Mało jest tak kontrowersyjnych kwestii w światku internetowym, jak mp3 i wszystko to, co z nimi związane. Jedni mówią, że pobieranie ich z internetu to przestępstwo, które uszczupla i tak już szczupłe dochody artystów i, przede wszystkim, wytwórni. Z drugiej strony stoją zwolennicy formatu cyfrowego, wg których dostęp do sztuki jest najważniejszy i każdy powinien mieć prawo do pobierania tego, co chce. Jak łatwo się domyśleć, strony te ścierają się na wielu płaszczyznach i wielu miejscach, że tylko wspomnę o niedawnym, głośnym procesie
The Pirate Bay, czy też słynnej sprawie wytoczonej
Napsterowi przez
Metallikę. I nagle dochodzimy do wniosku, że ściąganie muzyki to czarny sen fonografii zabierający jej cenne pieniążki. W końcu nic nie może być za darmo, artysta się napracował, trzeba mu za to zapłacić, co by mu na czynsz starczyło...
Zaraz, zaraz... nie można mieć muzyki za darmo? Przeca to bzdura, serwisy typu
last.fm czy, przede wszystkim,
Jamendo, oferują swym użytkownikom olbrzymie ilości utworów do przesłuchania, ściągnięcia, podzielenia się. Ba, ten drugi serwis oferuje całe albumy, niejednokrotnie bardzo ciekawe. Oczywiście, artyści, których można tam znaleźć są raczej mało znani, jednak czy to sprawia, że są gorsi? Raczej nie. Oni chcą się przebić a internet daje im ku temu możliwość.
Co jednak z tymi większymi? Z tymi, którzy należą do majors, tymi, którzy ponoć tracą najwięcej, bo są znani. A jak wiadomo, im ktoś bardziej znany, tym jest częściej okradany. A z nimi, jak to z artystami, jest różnie. Czasami popsioczą, czasami pogłaskają, czasami każą płacić (bootlegi Metalliki), czasami dają coś darmo.
No właśnie, darmo. Ostatnio wyczytałem, że zespół
Coldplay (kapela bardzo znana i popularna) wydała w sieci, za darmo, swój najnowszy album. Koncertowy, bo koncertowy, jednak za darmo, oficjalnie, bez DRM-owego gówna, dla każdego chętnego. Chcesz ściągnąć, proszę bardzo. Czy to nie wspaniałe? Czy to nie urzeczywistnienie tego, iż kultura powinna być powszechnie dostępna? Tak właśnie jest i bardzo cieszy mnie ten krok, choć sam Coldplay'a nie słucham. Zresztą, nie oni jedni postąpili w ten sposób. Jakiś rok temu
Radiohead (kolejny zespół bijący rekordy popularności, szczególnie na last.fm) wydał płytę tylko i wyłącznie na necie w cenie typowo kościelnej, czyli „co łaska.” Uważasz, że album wart jest jednego centa? Proszę bardzo, za tyle możesz go kupić. My się nie będziemy obruszać. Bo czemu? Ważne jest, że ludzie słuchają naszej muzyki, my i tak zarabiamy na koncertach itd. A z internetem się nie wygra, kto ma ściągnąć, ten i tak ściągnie – cokolwiek by się nie zrobiło. Nawet wymyślne zabezpieczenia (ostatnia płyta
L-Dópy) utrudniające życie uczciwym nic tu nie pomogą. A jeśli z kimś nie można wygrać, trzeba się do niego przyłączyć.
Zrozumiał to też polski zespół metalowy
Chainsaw, którego najnowszy krążek,
Evilution, można pobrać legalnie z sieci. A jak ktoś chce mieć wersję CD (a jest wiele osób, w tym ja, które preferują mieć muzykę w postaci fizycznej – nawet pomimo tego, że słuchają dźwięków z kompa), to bez problemu można go nabyć na koncertach. I wilk syty i owca cała. Mam tylko nadzieję, że im się to zwróci, zaś inne kapele pójdą w ich ślady. Bo nic tak nie cieszy, jak artysta dzielący się swoim tworem z innymi.