dzwonków&lt;br /&gt;Zza huku siedmiu mórz ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;Wpis bazuje na utworze "A Pocket Size Sun" zespołu Tiamat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-930432313705625051?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/930432313705625051/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/kieszonkowe-soce.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/930432313705625051'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/930432313705625051'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/kieszonkowe-soce.html' title='Kieszonkowe słońce'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5173232648867182951</id><published>2008-12-12T01:14:00.003+01:00</published><updated>2009-02-12T23:00:15.055+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulver'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Wilki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...niezupełnie te polskie, z Robertem Gawlińskim na wokalu, ale nadal z wokalistą na G. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Garm&lt;/span&gt; i spółka, czyli norweski &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ulver&lt;/span&gt;, którzy już od 15 lat dostarczają swym fanom wrażeń, tworząc muzykę intrygującą, poruszającą i nieprzewidywalną. Właśnie, nieprzewidywalną, gdyż po tym zespole można się spodziewać wszystkiego – od dzikiego black metalu po minimalistyczny dark-ambient. I nikt tak naprawdę nie wie, gdzie następnym razem zabiorą nas ci zdolni Norwegowie.&lt;br /&gt;Zespół zaczął swoją karierę jako przedstawiciel naczelnego nurtu Norwegii, czyli black metalu. Jednak, jak przystało na tak nietuzinkową grupę, zamiast śpiewać o szatanie, paleniu kościołów i śmierci, wzięli na warsztat tradycyjne, skandynawskie legendy. Tak powstało &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Bergtatt – Et Eventyr i 5 Capitler&lt;/span&gt;, które można by określić mianem albumu koncepcyjnego, przedstawiającego historię zagubionej w górach dziewczyny, która spotyka trolle i inne stworzenia rodem ze skandynawskich podań. Zresztą, już sam tytuł nakreśla historię, gdyż bergtatt znaczy wciągnięty w górę. Muzycznie zespół starał się połączyć szybkość i brutalność czarnej sztuki z lekkością i klimatem folku, co moim zdaniem zespołowi absolutnie się udało. Dodajmy do tego kilka ciekawych, budujących klimat przerywników oraz śpiew w staro duńskim (dla dodania pogańskiego klimatu) i wychodzi nam świetny album, który warto posłuchać – nawet jeśli nie przepada się bleczurem. Mija trochę czasu, a Ulver wydaje dwa kolejne albumy – absolutnie folkowy &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Kveldssanger&lt;/span&gt; oraz, rok później, &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Nattens Madrigal&lt;/span&gt; – płytę na wskroś black metalową, gdzie surowość i nieprzystępność posunięto wręcz do granic możliwości. Dziwne, że zespół wydaje dwa absolutnie różne materiały? Niezupełnie, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co miało dziać się później. Dwupłytowa adaptacja muzyczna poematu Williama Blake'a &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;aślubiny nieba i piekła&lt;/span&gt; okazała się punktem zwrotnym w ich karierze. Muzyka szatana została pozostawiona samej sobie, zaś Garm i reszta zaczęli tworzyć coś synkretycznego, łączącego w sobie różne style muzyczne, nie tylko metalowe. I w sumie w tym momencie wszystko się zaczyna na nowo – wędrówka po stylach, z jednej strony industrialne, elektroniczne &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Perdition City&lt;/span&gt;, z drugiej minimalistyczne &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Shadows of the Sun.&lt;/span&gt; A pomiędzy nimi masa przeróżnej muzyki, także pod postacią ścieżek dźwiękowych.&lt;br /&gt;Ktoś mógłby się zastanawiać: skąd ta różnorodność? Czemu takie balansowanie pomiędzy gatunkami? Garm, w jednym z wywiadów, powiedział, że dla niego zmieniają się tylko narzędzia, wszystko inne to jeden ciągły proces, który łączy wszystkie nagrania. Przejawia się to między innymi w tematyce – mrok, smutek, cierpienie to rzeczy, o których śpiewa Ulver. I ja się z tym zgodzę – na większości płyt (wykluczam tu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Marriage of Heaven and Hell)&lt;/span&gt; wyczuć można alienację. To wszystko, co się dzieje dotyczy pojedynczej jednostki. Inne osoby nie tyle nie biorą w tym udziału, ile po prostu ich tam nie ma. Tak samo jest ze smutkiem – można go wyczuć nawet na tych najdzikszych albumach, gdzie ciężko się przedrzeć przez warstwę trzeszczenia. A jednak, jak już się to zrobi, to wtedy odkrywa się wiele wspaniałych odczuć.&lt;br /&gt;Nie będę ukrywać, że Ulver to jeden z tych moich specjalnych zespołów, które ubóstwiam ponad wszystko inne. Mogę ich słuchać nieprzerwanie, niezależnie od sytuacji i miejsca. Czym jest to spowodowane? Na pewno wspomnianą różnorodnością – po prostu nie mogą się znudzić. Z drugiej strony – są sytuacje, gdy słuchanie ich jest najbardziej adekwatne, najwięcej się z tego wynosi. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Perdition City&lt;/span&gt;, na ten przykład, najlepiej jest słuchać przez słuchawki w drodze przez miasto, najlepiej wieczorową bądź nocną porą. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kveldssanger&lt;/span&gt; świetnie słucha się zimą, &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Silencing the Singing&lt;/span&gt; najlepiej smakuje, gdy włączyć je cicho i się położyć. Podobnie jest z S&lt;span style="font-style: italic;"&gt;hadows of the Sun.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nattens Madrigal&lt;/span&gt; powinno być słuchane z mocno odkręconą głośnością, itd. Czemu to wszystko? Bo dzięki takim zabiegom muzyka, która gra z głośników/słuchawek nabiera mocy, jeszcze bardziej oddziałuje na człowieka, a przynajmniej na mnie. Wtedy to mogę zamknąć oczy i dać się ponieść wyobraźni albo po prostu leżeć i pozwolić reszcie płynąć przed siebie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5173232648867182951?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5173232648867182951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/wilki.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5173232648867182951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5173232648867182951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/wilki.html' title='Wilki'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7122050604827520995</id><published>2008-12-10T11:25:00.005+01:00</published><updated>2008-12-22T03:41:14.873+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tiamat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Tiamat</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mało jest zespołów, które słucham nałogowo więcej niż raz. Wiadomo, człowiek czasami podjara się jakąś muzą i słucha jej na okrągło przez, powiedzmy, miesiąc. A potem nico, rzadko do niej już wraca. Tak miałem np. z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Head Control System&lt;/span&gt; – świetny projekt &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Garma&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Daniela Cardoso&lt;/span&gt;, ale na dłuższą metę nużący. Teraz wracam do niego naprawdę sporadycznie – pomimo tego, że muzyka nadal mi się podoba. Są jednak zespoły, które rezonują na podobnych falach co ja. Bo choć wprawdzie nie słucham ich jakoś straszliwie często. Po prawdzie często nie ruszam ich przez takie pół roku, może od czasu do czasu włączę sobie płytkę, ale jak się już zestroję, to wyłączam ją po kilku miesiącach a przez moje last.fm-owe chartsy przetacza się kolejna rewolucja. Powód tego wszystkiego jest prosty – nastrój danej muzyki współgra z moim nastrojem w danej czasoprzestrzeni. Wtedy to fale dźwiękowe trafiają do mnie z pomnożoną siłą - tępią zmysły i wyostrzając to, co dzieje się wewnątrz. Co za tym idzie, dana dawka dźwięku działa jak narkotyk, który trzeba ciągle zażywać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Phantasma De Luxe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jednym z tych zespołów, które tak na mnie działają, jest szwedzki &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tiamat&lt;/span&gt;. Grupa, założona w 1988, wielokrotnie zmieniała swoje oblicza. Zaczynając od &lt;span style="font-style: italic;"&gt;death&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; metalu&lt;/span&gt;, band powoli inkorporował elementy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;doom&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;gothic&lt;/span&gt;, by nagle przeistoczyć się w gotycko-rockowy projekt &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Edlunda&lt;/span&gt; (znanego gdzieniegdzie jako Lucifer Hellslaughter), wokalisty i gitarzysty zespołu.&lt;br /&gt;Tiamatu słucham relatywnie od niedawna, bo dopiero nieco ponad dwa lata. Jakoś wcześniej ich muzyka mi nie pasowała i potrzebowałem odpowiedniego momentu w życiu, by się zakochać. Oczywiście nic nie przychodzi tak łatwo, bo na początku (i przez dłuższy czas) podobała mi się tylko i wyłącznie &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Wildhoney&lt;/span&gt; – płyta majstersztyk, absolut sztuki muzycznej. Wszystko inne jakoś do mnie nie przemawiało – albo było za delikatne, albo struktura wewnętrzna tych tworów jakoś mi się kłóciła. W sumie się temu nie dziwię, bo słuchałem wtedy nieco innej muzyki niż teraz. Dopiero długo, długo później pozostałe płyty we mnie trafiły. Oczywiście nie wszystkie, do późniejszych dokonań nadal jakoś nie mogę się przekonać, choć przyznać muszę, że się w ich kwestii łamię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Smell of incense takes me high&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A co jest tak specjalnego w ich muzyce? To, co w każdym niesamowitym układzie dźwięków – niebywała wręcz dawka emocji. Płyty tego zespołu (przynajmniej te wcześniejsze) z niebywałą wręcz precyzją realizują to, o co tak naprawdę chodzi w muzyce – o ekspresję. Słuchając ich płyt, zawsze przenoszę się gdzieś indziej – w dalekie krainy wyobraźni. Wtedy to w mej głowie uwalniają się przeróżnej maści obrazy, z których to składają się osobne światy, rzeczywistości. Oczywiście najczęściej są to obrazki smutne, nostalgiczne czy sentymentalne, ale taka właśnie jest muzyka Tiamatu. Nie ważne, czy Edlund śpiewa ciężkim growlem, czy też czystym śpiewem – zawsze w tym wszystkim tkwi nutka melancholii. Instrumenty tylko potęgują to wrażenie, tworząc mieszankę, która wznosi na wyżyny odczuć. Przypomina mi to trochę teorię literacką Poego, który to szukając najbardziej doniosłego, ale i zarazem najmocniej wpływowego na ludzi, odkrył je właśnie w smutku po jakiejś stracie, w melancholii. To właśnie je możemy znaleźć w dziełach Edlunda i spółki. I w sumie przez nie słucham ich wręcz nieprzerwanie od kilku miesięcy. Ale to jest już magia tego zespołu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7122050604827520995?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7122050604827520995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/tiamat.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7122050604827520995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7122050604827520995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/tiamat.html' title='Tiamat'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8815942397412955790</id><published>2008-12-08T23:35:00.002+01:00</published><updated>2008-12-10T11:48:50.409+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Listy z nieba</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem, co jest tak wspaniałego w listach, że tak dobrze mi się kojarzą. Całkiem możliwe, że chodzi tu o ludzi, z którymi pisywałem listy, że to przez nich tak bardzo je lubię. Możliwe też, że olbrzymią rolę odgrywa ich prywatność. Nie jest to wstukiwany do komputera tekst, który można wysłać jednym kliknięciem, a coś, co można by nazwać zwierciadłem duszy, przelewaniem siebie na papier. No a poza tym ten magiczny czas oczekiwania na odpowiedź, to zniecierpliwienie...&lt;br /&gt;Niewiele osób o tym wie, ale dobrych kilka lat temu z powodzeniem prowadziłem regularną korespondencję z kilkoma wspaniałymi osobami. Oczywiście, listy te były bardzo często pełne naiwności i idealizmu, ale to chyba dzięki nim były one takie szczere. Niestety, kontakt z tymi osobami mam dość rzadki... Wiadomo, każdy idzie w swoją stronę, ma swoje życie i nie ma już na tyle czasu czy chęci, by dalej pisać. Taka jest kolej rzeczy. Kiedyś nie chciałem się z tym pogodzić, choć do tego się to tak naprawdę sprowadziło. Złudzenia to najgorsze (choć także i najpiękniejsze), co człowiek może mieć. Zresztą, nadal mamy swoje nr telefonów, adresy z komunikatorów, maile... Tyle że to nie jest to. Taka komunikacja, choć łatwa, zawsze wydawała mi się bezduszna. O wiele łatwiej jest się człowiekowi otworzyć właśnie w liście. Możliwe, że to przez ten czas, jaki się czeka. Przez to, że odpowiedź nie jest natychmiastowa, a przychodzi za tydzień, dwa tygodnie, miesiąc... Osoba pisząca ma czas się zastanowić, osoba odpowiadająca tym bardziej. Bardzo brakowało mi tego wszystkiego.&lt;br /&gt;Czemu o tym piszę? A bo jakoś tak listy ostatnio za mnie chodzą, czy też, innymi słowy, jakoś tak się zdarzyło, że naszła mnie chęć pisania. I to do więcej niż jednej osoby. Jeden z tych listów miał być do kogoś bardzo wyjątkowego, miał mówić o wielu rzeczach i o rzeczy jednej. Powstawało go chyba z 10 wersji, choć nie wszystkie istnieją na papierze. Ostateczna forma jeszcze nie zaistniała, ale wierzę, że go ukończę i zaadresuję. Drugi list zaś zamierzałem napisać do wspaniałej przyjaciółki, z którą kiedyś pisałem. Zawsze lubiłem dzielić się z nią problemami, bo wiedziałem, że mnie rozumie, że mnie pocieszy. Jakoś tak się nosiłem, choć nie byłem pewny, czy odpisze. W końcu wysłałem jej kiedyś kilka listów, na które nie odpisała. I tak bym walczył ze sobą do dziś, gdyby nie jej sms. Treści oczywiście nie ujawnię, ale poza pytaniami "co u mnie" napomknęła, że fajnie znowu byłoby ze sobą pisać. I że tym razem, jeśli ja napiszę, to ona odpisze. I niech ktoś mi powie, że telepatia nie istnieje. Oczywiście list napisany jeszcze nie jest (tym bardziej, że widziałem się z nią w zeszły weekend), ale powstanie na pewno. Muszę tylko zapomnieć o wszystkim innym, położyć się na łóżku, wziąć łyk herbaty i zacząć pisać.&lt;br /&gt;Bo miło jest dostawać listy. Jeszcze milej jest je pisać ze świadomością, że ktoś na nie czeka.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8815942397412955790?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8815942397412955790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/listy-z-nieba.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8815942397412955790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8815942397412955790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/listy-z-nieba.html' title='Listy z nieba'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4373209994545026245</id><published>2008-12-08T16:35:00.004+01:00</published><updated>2008-12-08T16:41:04.357+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><title type='text'>Świeczki w ASCII</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polacy mają wręcz niebywałą tendencję do wspominania wydarzeń smutnych. Chyba żaden inny naród nie świętuje z taką fetą klęsk, niepowodzeń czy też śmierci. Czemu się dziwić? Taka romantyczna indoktrynacja ma już miejsce w szkole podstawowej, gdzie dzieci uczą się gloryfikować nieudane zrywy i niepotrzebne poświęcenia. Jednak nie o tym zamierzam pisać, choć temat będzie nieco związany.&lt;br /&gt;Żałoba. Chyba każdy z nas był kiedyś w żałobie. Odejście kogoś bliskiego często wiąże się z bólem, z którym to ciężko sobie poradzić. Człowieka opanowuje swego rodzaju niemoc, niechęć czy rezygnacja. Tak przynajmniej bywa w przypadku żałoby osobistej. Bo jak zapewne wszyscy wiedzą, ów stan ma też swoją drugą, gorszą stronę. Jest to żałoba oficjalna, narzucona odgórnie. Wtedy to oficjele państwa, regionu czy miasta narzucają nam smutek. Sprawiają, że powinniśmy czuć się zobowiązani do bycia w ponurym nastroju. Powinniśmy wstrzymać się od wychodzenia na imprezy, śmiania się, stąpania lekko – w końcu jest żałoba. Często nie lubimy tego czasu, uważamy to za niepotrzebne obnoszenie się władz. Bo w końcu żałoba to sprawa prywatna.&lt;br /&gt;Tylko co wtedy, gdy połączymy tą sytuacje? Sytuację, gdy umrze ktoś, kogo znaliśmy. Co myśleć o osobach, które starają się sugerować, jak powinna wyglądać nasza żałoba? Tak zdarzyło się ostatnio, gdy zmarł Olass. Nagle pojawiły się osoby, które zaczęły wręcz prześcigać się w pomysłach na uczczenie pamięci młodego muzyka. Oczywiście sytuacja ta pojawiła się w rzeczywistości wirtualnej, gdyż w niej o takie rzeczy najłatwiej. Tak czy inaczej, nagle jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się coraz to kolejne propozycje: usunąć awatary, ustawić każdemu Olka na awatar, wyłączyć forum, ustawić wszystko w monochromatycznych barwach, słuchać Blues Beatdown przez cały dzień, a potem jeszcze w dniu pogrzebu. A ja się pytam: po co to? By zaspokoić własne ego? By ludzie mnie naśladowali? By czuć się lepszym? Czy to wszystko warte jest wywlekanie tego wszystkiego, co powinno być w środku, na zewnątrz tylko po to, by uformować żałosną, ohydną karykaturę pamięci o zmarłym?&lt;br /&gt;Jak myślicie? Czemu osoby, które są bardzo blisko zespołu, nie wypowiadały się, nie prześcigały się w propozycjach? Dlaczego nie wymyślały coraz to nowych prób na "uczczenie" pamięci zmarłego? No czemu? Jak to napisał moderator forum: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zamykam ten wątek, bo mi się robi niedobrze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że mam mały żal do obsługi strony i forum. Żal o to, że poddali się ogólnemu nastrojowi i zmienili barwy tych podmiotów na odcienie szarości. Ja wiem, że jest ciężko, że trzeba pamiętać, ale po co? Po co tak się obnosić? Nie lepiej dodać czarną wstążeczkę w rogu niźli przytłaczać ludzi szarą rzeczywistością? Bo i mniej pretensjonalne to jest, a i bardziej estetyczne.&lt;br /&gt;Na koniec dodam jeszcze wypowiedź jednego użytkownika z forum, który to doskonale skomentował całą sytuację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Dziadku, jak kiedyś wyglądała żałoba? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Usuwaliśmy na forach internetowych avatary albo tworzyliśmy nowe  - czarno-białe, blokowaliśmy dostęp do forum, wszystko zamienialiśmy na czerń i biel, dodawaliśmy świeczki ascii "[*]"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4373209994545026245?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4373209994545026245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/wieczki-w-ascii.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4373209994545026245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4373209994545026245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/wieczki-w-ascii.html' title='Świeczki w ASCII'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7867890178765309302</id><published>2008-12-08T03:17:00.003+01:00</published><updated>2008-12-08T23:37:53.059+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Two nights in Kraków</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czas trochę odkurzyć bloga. Pełnoprawnych notek jakoś mało, za to dużo rzeczy przetoczyło się przez moją głowę – dźwięków, przemyśleń, alkoholu. O tym wszystkim jednak przy innej, bliższej bądź dalszej, okazji. Na razie zaś opiszę to, co obiecałem jakiś czas temu – weekend w Krakowie.&lt;br /&gt;Przyznać muszę, że w Krakowie bywam nieczęsto – przynajmniej, tak by w nim posiedzieć. Jeśli już jadę do dawnej stolycy, to robię to w celu uczestniczenia w jakimś konwencie bądź koncercie. Tym razem było inaczej. I choć w tenże weekend miał miejsce gig kwasożłopów, to jednak nie jechałem z planami uczestniczenia w nim. Tak po prawdzie, to jechałem napić się z niezastąpioną Kitty. Od dawna mówiła mi, że muszę ją odwiedzić. Cóż, mój nastrój do najwyższych ostatnio nie należy i niezbyt mam ochotę na podróżowanie, ale Kitty tym bardziej nalegała na wpadnięcie do niej i napicie się wspólnie. Wprawdzie na to nie nalegała, ale dwa dni przed zdecydowałem się do niej pojechać. W końcu dawno się nie widzieliśmy, poza tym zawsze to jakaś odskocznia. Bo ile można siedzieć samemu w tym samym miejscu?&lt;br /&gt;Tak czy inaczej kupiłem po drodze żołądek z miodem i ruszyłem do grodu Kraka. Oczywiście po drodze plan się nieco zmienił. Okazało się, że zamiast mojego planowanego picia we dwoje i pogaduch (ostatnio jakoś bardzo mocno tego potrzebuję) wybieramy się na rockotekę. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nic nie poprawia humoru tak dobrze, jak dawka thrashu&lt;/span&gt;. To są zresztą moje słowa, które zostały mi przypomniane. Zresztą, w gościach wybrzydzał nie będę, więc zgodziłem się na taki plan. Po perypetiach z mamą Jagody i drinku (wtedy tylko jednym) poszliśmy do Jazzrocka – knajpy, w której zdarzyło mi się raz zawitać. Było to dokładnie rok temu podczas koncertowego weekendu. Było fajnie, ale tym razem było dużo lepiej. Możliwe, że to przez brak wycieńczenia związanego z dwoma dniami koncertowania. Możliwe, że tym razem byłem z kobietami (dwoma, bo była z nami koleżanka Kitty), nie zaś z Izajaszem, który kompanem do picia jest świetnym, ale do tańców – przynajmniej dla mnie - się nie nadaje. Ja zresztą też, bo rzadko mam na nie nastrój, choć tamtego dnia takowy chyba miałem. Przebalowałem na parkiecie prawie całą imprezę. Skąd miałem tyle energii w sobie – nie wiem. Zresztą, najwyraźniej zaskoczyłem tym nie tylko siebie, ale i Jagodę, która w pewnym momencie musiała usiąść. I powiem, że nie było jakichś młynów, rozpierduch czy innych rzeźni, muzyka też zbyt często o metal nie zahaczała. Był to głównie rock (zarówno hard, jak i roll) i wszystko, co się z tym wiązało. Do tego nieco Depeche'ów, Prodigy i różnych innych wynalazków. Było naprawdę świetnie, bo wróciliśmy gdzieś około 4 rano.&lt;br /&gt;Dzień następny rozpoczął się dość wcześnie, bo gdzieś pomiędzy 10 a 11 rano. Według planu tego dnia miałem wracać do akademika. W końcu, ominąwszy koncert, nie miałem zbytnio celu w siedzieniu in Cracow. I choć Kitty już od dnia poprzedniego namawiała mnie, żebym zmienił zdanie, to jednak pozostawałem nieugięty. W zamian umówiłem się z kumpelą, z którą nie widziałem się ponad 1,5 roku. Było to bardzo spontaniczne spotkanie. Wprawdzie trwało zaledwie godzinę, to jednak spędziliśmy ją naprawdę miło – szczególnie że ostatnio jakoś rzadko się kontaktowaliśmy. A znamy się chyba od 8 lat. Dopiero niedawno jakoś kontakt odżył i wróciła idea pisania listów (ale o tym w jednej z kolejnych notek), a że nadarzyła się okazja, to ją wykorzystałem. I choć czasami czułem się dziwnie, to nie żałuję tego.&lt;br /&gt;Godzinę po spotkaniu pojawił się Izajasz. Odebrałem go z przystanku i poszliśmy do Kitty. Po drodze zakupiony został żołądek, zabraliśmy też ze sobą jakichś Acidmaniax i ruszyliśmy na obiecany obiad (który, zgodnie z danym słowem składał się z czegoś więcej niż makaronu, marchewki i dwóch kostek rosołowych). Co trzeba napomknąć, naprawdę dobry obiad. Gdy już popiliśmy i pojedliśmy, ruszyliśmy w stronę klubu imieniem jeziora Ness. Miałem tylko odprowadzić ludzi (nawet zabrałem ze sobą plecak), a jednak zostałem.&lt;br /&gt;Koncert Acidów jak koncert. Udany tak, jak cała trasa Verses of Steel. Mile zaskoczyło mnie Paradise City, którego wcześniej nie słyszałem. Jeszcze milej mi się zrobiło, jak udało się namówić Kwasy na Yahoo i Seek and Destroy. Wyszalałem się w młynie, pogadałem ze znajomymi, popływałem po ludziach, zrobiłem sobie fotę z Titusem. Czego chcieć więcej? Usatysfakcjonowani wyszliśmy z klubu. Po zrobieniu krótkiego afterka znaleźliśmy się u Kitty na kwadracie. Odpoczynek i pobudka wcześnie rano. Powrotu na Śląsk nie ma co opisywać.&lt;br /&gt;I tak po prawdzie cały ten weekend byłby wyśmienity, gdyby nie jedna wiadomość. Koncert w Kraku okazał się ostatnim koncertem Olassa. Dane mi było zobaczyć go po raz ostatni w akcji. Strasznie przybiła mnie ta informacja. Nie zmienia to faktu, że bardzo się cieszę z pójścia na ten koncert. Uzyskałem z niego dużo pozytywnej energii, zobaczyłem też ostatni występ Olka. I choć nie pokuszę się o określenie tego koncertu moim najważniejszym gigiem Acids w życiu (bo takim na pewno nie był), to warto było tam być. Warto było zapamiętać Olassa takim, jakim był na tym koncercie.&lt;br /&gt;I tak oto cała historia trzech dni dobiegła końca. Teraz czas na morał, bo, jak każde opowiadanie, morał mieć musi. A będzie miało nawet kilka.&lt;br /&gt;Po pierwsze primo, rock jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Bo choć potem mój humor podupadł, to jednak w tamtej chwili czułem się wolny od wszystkich zmartwień.&lt;br /&gt;Po drugie primo, dobrze jest mieć tak wspaniałych znajomych. To dzięki nim ten czas był tak udany. Cieszę się, że was mam.&lt;br /&gt;A po trzecie primo, każde wysiłki i rezultaty przepadają, jeśli umiera ktoś, kogo się znało.&lt;br /&gt;Niestety.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7867890178765309302?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7867890178765309302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/two-nights-in-krakw.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7867890178765309302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7867890178765309302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/12/two-nights-in-krakw.html' title='Two nights in Kraków'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-74609839143519275</id><published>2008-11-30T20:54:00.006+01:00</published><updated>2008-12-01T09:50:50.986+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tu miała pojawić się notka na temat weekendu spędzonego w Krakowie. Niestety, na razie jej nie będzie - dziś odszedł od nas wspaniały muzyk i człowiek, Aleksander "Olass" Mendyk znany z takich zespołów jak Acid Drinkers czy None.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Będzie nam go bardzo brakowało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/STOlQMIF8KI/AAAAAAAAAtc/Trz1ItW0rOY/s1600-h/index_01.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 264px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/STOlQMIF8KI/AAAAAAAAAtc/Trz1ItW0rOY/s320/index_01.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5274741286132641954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Spoczywaj w pokoju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-74609839143519275?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/74609839143519275/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/11/tu-miaa-pojawi-si-notka-na-temat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/74609839143519275'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/74609839143519275'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/11/tu-miaa-pojawi-si-notka-na-temat.html' title=''/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_GborHgarakM/STOlQMIF8KI/AAAAAAAAAtc/Trz1ItW0rOY/s72-c/index_01.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4834767077544109265</id><published>2008-11-09T16:52:00.002+01:00</published><updated>2008-11-09T19:09:10.645+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://szubrycht.wordpress.com/2008/11/09/medal-za-metal/"&gt;Medal za metal&lt;/a&gt; - artykuł Jarka Szubrychta na temat &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sabatonu&lt;/span&gt;, ich piosenki związanej z bitwą pod Wizną oraz całym halo, jakie się wokół niej robi. Naprawdę warto przeczytać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4834767077544109265?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4834767077544109265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/11/metal-za-medal-artyku-jarka-szubrychta.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4834767077544109265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4834767077544109265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/11/metal-za-medal-artyku-jarka-szubrychta.html' title=''/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7616214465867915260</id><published>2008-11-05T11:56:00.006+01:00</published><updated>2008-11-05T12:20:39.046+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cRPG'/><title type='text'>Ścieżka krwi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I znów zaniedbałem nieco to miejsce... Widać piśmiennicza wena przychodzi mi falowo. Tak czy inaczej dzisiaj będzie trochę mniej egzystencjalistycznie, będzie za to rozrywkowo. Ostatnio pokusiłem się o zagranie w &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Vampire the Masquerade: Bloodlines&lt;/span&gt;. Nie grałem wcześniej, dlatego też ochoczo wziąłem się za nadrabianie zaległości. I powiem Wam jedno - gra jest świetna. Trzyma nieziemski klimat, jest dobrze przemyślana i niemniej zagmatwana. Oczywiście nic nie może być tak piękne - gra ma od groma bugów, jak choćby problemy z dwurdzeniowymi procesorami. Przyznam, że zmuszenie jej do działania zajęło mi nie lada czasu, niemniej jednak opłacało się, bo gra naprawdę potrafi trzymać w napięciu. Najlepszym przykładem jest dom nawiedzony przez duchy, w którym może i z nikim nie walczymy, to jednak jest bardzo gorąco. Walka z przeciwnikiem, którego nie widać, unikanie latających garnków, magiczne płomienie... A całe to pandemonium poprzedzone jest delikatnymi sygnałami, że coś jest nie tak. Garnek nie wylatuje od razu w powietrze, najpierw się lekko trzęsie, potem dołączają do niego następne, aż w końcu zaczyna się piekło. To jednak nie są jedyne oznaki paranormalnej obecności. Gasnące światła, głosy gdzieś z oddali, pojawiające się napisy i ona... zamordowana kobieta, której duch chce co jakiś czas przebiega Twoją drogę. Człowiek widzi ją tylko kątem oka, do tego przez ułamek sekundy... a serce bije mu tak szybko. Przyznam, że grając o północy w tej lokacji naprawdę się bałem. Ręce ciągle mi się trzęsły, zimny pot spływał po karku. To tylko dobrze świadczy o tej grze, ale też uświadamia mi jedno. Gry horrory chyba nie są dla mnie. Pewnie nie wydołałbym psychicznie przy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Silent Hillu&lt;/span&gt; jeśli Wampir, w którym to ten dom był przecież elementem pobocznym, wywołał we mnie tyle strachu. Widać nie jest to sport dla mnie. A grę zdecydowanie polecam wszystkim, szczególnie zaś tym, dla których cRPG znaczy bardzo wiele.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7616214465867915260?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7616214465867915260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/11/cieka-krwi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7616214465867915260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7616214465867915260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/11/cieka-krwi.html' title='Ścieżka krwi'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-3430438436000745559</id><published>2008-10-23T22:58:00.005+02:00</published><updated>2008-12-08T23:43:08.540+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Sens życia według...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...niekoniecznie Monty Pythona. Raczej chodzi o moje odkrycie. Tak właśnie, chyba odkryłem na czym to wszystko polega, czemu tu jestem i takie tam. Oczywiście nie podzielę się tą wiedzą, gdyż po pierwsze nie chcę odbierać innym możliwości bycia dumnym z tego odkrycia, po drugie zaś dla każdego ten sens jest zapewne inny. Nawet wtedy, gdy różni się on w najdrobniejszym szczególe - jest on już wtedy innym sensem (kojarzy mi się to trochę z książkami w Borgesowskiej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bibliotece Babel&lt;/span&gt;). Dlatego też nic nie piszę na temat jego treści, tylko się chwalę. Choć tak na prawdę można by się zastanowić czy jest powód do chwalenia się. Odkrycie czegoś wcale nie oznacza posiadania tego - są to dwie zupełnie inne rzeczy. I tak jest też w moim przypadku - wiem, jaki jest sens, ale go nie posiadam. Jest to dość dziwne, szczególnie jeśli chodzi o sferę metafizyki, jednak tak właśnie jest w moim przypadku. Dlatego też się z tego powodu nie cieszę, jest wręcz przeciwnie - nieumiejętność jego osiągnięcia nie nastraja mnie zbyt pozytywnie. Powiem więcej - wydaje się on oddalony jeszcze bardziej niż był, gdy nie znałem jego natury. I to jest tak na prawdę smutne.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-3430438436000745559?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/3430438436000745559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/sens-ycia-wedug.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3430438436000745559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3430438436000745559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/sens-ycia-wedug.html' title='Sens życia według...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6204323136415118838</id><published>2008-10-18T14:47:00.001+02:00</published><updated>2008-10-18T14:47:59.836+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Rozdwojony język</title><content type='html'>&lt;div xmlns='http://www.w3.org/1999/xhtml'&gt;&lt;div align='justify'&gt;Wspomnienia z czasów młodości wracają... Ostatnio zacząłem oglądać Dragon Balla. Ile czasu spędziłem z tą serią, ile emocji we mnie wzbudziła chyba tylko ja wiem. A wszystko przez kumpla, który przywiózł do akademika PlayStation 2, na którym to zaczęliśmy grać w jedno z mordobić ze smoczego cyklu (które to od kilku lat wyrastają jak grzyby po deszczu). Jednak nie o wrażeniach z odświeżenia serii mam zamiar pisać a raczej o wrażeniach z tłumaczenia. Korzystając z dobrodziejstw internetu dostałem w swoje łapki DB w formacie mkv. Jedną z głównych zalet tego rodzaju plików jest posiadanie kilku ścieżek dźwiękowych, w tym przypadku angielskiej i japońskiej, oraz wbudowanych napisów. Jako żem leń i nie chce mi się czytać (co sygnalizuje zmianę mojego podejścia do dubbingu, którego to kiedyś nienawidziłem) zdecydowałem się na wersję anglojęzyczną - tym bardziej, że już trochę wyszedłem z osłuchania z językiem angielskim i chcę go nieco odświeżyć. Niemniej jednak czasami włączam sobie ścieżkę japońską wraz z napisami, akurat gdy wkurza mnie dubbing i tłumaczenie. Co jednak najciekawsze, prawdziwa zabawa zaczyna się gdy włączy się angielską mowę wraz z napisami. Wtedy dopiero jest ciekawie, a to dlatego, iż okazuje się jak bardzo różnią się oba tłumaczenia. Przyznam szczerze, że nie zwracam na to uwagi w przypadku lektorów i angielskich ścieżek dźwiękowych, gdyż po prostu nie mam na tyle podzielnej uwagi by rozumieć dwa języki naraz. Za to jeden język w dwóch formatach to już inna bajka... Dlatego też zacząłem zwracać uwagę na więcej szczegółów. I muszę z przykrością stwierdzić, że angielski dubbing jest strasznie ugrzeczniony. Bo o ile napisy obfitują w masę nieco sprośnego humoru (którego autentyczność zdaje się potwierdzać polskie, &lt;i&gt;notabene&lt;/i&gt; świetne tłumaczenie), o tyle już dubbing jest go w większości pozbawiony. Posunięto się nawet do tego, że w przypadkach gdzie nie widać ruchu ust usunięto niektórym postaciom całe kwestie... Ot taka cenzura... Co więcej, niektóre wypowiedzi nabrały wręcz wychowawczego charakteru pokroju "zawsze opłaca się pomagać potrzebującym," który w oryginale ,o ile w ogóle jest obecny, się tak nie narzuca. Znamienne jest też stwierdzenie, które to przeczytałem kiedyś w jednym eseju a przypomniało mi się podczas oglądania tej serii. "Przemysł dubbingowy najlepiej rozwinął się w krajach, w których panuje/panowała olbrzymia cenzura." I to jest strasznie adekwatne w stosunku do Stanów Zjednoczonych.&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;Na koniec dodam, że humor w wersji angielskiej nie jest taki zły. W wielu miejscach uśmiałem się okropnie (jak choćby w przypadku byka mówiącego z hiszpańskim akcentem), jednak jest to często humor zupełnie innego rodzaju niż ten oryginalny. I może dlatego oglądam tą serię właśnie w takim języku... Bo ile razy można przerabiać to samo?&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6204323136415118838?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6204323136415118838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/rozdwojony-jzyk.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6204323136415118838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6204323136415118838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/rozdwojony-jzyk.html' title='Rozdwojony język'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8565440215883647791</id><published>2008-10-10T10:09:00.002+02:00</published><updated>2008-12-08T23:43:18.255+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='varia'/><title type='text'>Chmury na horyzoncie</title><content type='html'>&lt;div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"&gt;&lt;div align="justify"&gt;To nie będzie dobry dzień. Czuję to w kościach, w umyśle, w sercu od samego rana. Wiem czemu tak się dzieje, jednak - wbrew Freudowi - identyfikacja źródła problemu wcale nie skutkuje jego zniknięciem. Powiem więcej, skutkuje jego pogłębieniem. A wszystko to przez poczucie pewnej beznadziejności mojego życia. Przez załamanie tego, w co wierzyłem. Przez poczucie niemożliwości osiągnięcia tego, co tak bardzo chcę odzyskać a czuję, że nie potrafię. Innymi słowy - czuję się, jakby ode mnie nic nie zależało, a to, na czym mi zależy nigdy nie nastanie. Chciałbym się mylić, chciałbym napisać: nie miałem racji, wszystko jest OK jednak... nie potrafię. Nie potrafię sprawić, by było OK. Niestety. Jedyne, co potrafię to czekać. Nie wiem tylko co przyjdzie pierwsze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8565440215883647791?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8565440215883647791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/chmury-na-horyzoncie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8565440215883647791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8565440215883647791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/chmury-na-horyzoncie.html' title='Chmury na horyzoncie'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4823532049117970062</id><published>2008-10-08T10:21:00.003+02:00</published><updated>2008-10-08T10:44:58.737+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Klęska urodzaju</title><content type='html'>&lt;div xmlns='http://www.w3.org/1999/xhtml'&gt;&lt;div style='text-align: justify;'&gt;Tak można by określić tegoroczną jesień i zimę - przynajmniej pod względem koncertowym. Tyle się tego narobiło, że człowiek nie ma pojęcia co wybrać. A nawet jeśli ma, to musi zweryfikować swoje plany poprzez pryzmat portfela. Bo pan portfel nie lubi koncertów, szczególnie, jeśli jest ich dużo w małych odstępach czasu. A zaprawdę, przełom 08/09 obfituje w świetne koncerty zarówno naszych lokalnych kapel, jak i dobrze znanych, zagranicznych ekip. Październik jest jeszcze w miarę spokojny, bo tylko Acidy w Zabrzu się szykują (już za półtorej tygodnia!!!). No ale już listopad ma tego aż zanadto. No bo grają wtedy &lt;b&gt;Acid Drinkers&lt;/b&gt; (minimum dwa koncerty do zaliczenia), &lt;b&gt;Lipali&lt;/b&gt; w Żorach, &lt;b&gt;Hunter&lt;/b&gt; w Wiatraku (nie słucham, ale koncerty zawsze miło wspominam), &lt;b&gt;Al Sirat&lt;/b&gt; w Bielsku i Czeskim Cieszynie (ci to już w ogóle rzadko koncertują, więc trzeba ich zobaczyć!), &lt;b&gt;Corruption&lt;/b&gt; (kolejny zespół, który rzadko występuje live, oczywiście musi się pokrywać data z Siratami)... a to tak na prawdę tylko czubek góry lodowej. Grudzień to miesiąc &lt;b&gt;Illusion&lt;/b&gt; (jedyny koncert reaktywacyjny!) i &lt;b&gt;Morbid Angel&lt;/b&gt;.  Przełom stycznia i lutego to &lt;b&gt;Sepultura&lt;/b&gt; we Wrocku, &lt;b&gt;Samael&lt;/b&gt; w Katowicach i &lt;b&gt;Tiamat&lt;/b&gt; w Krakowie. Do tego dochodzi jeszcze od dawna wyczekiwana przeze mnie trasa koncertowa &lt;b&gt;Vesanii&lt;/b&gt;... Niby żyć, nie umierać, ale... Za dużo tego jest. Jestem świadomy tego, że część z tych koncertów będę musiał sobie podarować... niestety. Życie to sztuka wyboru, nikt jednak nie powiedział, że będzie on łatwy.&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4823532049117970062?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4823532049117970062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/klska-urodzaju.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4823532049117970062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4823532049117970062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/klska-urodzaju.html' title='Klęska urodzaju'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-8442465218617580612</id><published>2008-10-07T21:35:00.000+02:00</published><updated>2008-10-08T11:12:36.550+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"Schnaps, das war sein letztes Wort"</title><content type='html'>&lt;div xmlns='http://www.w3.org/1999/xhtml'&gt;&lt;div align='justify'&gt;Nigdy bym się nie spodziewał, że od czasu mojej dawnej fascynacji Rammsteinem spodoba mi się jakikolwiek zespół śpiewający po niemiecku. Język ten może jest i fajny, ale mnie od zawsze sprawia niesamowite kłopoty (może jakbym kiedyś zamieszkał na rok w Reichu się go nauczę). Nieprzerwanie też od klasy pierwszej LO mnie on prześladuje. Z tego też powodu mam do niego małą, osobistą awersję. A pomijając tę kwestię, to za granicę kraju wychodzi najczęściej to, co jest śpiewane w obecnej lingua franca, czyli po angielsku (z mniejszym lub większym powodzeniem). A tu proszę, jakiś czas temu zainteresowałem się zespołem &lt;span style='font-weight: bold;'&gt;Onkel Tom Angelripper&lt;/span&gt;. Jak sama nazwa wskazuje (co nie dla wszystkich jest oczywiste), projekt ten należy do Toma "Angelrippera" Sucha, znanego z kapeli o malowniczej nazwie Sodom. Przyznam się szczerze, że nie jestem jakimś wielkim fanem owej kapeli, z niemieckiego thrashu o wiele bardziej wolę bandy pokroju &lt;span style='font-weight: bold;'&gt;Tankard&lt;/span&gt; i... chyba tylko Tankard. Cóż, wolę thrash zza wielkiej wody i jakoś tego nie ukrywam. Tak czy inaczej, ów muzyk założył sobie kiedyś zespół, który śpiewa pijackie przyśpiewki i stare szlagiery z kraju piwa i Bradwurstów - oczywiście w wersji nieco szybszej. Niby repertuar dość hermetyczny, a jednak coś w nim jest. Zachrypnięty, pijacki wokal Toma wyśpiewuje lekkie i radosne piosenki – ody do piwa, hymny na cześć whiskey i peany na cześć wódki. Niemiecki dodaje im tylko uroku. Do tego dochodzą gitara, gdzieś pomiędzy punkiem a thrashem (ostatnio bardzo mi się takie połączenie podoba, mimo tego, że nie lubię punku) oraz proste bicie na perkusji. OTA gra muzykę wprost stworzoną na imprezy ostro zakrapiane alkoholem, na których to w końcu budzi się uśpiony talent wokalny.  Nawet nie trzeba niemieckiego znać, bo nie ma tam jakichś ciężkich zwrotów (szczególnie w refrenach). Dlatego jest to muzyka dla wszystkich, którzy lubią nieco zabawniejszą stronę metalu, do której zresztą Niemcy mają chyba talent. Wspomniany Tankard, OTA… to nie może być przypadek. Dla mnie jest to hit sezonu i polecam go wszystkim, którzy lubią dobrą zabawę.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-8442465218617580612?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/8442465218617580612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/schnaps-das-war-sein-letztes-wort.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8442465218617580612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/8442465218617580612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/schnaps-das-war-sein-letztes-wort.html' title='&amp;quot;Schnaps, das war sein letztes Wort&amp;quot;'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-1479239015098916419</id><published>2008-10-07T16:23:00.000+02:00</published><updated>2008-10-07T18:02:23.466+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><title type='text'>I can't see you!</title><content type='html'>&lt;div xmlns='http://www.w3.org/1999/xhtml'&gt;&lt;div align='justify'&gt;Znów trochę zaniedbałem to miejsce. Cóż, bywa i tak... Tak czy inaczej dziś znów będzie o internecie, dokładniej zaś o dobrze znanej stronie internetowej &lt;b&gt;nasza-klasa&lt;/b&gt;. Co to za wynalazek tłumaczyć raczej nie muszę. Chyba każdy odwiedzał tę stronę i wie o co chodzi w całej tej zabawie - o szukanie znajomych ze swoich starych szkół. Niby szkoła lubiana nie jest, ale każdy lubi powspominać jej czasy. Dlatego też niewiarygodna ilość osób zaczęła zakładać swoje konta. Jak można było się spodziewać, do tego grona należą nie tylko osoby, które swoją edukację zakończyły wieki temu, ale też olbrzymie rzesze młodych, którzy są jeszcze w trakcie swej przygody z edukacją. Jednak przyciągnąć do siebie użytkowników to jedno. Utrzymać ich to drugie, o wiele trudniejsze zadanie. Z tego też powodu zaczęły pojawiać się różne dodatkowe funkcje - powiadomienia, gadżety, statusy itp niepotrzebne duperele. Pojawiła się także lista gości, którzy odwiedzali profil. Dla wielu super sprawa, gdyż wiadomo kto kogo kiedy odwiedzał. Czy przypadkiem jacyś nieznajomi nie przeglądają naszego profilu, kto nas najczęściej odwiedza/najbardziej lubi i takie tam. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wprowadzenie abonamentu i przemiana tej jakże pożytecznej funkcji w usługę (pozostawiono podgląd tylko trzech ostatnich osób). Można powiedzieć, że twórcy strzelili sobie w nogę - w końcu podniósł się głos wielu niezadowolonych z takiej sytuacji, ludzie zaczęli dodawać do galerii grafiki z apelem i protestem. Ale czy aby na pewno?&lt;br/&gt;Tajemnicą nie jest, że n-k to duże pieniądze. Ilość odwiedzających przyciąga reklamodawców a mimo to portal ten wciąż dodaje nowe bajery - wysyłanie grafik na komórkę, badge, zwiększanie limitów itp - wszystko oczywiście płatne. Widać jednak pieniędzy nigdy za wiele. I tak po prawdzie nie mam o to żalu do twórców - ich prawo. Mam za to żal do ludzi, gdyż podnoszą rewolucję jakby jakaś wielka klęska się wydarzyła. Za odrobine informacji o akcjach innych potrafią się obrazić na całego. Przecież nie jest to im do niczego potrzebne. A najbardziej w tym wszystkim bawią mnie porównania do znienawidzonej fotki.pl. Czytałem opinie, że z n-k to nie fotka, że ludzie chcą wiedzeć kto ogląda ich zdjecią itd. Jest to o tyle śmieszne, że spotkałem się już z opiniami jakoby własnie z n-k fotka.pl się robiła. W końcu wyszukiwanie starych znajomych odeszło już na dalszy plan a obecnie portal stara się przemienić w typową społecznościówkę, gdzie można wkleić zdjęcia, pogadać na forum itd. Z tego też powodu masa osób usunęła konta. Czemu więc nie zrobią tego protestujący? Nie wiem... Tak czy inaczej prawda jest taka, że publikując coś w internecie zgadzamy się na możliwość oglądania tej rzeczy przez kogokolwiek - babcię, pana policjanta, jakiejś osoby z Alaski. Co więcej, publikujemy nasze zdjęcia własnie po to, żeby były oglądane przez wszystkich, komentowane, zaś wiedza n.t. gości jest tylko i wyłącznie przejawem ciekawskości, chęci posiadania wiedzy o tym co robią nasi znajomi. I taka jest prawda.&lt;br/&gt;Na koniec dodam, że mimo wszystko twórcy portalu popełnili błąd. Nie każe się płacić za coś, co udostępniało się wcześniej za darmo. Nawet za cenę obciążenia serwerów (bo prawda jest taka, że takie duperele to olbrzymia ilość informacji jakie musi przetwarzać serwer). Jest to naprawdę nie fair.&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-1479239015098916419?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/1479239015098916419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/i-can-see-you.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1479239015098916419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/1479239015098916419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/10/i-can-see-you.html' title='I can&amp;#39;t see you!'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-3066652512961875290</id><published>2008-08-20T21:49:00.008+02:00</published><updated>2008-10-08T10:48:13.628+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komputer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><title type='text'>Okno na ocean...</title><content type='html'>&lt;div xmlns='http://www.w3.org/1999/xhtml'&gt;&lt;div style='text-align: justify;'&gt;&lt;span style='font-style: italic;'&gt;Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia&lt;/span&gt;*&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Podobnie jest i 361 lat później, bo przeto różne dziwy dzieją się nie tylko u mnie (o których nie będę tu pisać) , ale i w całej Polszy, a nawet na świecie. A jeden z największych wydarzył się wczoraj - zacząłem korzystać z Firefoxa....&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Oczywiście nie wiem, czy taki stan rzeczy pozostanie - na razie się z nim obwąchuję, przyzwyczajam się i dostosowuję go do siebie. Mariaż ów jest ciężki, z Operą było na pewno o wiele łatwiej. Zasobożerność i niektóre rozwiązania wręcz mnie niszczą (o tym za chwilę), a mimo to stoję twardo na posterunku. Pytacie pewnie: czemu? W końcu, jak zapewne niektórzy z was wiedzą, przez te ostatnie 4 lata stałem twardo przy dużym O i jakoś nie paliłem (ba, wręcz broniłem się) do jakichkolwiek zmian. Więc czemu?&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Ano przez Operę właśnie. Wersja 9.5 na prawdę mnie zmęczyła. Niby ładnie wygląda, niby lepsza funkcjonalność, ale... no właśnie, ale! Coraz bardziej zacząłem odczuwać brak kompatybilności szwedzkiej przeglądarki z wieloma stronami, które przeglądałem. Działanie na źle wyświetlanych forach (na których spędzam chyba z 50% swojego czasu w sieci), brak niektórych przydatnych funkcji na stronach (które to są dostępne w lisku i eksplorerze), coraz gorsze działanie samego programu (choć pod względem wydajności i bezpieczeństwa nadal jest bezkonkurencyjna) , do tego szmery, bajery, które są mi niepotrzebne, a żeby je wyłączyć trzeba się nieźle naszukać (o ile w ogóle jest taka opcja).&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Dlatego też zdecydowałem się wypróbować liska. Przyznam szczerze, że jednym z impulsów był artykuł Winter Wolf na ten temat, a mianowicie &lt;a href='http://winterwolf-wilczywykrot.blogspot.com/2008/05/firefox-20-vs-opera-926.html'&gt;Firefox 2.0 vs. Opera 9.27&lt;/a&gt;. I choć nie ze wszystkimi punktami się zgadzam, to jednak postanowiłem spróbować. A nóż, widelec mi się uda... Dlatego odpaliłem Firefoxa, co to go miałem zainstalowanego na systemie, i zacząłem instalować dodatki. Tu znów przyszedł z pomocą blog WW, gdyż znajduje się na nim lista przydatnych dodatków, które m. in. zastępują część funkcji Opery. Speed Dial, gesty myszy (swoją drogą, świetnie rozwiązane), czytnik RSS i lepsza obsługa haseł to tylko niektóre z pluginów, na które się zdecydowałem. Potem już tylko ustawienie FXa jako domyślną przeglądarkę i zaczynam się czuć jak manekin testujący auta...&lt;br/&gt;Pierwsze wrażenia... dziwne. Na pewno czuję się wooooolny (tzn slow, nie free :) ). Odnoszę wrażenie, że Opera jest szybsza. Jednak jest to mała cena za to, że w końcu strony wyświetlają mi się poprawnie, że mam rozszerzenie do Popmundo i że mogę łatwo blokować niechciane reklamy.  Za to wkurza mnie rozstawienie opcji, czy wręcz ich brak w stosunku do niektórych funkcji (np RSS). Jak będzie dalej, zobaczymy... Na razie jest w sumie nieźle, przynajmniej jak dla zatwardziałego Operatora :)&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Na koniec pozwolę sobie na małą dygresję... Tyczyć się ona będzie rywalizacji i porównań Opery z Firefoxem. Podczas dyskusji z Necrokrisem (który nieco mi pomagał, za co mu dziękuje) nawinął się temat zasobożerności. Firefox jest na prawdę zasobożerny (140MB zużycia pamięci po kilkunastu minutach korzystania o__O),  choć ponoć testy wykazują inaczej (tendencyjność takich testów zostawię w spokoju). Oczywiście może być to powodowane przez te kilka dodatków które zainstalowałem, no ale bez przesady... Zostawiwszy tą kwestię zacząłem dalej konfigurować. I tu natchnąłem się na bardzo brzydko zrobiony czytnik RSS... Kto wpadł na pomysł, żeby wyświetlać absolutnie wszystkie wiadomości w feedzie? I to bez możliwości ich usunięcia... Z pomocą zgłosiłem się oczywiście do Krzyśka, a on mi odpowiedział, że nie wie jak zmienić ten sposób funkcjonowania. No to ja mu mówię, że Lisek pod tym względem mocno ssie, Opera ma to lepiej rozwiązane (mimo, że jej czytnik RSSów też nie jest najlepszy). Na to Kris mi napisał, że to dlatego, iż Firefox to tylko przeglądarka internetowa, Opera zaś jest pakietem internetowym. I w tej oto chwili nasunęło mi się pytanie:&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;span style='font-weight: bold;'&gt;Czemu więc tak usilnie się je porównuje?&lt;/span&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;I tym pytaniem zakończę ten wpis.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;span style='font-size: 78%;'&gt;*cytat z "Ogniem i Mieczem" Henryka Sienkiewicza.&lt;/span&gt;&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-3066652512961875290?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/3066652512961875290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/08/rok-1647-by-to-dziwny-rok-w-ktrym.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3066652512961875290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3066652512961875290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/08/rok-1647-by-to-dziwny-rok-w-ktrym.html' title='Okno na ocean...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-3137866745311159563</id><published>2008-08-20T02:26:00.005+02:00</published><updated>2009-02-13T10:48:44.494+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moonspell'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Festiwalowo mi...</title><content type='html'>&lt;div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oj, przyznać muszę, że nieco kurzu się tutaj nagromadziło. Prawie dwa miesiące bez żadnego update'u, notki czy choćby znaku życia. I choć zarówno w moim życiu, jak i w świecie wydarzyło się bardzo dużo rzeczy, którymi można by się tutaj podzielić, to jakoś nie znalazłem w sobie na tyle siły, by to zrobić. Powód? Najbardziej prozaiczny z prozaicznych - lenistwo. Po prostu nie chciało mi się i to nie tylko pisać na blogu, ale też wykonywać innych obowiązków, których się podjąłem bądź mi je narzucono. Dlatego też chcę w tym miejscu przeprosić wszystkie te osoby, które czekały na nowego posta w tym blogu (były takie osoby?). Przepraszam. Jednakowoż teraz zdmuchuję kurz z ledwo co napoczętej księgi, otwieram ją i kontynuuję pisanie. Jak często będę to robił? Czas pokaże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A głównym motywem tej notki będą festiwale. Jak chyba powszechnie wiadomo wakacje sprzyjają wszelkiej maści festiwalom, a w szczególności tym pod chmurką. A wszystko to przez długi czas wolnego dla młodzieży szkolnej oraz pogodę stworzoną (przeważnie) do spędzania czasu pod namiotami. Oczywiście ja nie mogłem się temu oprzeć i sam udałem się na dwa spędy: Hunterfest w Szczytnie i Przystanek Woodstock w Kostrzynie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hunterfest... impreza, na której miało mnie nie być. Przynajmniej takie były początkowe plany - olać Szczytno i jechać na Brutal Assault do Czech. Oczywiście wszystko poszło na odwrót, a to za sprawą dobrej obsady tego pierwszego i możliwość podróży z dużą grupką znajomych. Koncerty Moonspella i Testamentu kusiły, oczywiście, jednak chyba nie były głównym powodem mojej tam obecności. Ludzie... po prostu ludzie, Hunterfest zawsze wyróżniał się super atmosferą wśród uczestników i nie inaczej było tym razem. Masa nowych znajomych, ciągłe przesiadywanie blisko namiotów przy zimnym piwie i ciepłej wódce... Świetnie spędzony czas, niezapomniane (nawet te, których nie pamiętam) chwile... Kolędy, droga krzyżowa, hasiok... Memy, które pozostaną ze mną na długo - to wszystko powstało właśnie tam, w Szczytnie. I choć droga do najprzyjemniejszych nie należała (głównie przez swoją długość), to mogę stwierdzić, że się opłacało. Ale ten festiwal był szczególny także z innego powodu - możliwość spotkania swoich idoli zawsze sprawia, że zwyczajne wydarzenie może przemienić się w nadzwyczajne. A jeśli możliwość spotkania proponuje frontman zespołu, to już w ogóle jest niewiarygodnie. A tak właśnie było. Krótka wymiana maili z Fernando z Moonspella (najpierw moje pytanie, czy będzie można ich jakoś spotkać, w odpowiedzi propozycja spotkania się z nimi na backstage'u, w końcu dołączenie do puli zaproszonych osób siostry i kumpla) i nagle okazuje się, że tak, zobaczę ich! Nie tak jak trzy lata temu, z odległości kilkunastu metrów, stojących na wysokiej scenie, lecz z bliska, twarzą w twarz... A muszę przyznać, że M to zespół dla mnie wyjątkowy. Bo choć często ich krytykuję, czy też w ogóle już tyle nie słucham co kiedyś, to jednak był to jeden z tych zespołów, od których zaczęła się moja przygoda z takim graniem. Ile magicznych chwil spędziłem przy ich muzyce, tego nie wie nikt. No a do tego wszystkie te pytania, które nagromadziły się w mojej głowie przez te kilka lat aktywności na oficjalnym forum. Pytania, na które odpowiedzi często mnie zaskoczyły. Zaskoczył mnie też sam Fernando, miły, spokojny, otwarty, bez arogancji czy też zadufania w sobie - czegoś, co myślałem, że jest jego cechą. Reszta kolesi z Moonspella też mnie zaskoczyła - no bo jak człowiek może się zachować, jak podchodzą do niego osoby z tak ważnego dla niego zespołu, wyciągają ręce i zaczynają się przedstawiać... Jak może zareagować, jeśli perkusista daje mu piwo a wokalista częstuje kanapkami? Ja do tej pory nie wiem jak, mimo, że tą osobą byłem ja sam...&lt;br /&gt;Dzień drugi też był ekscytujący. Ale z trochę innego powodu. Wtedy to miejsce miało święto thrashu, czyli koncerty Death Angel i Testamenta. Oba świetne, DA może nawet genialne. Jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) i ważniejszych koncertów w moim życiu. Szkoła tego, o co chodzi w takiej muzie. Zabawa, show, gonitwy i absolutne szaleństwo. Chłopaki z Death Angel na prawdę musieli się tam nieźle wypocić, ale przez to zagrali kwintesencję thrashu. Spontaniczna końcówka z wymyślanymi naprędce solówkami i zero chęci kończenia występu. Mimo, że czas się skończył, setlista także. Tego nie da się opisać słowami, trzeba tam być. Liczę, że przyjadą do nas za rok.&lt;br /&gt;No i Testament. Spotkanie z legendą, które mnie poruszyło. Może nie było do końca tak, jak być powinno, to nie zmienia to faktu, że występ niszczył. Tak jak Slayer rok temu. Ale tak to jest na spotkaniach z legendą. Legendy nie zawodzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po miesiącu Woodstock. Wyjątkowy z kilku powodów. Acid Drinkers grali premierowe kawałki z Verses of Steel i odbierali złotego bączka. Kreator, zespół absolutnie nie pasujący swoim przesłaniem do tego festiwalu ("I know this festival is about love and friendship, but I want you to kill each other" ^_^), Vader, którego (wstyd się przyznać) nie widziałem wcześniej live, Clawfinger, na którego w ostatecznym rozrachunku ze zmęczenia przegapiłem. Do tego duże zróżnicowanie rodzajowe (7 tenorów z orkiestrą o__O) dopełnia reszty. Ale, co najważniejsze, spotkanie z ekipą forum Barmy Army. Świetnymi ludźmi, z którymi zawsze jest dobrze się spotkać. I tak było też tym razem. Doskonale spędzone cztery dni z tymi, którzy często się nie widują, a rozumieją się tak dobrze. Atmosfera panowała wręcz rodzinna. A jak się doda śpiewanie, jedzenie (robione przez Borasa Średniowiecza) i chlanie (wódka z mikrogranulkami i ciepła cola)... Było po prostu super, mimo nawet kilku przykrych akcentów (które nie były winą samych mieszkańców wioski, a osób z zewnątrz).&lt;br /&gt;A z czym jeszcze będzie mi się kojarzył ten Woodstock? Na pewno z żarciem piachu (co mi się zdarzyło chyba z dwa razy), ścianami śmierci i kołami, z błotem po ulewnych deszczach, w które oczywiście na Vaderze musiałem wlecieć. W końcu z prześwietnymi koncertami. Było w dechę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec muszę napomknąć jedną rzecz, pewien paradoks. Z tymi festiwalami wiąże się jedna ciekawa rzecz. Niby wysysają z człowieka wszystkie siły tak, że po nich nie ma się tych sił zbyt wiele na inne rzeczy. Z drugiej strony jednak naładowują one baterie. Tak, że człowiekowi chce się żyć. Jak to robią? Nie wiem. Wiem za to, że nie zabraknie mnie na nich w przyszłym, 2009 roku...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-3137866745311159563?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/3137866745311159563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/08/oj-przyzna-musz-e-nieco-kurzu-si-tutaj.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3137866745311159563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/3137866745311159563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/08/oj-przyzna-musz-e-nieco-kurzu-si-tutaj.html' title='Festiwalowo mi...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-4275814559595772604</id><published>2008-06-11T17:19:00.002+02:00</published><updated>2008-06-11T17:25:15.105+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='last.fm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Muzyczne gusła</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Kiedyś słyszałem, że długotrwała rozłąką zbliża. Stwierdzenie to oczywiście odnosiło się do par (a jakże, zresztą większość chwytliwych haseł odnosi się do zakochanych – tak to już jest). Jego znaczenia raczej tłumaczyć nie muszę, gdyż każdy na pewno doskonale je rozumie. Niemniej jednak poświęcę mu kilka chwil, choć niekoniecznie w tymże kontekście.&lt;br /&gt;Jak pewnie niektórzy wiedzą, od października przesiaduję w sosnowieckim akademiku. Obijam się tu niemiłosiernie od czasu do czasu robiąc coś pożytecznego – jak to w domu studenta często bywa. No a poza tym, to nieczęsto bywam w domu (choć i tak częściej, niż niektórzy). No i z tego powodu chyba zarówno mnie, jak i mojej siostrze coś się udziela. A wszystko w obrębie gustów muzycznych.&lt;br /&gt;Jak łatwo się domyśleć, przed moim wyjazdem sytuacja wyglądała w ten sposób: u mnie ciągle ostre granie, u siostry raczej coś dla ducha, lekki rock itd. No ale sobie pojechałem i nagle zaczęły dziać się dziwne rzeczy (o dziwo bez pomocy czerwonego). Nie wiem kto zaczął pierwszy, ale chyba była to moja siostra. Inaczej mówiąc  - u niej to zauważyłem. Pod moją nieobecność zaczęła słuchać coraz więcej metalu. Oczywiście, słuchała jakichś Moonspelli, Tiamatów itd., ale po moim wyjeździe to już w ogóle się rozpoczęło. Nagle odkryła moje płyty i zaczęła je przesłuchiwać wyciągając coraz to nowe perełki (jak choćby Al Sirat). Oczywiście kiedy ja jej coś proponowałem, to nie zwracała uwagi. Sama zaś, nieco po omacku, odkrywa bandy, których ja słucham od dawna. Jeszcze zabawniej zrobiło się po cieszynaliowych Acid Drinkers, po których to siostra, wcześniej niezbyt przepadając za tym zespołem, teraz nawet lubi ich słuchać (do tego stopnia, że ma ich na 12 miejscu na last.fm).&lt;br /&gt;Ze mną oczywiście też dzieją się dziwne rzeczy. Nagle zacząłem poszukiwać muzyki delikatniejszej. Na nowo odkrywam piękno starego rocka pod postacią Black Sabbath, Thin Lizzy itp. Zacząłem słuchać Björk (a kiedyś jej nie znosiłem) Zainteresowały mnie inne, ocierające się nawet o pop zespoły (jak choćby pozyskane od kumpla Morphine czy The Bird and the Bee). Po prostu cały świat zaczął wywracać się do góry nogami. I choć nadal ja wole ostrzejsze brzmienia a moja siostra bardziej raczy się w muzyce lżejszej, to nasze gusta się do siebie zbliżyły (ku naszemu zdziwieniu).&lt;br /&gt;A wszystko to unaoczniło nam porównywanie gustów na last.fm, gdzie mam z nią lepszą kompatybilność, niż z wieloma innymi osobami, z którymi na pierwszy rzut oka bardziej dzielę gusta. Po prostu świat jest pełen niespodzianek.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-4275814559595772604?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/4275814559595772604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/kiedy-syszaem-e-dugotrwaa-rozk-zblia.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4275814559595772604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/4275814559595772604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/kiedy-syszaem-e-dugotrwaa-rozk-zblia.html' title='Muzyczne gusła'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-6436520852222674162</id><published>2008-06-03T20:42:00.007+02:00</published><updated>2009-03-10T16:16:00.058+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lux Occulta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tłumaczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Lux Occulta - tłumaczenia</title><content type='html'>&lt;div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"&gt;Dzisiaj znów będzie Lux Occulta, ale tym razem pod postacią moich tłumaczeń niektórych tekstów z "Matki i Wroga"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kolejny Armageddon&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Lux Occulta - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Yet Another Armageddon&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tak kuszące - w coś wierzyć&lt;br /&gt;To tak trudne - udawać&lt;br /&gt;Nowa, prostsza wiara&lt;br /&gt;Wieczność w kawałku mięsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To pierwszy z naszych dni ostatecznych&lt;br /&gt;Lecz nikogo to nie obchodzi&lt;br /&gt;Przespaliśmy kolejny Amrageddon&lt;br /&gt;Lecz nikogo to już nie obchodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nocny Kryzys&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Lux Occulta - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Midnight Crisis&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tak wyraźne po raz pierwszy&lt;br /&gt;Jest tak blisko, że ciężko mi uwierzyć&lt;br /&gt;Chciałabym wiedzieć do czego są te klucze&lt;br /&gt;Chciałabym zagubić się w tym labiryncie&lt;br /&gt;Nie chciałam widzieć&lt;br /&gt;Nie chciałam słyszeć śpiewu syren&lt;br /&gt;Chciałabym być głucha, ślepa&lt;br /&gt;Chciałabym móc w nocy  spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wydech&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Lux Occulta - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Breathe Out&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karnawału ostatni dzień&lt;br /&gt;Tańczę! Tańczę, choć boli&lt;br /&gt;Każdemu gentlemanowi jest do twarzy&lt;br /&gt;W wisielczym sznurze&lt;br /&gt;Madame, wygląda pani uroczo&lt;br /&gt;W krwawym naszyjniku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówi się, że po każdej nocy&lt;br /&gt;Nastaje dzień&lt;br /&gt;Mówi się, że za chmurami&lt;br /&gt;Jest słońce&lt;br /&gt;Cóż za ulga&lt;br /&gt;Wypiję za to&lt;br /&gt;Nalejcie mi kieliszek zatrutego wina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czemu akurat te utwory? Ano ze wzgledu na dwie rzeczy - po pierwsze są absolutnie niemetalowe, czym wyróżniają się na tle reszty płyty. Po drugie - śpiewa je wspaniały głos Indii Czajkowskiej... A robi to wręcz doskonale. Gdy go słucham, przechodzą mnie ciarki.&lt;br /&gt;Chciałby zagubić się w tym labiryncie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-6436520852222674162?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/6436520852222674162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/dzisiaj-znw-bdzie-lux-occulta-ale-tym.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6436520852222674162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/6436520852222674162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/dzisiaj-znw-bdzie-lux-occulta-ale-tym.html' title='Lux Occulta - tłumaczenia'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-941494242649739586</id><published>2008-06-02T17:08:00.003+02:00</published><updated>2008-06-11T17:25:52.113+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lux Occulta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Lux Occulta - Yet Another Armageddon</title><content type='html'>&lt;div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"&gt;&lt;p&gt;&lt;object height="350" width="425"&gt;&lt;param value="http://youtube.com/v/FbPlF7LOl9k" name="movie"&gt;&lt;embed height="350" width="425" type="application/x-shockwave-flash" src="http://youtube.com/v/FbPlF7LOl9k"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;Dzisiaj będzie króto, a mianowicie wklejam utwór Lux Occulty, którym ostatnio się narkotyzuje (podobnie zresztą, jak całą płytą). Oczywiście polecam zapoznać się z obydwoma ;]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-941494242649739586?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/941494242649739586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/lux-occulta-yet-another-armageddon.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/941494242649739586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/941494242649739586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/lux-occulta-yet-another-armageddon.html' title='Lux Occulta - Yet Another Armageddon'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7410878484266465604</id><published>2008-06-01T16:42:00.000+02:00</published><updated>2008-10-19T13:34:31.382+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>Niebezpieczne gry komputerowe (np: Tiamat - "Only in My Tears It Lasts")</title><content type='html'>&lt;div xmlns='http://www.w3.org/1999/xhtml'&gt;&lt;div align='justify'&gt;Dzisiaj media obiegła informacja o tym, że 14-letni chłopak zabił 17-latka cegłówką. Poszło o to, że ten pierwszy dostał nieźle w dupę w Counter Strike’a (dla nieobeznanych – gra, w której jedna strona gra terrorystami, druga zaś to the good guys). Śmierć ta to oczywiście niewyobrażalna tragedia, jednak szybko ludzie o tym zapomną, jak przy całej tej sytuacji rozpocznie się kolejna nagonka na gry komputerowe. W końcu winny tej sytuacji zawsze musi się znaleźć, a dysfunkcyjna rodzina mało kogo elektryzuje. Z drugiej strony jednak rozrywka elektroniczna jest zjawiskiem relatywnie młodym i nie każdy jest z nią dobrze zaznajomiony. To oczywiście daje wiele możliwości łowcom sensacji by zarobić kilka groszy i wzniecić kilka rozruchów. Dlatego też przez cały artykuł, który czytałem na ten temat, przewijała się tematyka przemocy w grach komputerowych (o ograniczeniach wiekowych już nie wspomniano) doprawiona informacją o tym, że choć CS jest grą niebezpieczną dla młodych umysłów, to powstają gry jeszcze gorsze, brutalniejsze, bardziej realistyczne i wymyślne w znęcaniu się nad pikselowymi ludźmi. Dopiero pod koniec napisano krótką notkę, że rodzina tego chłopaka była dysfunkcyjna, że nie radził sobie w życiu itd. Sposobu zakończenia konfliktu też raczej z CSa nie zaczerpnął, choć to akurat jest moja refleksja. A prawda jest taka, że gry, podobnie jak książki, filmy, sny itd. są tylko jednym z mniej znaczących czynników, które mogą posunąć kogoś do tak radykalnych rozwiązać (chyba, że ktoś jest chory na głowę, ale to problem raczej dla psychologa niż dla mnie). To środowisko zawiodło, gra była tylko sposobem odstresowania. A że zaczęła dla niego zbyt dużo znaczyć…  Cóż, to jest scenariusz stary jak świat. Ludzie mordowali się o kobiety, o skarby, o żywność, o alkohol… czemu nie mogą mordować się za gry? Brzmi to jak barbarzyństwo? A czy mordowanie się nie jest barbarzyństwem?&lt;br/&gt;Tak czy inaczej zapomina się też o jednej rzeczy – jak każdy inny produkt, tak i gry skierowane są do odpowiedniej grupy odbiorców. CS ma ponoć ograniczenie „od 16 lat,” czyli jak widać chłopak był za młody. Jednak z grami to jest tak, że traktowane są one bardzo często jako produkt dla dzieci. Podobnie jest z książkami, filmami animowanymi i komiksami, z tego też powodu mało kto traktuje poważnie wszelkiego rodzaju znaczki „Adults Only.” Bo to przecież dla dzieci jest. To, czego potrzeba, to zmiana sposobu postrzegania takich produktów – wtedy może rodzice zaczną zastanawiać się, co robią ich pociechy. Zaczną zwracać na to uwagę. Zaczną rozmawiać z nimi i wyraźnie nakreślać im, gdzie kończy fikcja a zaczyna rzeczywistość. No i w końcu może ludzie dorosną do tego, by powiedzieć prawdę. By otwarcie stwierdzić kto zawinił, nie zaś zwalać winę na coś innego samemu umywając ręce.&lt;br/&gt;Chłopakowi życia nic już nie przywróci, ale ile innych istnień będzie można dzięki temu ocalić. Trzeba tylko zmienić sposób myślenia. Osobiście mam nadzieję, że takich czasów dożyję.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7410878484266465604?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7410878484266465604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/niebezpieczne-gry-komputerowe-np-tiamat.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7410878484266465604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7410878484266465604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/niebezpieczne-gry-komputerowe-np-tiamat.html' title='Niebezpieczne gry komputerowe (np: Tiamat - &amp;quot;Only in My Tears It Lasts&amp;quot;)'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-5120358172536976686</id><published>2008-06-01T02:14:00.000+02:00</published><updated>2008-06-01T01:15:57.112+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><title type='text'>Dzisiaj będzie koncertowo</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Po raz kolejny okazało się, że dobre wrażenie można bardzo łatwo popsuć.  Tak też było i tym razem, cała sprawa zaś dotyczy czwartkowego koncertu który zaszczyciłem moją skromną osobą (tutaj pozdrowienia dla całej ekipy, która mi w tej eskapadzie towarzyszyła – jesteście wielcy!). Grały jakieś dwie kapele z Katowic, Snake Eyes i coś jeszcze. Przyznam szczerze, że obu kapel nie znałem – nazwy nie obiły mi się o uszy, nie słyszałem żadnego z kawałków itd. Innymi słowy – szedłem tam w ciemno, ale że cały koncercik był za frajer a ja potrzebowałem dawki thrashu, to nie mogło mnie tam zabraknąć. Umówiłem się więc z odpowiednimi ludźmi i wyruszyliśmy na obcowanie z kulturą. Po zajęciu miejsc siedzących i kupieniu zimnych browarów rozpoczęliśmy oczekiwanie na występ. A chwilę to potrwało, zanim pierwszy zespół się rozłożył, nastroił, pobawił itd. Mój niepokój wzbudził nieco klawiszowiec, bo do takiej muzyki parapety raczej rzadko pasują. Ale nic to, przecież nie będę oceniał książki po okładce. A, trzeba przyznać, zespól zaczął z niezłym przytupem - nawet ja zacząłem lekko nóżką ruszać. Rozochocona Kitty nawet podbiła pod scenę – tym bardziej, że ponoć grali jej znajomi (o czym nie wiedziała przed przybyciem do klubu). I tu dochodzimy tak naprawdę do sedna – wokal. Ten, jakby nie patrzeć, witalny instrument zawiódł. Miał dwie główne wady – śpiewał po polsku, to raz (tu się też potwierdziła stara prawda głoszona przez Tadka, czyli że teksty metalowe po polsku brzmią obciachowo). Dra to  to, że w ogóle nie pasował do takiej muzyki. Wokalista chyba za dużo się Comy nasłuchał w życiu, bo brzmiało to właśnie jak jakaś Coma, tyle że dla ubogich. Jedna rzecz zniszczyła cały występ zespołu. Wszystko zawaliło się jak domek z kart a ja zyskałem powód do narzekań. Cały polot i tupanie nóżką zanikły. A nawet te parapety tak bardzo nie przeszkadzały! Gitarzysta dwoił się i troił, żeby dodać nieco życia temu występowi, ale się nie dało. Głos wokalisty sprawił, że całość była bardzo niemrawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle dobrze, że Snake Eyes zrekompensował mi udrękę z pierwszym bandem. Tu był ogień, była zabawa, był Slayer. Nie było żadnego pitolenia i wszystko, mimo słabego nagłośnienia, kleiło się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jaki z całej historii jest morał? Do pewnych rzeczy trzeba odpowiednich ludzi na odpowiednim miejscu. Gdybym grał w tamtym zespole, to bym się mocno zastanowił, czy chcę mieć takiego wokalistę. Bo może i względy koleżeńskie są ważne, ale jak już chce się tworzyć muzykę, to niech to będzie stało na jakimś tam poziomie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-5120358172536976686?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/5120358172536976686/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/dzisiaj-bdzie-koncertowo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5120358172536976686'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/5120358172536976686'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/06/dzisiaj-bdzie-koncertowo.html' title='Dzisiaj będzie koncertowo'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1176951269913292214.post-7547544578276035574</id><published>2008-05-25T21:50:00.001+02:00</published><updated>2008-05-26T02:28:00.809+02:00</updated><title type='text'>Już coraz bliżej oficjalnego startu - pojawia się wersja beta...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Jednak sam zrobiłem szatę graficzną. Tak, piszę tę notkę po to, by się tym pochwalić. Nie jest to może mistrzostwo świata, ale chyba starczy. Zresztą, brakuje mi umiejętności, by poprawić ten baner. Możliwe jednak, że w przyszłości co nieco się zmieni. Poza tym od teraz rewolucji nie przewiduję. W sumie to mogłaby być już wersja 1.0 (albo 0.1.0, jak się niektórzy devowie lubują w numerowaniu swojego oprogramowania), ale że po alfie jest beta, to tytuł taki a nie inny. No i przecież muszę pouzupełniać rózne takie duperele w dziale "o mnie," w linkach itp...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc stay tuned! Następny post będzie już na jakiś temat. Znaczy to mniej więcej tyle, co brak kwestii technicznych tego bloga... przynajmniej na jakiś czas.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1176951269913292214-7547544578276035574?l=idolfreezone.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://idolfreezone.blogspot.com/feeds/7547544578276035574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/05/ju-coraz-bliej-oficjalnego-startu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7547544578276035574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1176951269913292214/posts/default/7547544578276035574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://idolfreezone.blogspot.com/2008/05/ju-coraz-bliej-oficjalnego-startu.html' title='Już coraz bliżej oficjalnego startu - pojawia się wersja beta...'/><author><name>Crawley</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06380012069701105437</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_GborHgarakM/SDiRfFvrEfI/AAAAAAAAAek/_zqfAf_Fag8/S220/1567.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
