niedziela, 15 lipca 2012

Huśtawka

Gdy przez dłuższy czas tu nie piszę, zawsze zastanawiam się czy ktoś jeszcze tu zagląda. Przestoje niestety są potwornie długie, ja zaś nie potrafię znaleźć formuły dla tego bloga. Niby jest tyle do pisania, tyle do komentowania, a jednak coś tu nie chce zaskoczyć i chęci do pisania brak. A jak się już pojawi, to nagle w umyśle panuje pustka i nie jestem w stanie sklecić żadnego zdania... Nic to, narzekam, a wcale nie było to moim celem.

W ramach odkopywania tego, co inspirowało mnie lata świetlne temu zapuściłem sobie Greatest Hits Björk. Ktoś pewnie pokręci nosem, że składak, ale sprawa to naprawdę godna uwagi - szczególnie, że do  Björk  mnie przekonała. Co za tym idzie, spodziewałem się nastrojowych wzlotów i upadków, płynięcia z muzyką, a tu lipa...  Jakieś struny nie zagrały, nie ma huśtawki emocjonalnej. Nic się nie dzieje a zaczynam się zastanawiać, czy jest to spowodowane atmosferą miejsca, brakiem alkoholu, czy może zmianami w moim charakterze, jakie mogły zajść. A jeśli to ostatnie, to należy zadać pytanie: jak bardzo nasz stan emocjonalny wpływa na odbiór? Na to, że coś się podoba, a coś nie?

Szczęśliwie się nie poddałem i dosłuchałem do końca. Coś tam powróciło, niemniej uświadomiłem sobie, że  Björk  będę musiał odkrywać na nowo (bo dawać jej się dalej kurzyć nie wypada).
Z drugiej strony później zapuściłem sobie Debut i jakoś tak wszystko wydawało się wracać do normy. No dobrze, nie miałem zamiaru skoczyć przez balkon na główkę.

sobota, 24 grudnia 2011

Święta

Cieszę sie na te święta. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie mogę doczekać się Wigilii, prezentów, potraw, atmosfery. Nie przygotowywałem się do tego jakoś specjalnie czy pięknie (z postanowieniami zawsze było u mnie krucho), a jednak czuję się, jakbym na ten właśnie moment czekał ostatnie pół roku.
Tym razem Święta będą inne niż zwykle. Inne, niż kiedykolwiek wcześniej. Po raz pierwszy od dawna czuję się ich częścią. Czuję, że przenikają moje życie i że mam na to wszystko wpływ. Czuję radość z nich płynącą i wiem, że te święta będą wyjątkowe. Szczęśliwe.

Życzę, żeby Wasze Święta w Waszym odczuciu były równie wyjątkowe.

środa, 9 listopada 2011

Już nie moja klasa

Zebrałem się w sobie i w końcu usunąłem konto na naszej klasie (mail z prośbą o usunięcie danych osobowych z serwera też poszedł - ciekawe kiedy rozpatrzą i odpowiedzą). Sporo czasu zajęło mi podjęcie ostatecznej decyzji - szczególnie, że nosiłem się z tym już dość długo. Zawsze jednak pojawiała się myśl "a może mi się jeszcze przyda?", "mam tam sporo znajomych, z którymi teraz nie utrzymuję kontaktu, ale może jeszcze będę" lub też "może będzie jakieś spotkanie klasowe, warto trzymać". Ostatnie wiadomości datowane na dwa lata wstecz wcale temu nie przeszkadzały. Może było to przywiązanie do konta? A może wrodzony show off (nie potrafię znaleźć na to słowo dobrego słowa w polskim), który każe się lansować na każdym kroku (po to przecież jest facebook). Tak czy inaczej doszedłem w końcu do wniosku "Po co mi to?" i usunąłem. Nie ma za tym żadnej ideologii, żadnych ruchów i przeświadczeń o popsuciu się serwisu nk (czyli czegoś na zasadzie kiedyś było fajnie a teraz już nie jest fajnie - mimo, że w sumie jest lepiej).

Interesujące jednak jest to, że poczułem chęć pójścia za ciosem. Bo w końcu po co mi facebook, na którego i tak rzadko zaglądam, a jak już, to wrzucam jakiegoś linka i patrzę kto dał "lubię to". Po co mi G+, które z jednej strony jest bardziej hipsterskie (bo mniej osób tam siedzi) i przez to bardziej awangardowe, z drugiej nie daje takich możliwości jak facebook. Po co mi last.fm, który w sumie służy już tylko i wyłącznie do chwalenia się swoim gustem - przynajmniej dla mnie. Nie, nie twierdzę, że te serwisy są złe. Nie są. Raczej ja nie wykorzystuję w pełni ich potencjału. Zamiast żywego kontaktu z ludźmi (czasami długo niewidzianymi) sporadycznie krzyczę w pustkę. Co gorsza ten krzyk tak na prawdę nic ze sobą nie niesie.

Po co mi więc profile na portalach społecznościowych. Czemu jeśli chcę coś przekazać, decyduję się zrobić to na fb, nie zaś np. na tym blogu? Prostota tego pierwszego? Brak zobowiązań? A może mój własny wymóg, by ten blog był czymś lepszym? Ale czy to usprawiedliwia mnie od śmiecenia gdzie indziej?

Serio. Czuję się trochę jak na emocjonalnej pustyni. Wszystko to, co robię na serwisach społecznościowych to tak na prawdę nic nie warte śmieci. Nie ma tam zaangażowania, nie ma tam uczuć... W sumie nie ma nic wartego uwagi - może poza okazjonalnymi dyskusjami ze znajomymi. Z tymże do dyskutować i utrzymywać kontakt można za pomocą maila, który z zasady jest bardziej zaangażowany? Dlaczego? nie zapisać się na grupy dyskusyjne czy chociażby częściej pisać na komunikatorze? Czemu nie rzucić tych wszystkich portali w trzy diabły i nie zacząć bardziej angażować się w to co chcę przekazać?

Odpowiedź jest jedna: strach przed tym, że gdy pozbędę się tego co niskie, to co wysokie wcale nie musi nadejść. Zamiast nich przyjdzie pustka.

wtorek, 8 listopada 2011

Ścieżka jest jedna

Zawsze sobie coś obiecuję a nigdy z tego nic nie wychodzi. Chodzi oczywiście o pisanie na blogu. Niby mam więcej czasu niż wcześniej, niby więcej do pisania, nawet czasami warunki przypominają te z czasów mojej największej pisarskiej płodności... a jednak. Czas, jak to czas - marnuje się - zarówno w pracy, jak i poza nią. Tematy też jakoś tak... czasami coś zacznę pisać, ale niekończę z uczuciem niezadowolenia, może nawet niesmaku wywołanego tym, co już napisałem. 

Kryzys? Może.... a może najzwyczajniej w świecie się zatrzymałem. Nie rozwijam się już w ogóle, wzamian odcinając się od wszystkiego, łącznie z samym sobą. Bardzo mi się to nie podoba, a jednak ciągle tak jest. Chciałbym to zmienić, a nie potrafię. Zająć się czymś innym co przeniknęłoby na tego bloga. A w sumie wychodzi na to, że znów spędzam czas przed komputerem. Czas, który bezpowrotnie tracę.

Nawet teraz, kiedy jestem w pracy, powinienem mieć mnóstwo okazji do pisania - ale jakoś tak się nie chce. Czasami zasłaniam się tym, że w gruncie rzeczy do pisania się nie nadaję. Nie jest tak. Prędzej spowodowane jest to tym, że muzyka zniknęła z mojego życia. Stało się ono szare zamiast czarno-białe - przynajmniej w formie odczuwania. Zniknęło też wszystko to, co się z nią wiązało - znajomi, koncerty, dyskusje. Czasami się spotkamy, ale to już nie to samo. Nigdy nie będzie tym samym, bo każdy znalazł swoją ścieżkę. Tylko czemu ścieżka jest jedna i nie ma nic poza nią?

Chciałbym się zatrzymać na niej by móc znów podziwiać otaczające ją krajobrazy.