niedziela, 17 maja 2009

Wolna muzyka

Mało jest tak kontrowersyjnych kwestii w światku internetowym, jak mp3 i wszystko to, co z nimi związane. Jedni mówią, że pobieranie ich z internetu to przestępstwo, które uszczupla i tak już szczupłe dochody artystów i, przede wszystkim, wytwórni. Z drugiej strony stoją zwolennicy formatu cyfrowego, wg których dostęp do sztuki jest najważniejszy i każdy powinien mieć prawo do pobierania tego, co chce. Jak łatwo się domyśleć, strony te ścierają się na wielu płaszczyznach i wielu miejscach, że tylko wspomnę o niedawnym, głośnym procesie The Pirate Bay, czy też słynnej sprawie wytoczonej Napsterowi przez Metallikę. I nagle dochodzimy do wniosku, że ściąganie muzyki to czarny sen fonografii zabierający jej cenne pieniążki. W końcu nic nie może być za darmo, artysta się napracował, trzeba mu za to zapłacić, co by mu na czynsz starczyło...

Zaraz, zaraz... nie można mieć muzyki za darmo? Przeca to bzdura, serwisy typu last.fm czy, przede wszystkim, Jamendo, oferują swym użytkownikom olbrzymie ilości utworów do przesłuchania, ściągnięcia, podzielenia się. Ba, ten drugi serwis oferuje całe albumy, niejednokrotnie bardzo ciekawe. Oczywiście, artyści, których można tam znaleźć są raczej mało znani, jednak czy to sprawia, że są gorsi? Raczej nie. Oni chcą się przebić a internet daje im ku temu możliwość.

Co jednak z tymi większymi? Z tymi, którzy należą do majors, tymi, którzy ponoć tracą najwięcej, bo są znani. A jak wiadomo, im ktoś bardziej znany, tym jest częściej okradany. A z nimi, jak to z artystami, jest różnie. Czasami popsioczą, czasami pogłaskają, czasami każą płacić (bootlegi Metalliki), czasami dają coś darmo.

No właśnie, darmo. Ostatnio wyczytałem, że zespół Coldplay (kapela bardzo znana i popularna) wydała w sieci, za darmo, swój najnowszy album. Koncertowy, bo koncertowy, jednak za darmo, oficjalnie, bez DRM-owego gówna, dla każdego chętnego. Chcesz ściągnąć, proszę bardzo. Czy to nie wspaniałe? Czy to nie urzeczywistnienie tego, iż kultura powinna być powszechnie dostępna? Tak właśnie jest i bardzo cieszy mnie ten krok, choć sam Coldplay'a nie słucham. Zresztą, nie oni jedni postąpili w ten sposób. Jakiś rok temu Radiohead (kolejny zespół bijący rekordy popularności, szczególnie na last.fm) wydał płytę tylko i wyłącznie na necie w cenie typowo kościelnej, czyli „co łaska.” Uważasz, że album wart jest jednego centa? Proszę bardzo, za tyle możesz go kupić. My się nie będziemy obruszać. Bo czemu? Ważne jest, że ludzie słuchają naszej muzyki, my i tak zarabiamy na koncertach itd. A z internetem się nie wygra, kto ma ściągnąć, ten i tak ściągnie – cokolwiek by się nie zrobiło. Nawet wymyślne zabezpieczenia (ostatnia płyta L-Dópy) utrudniające życie uczciwym nic tu nie pomogą. A jeśli z kimś nie można wygrać, trzeba się do niego przyłączyć.

Zrozumiał to też polski zespół metalowy Chainsaw, którego najnowszy krążek, Evilution, można pobrać legalnie z sieci. A jak ktoś chce mieć wersję CD (a jest wiele osób, w tym ja, które preferują mieć muzykę w postaci fizycznej – nawet pomimo tego, że słuchają dźwięków z kompa), to bez problemu można go nabyć na koncertach. I wilk syty i owca cała. Mam tylko nadzieję, że im się to zwróci, zaś inne kapele pójdą w ich ślady. Bo nic tak nie cieszy, jak artysta dzielący się swoim tworem z innymi.

5 komentarzy:

stab pisze...

błędne koło - ludzie ściągają muzykę bo płyty są drogie, wytwórnie narzucają wysokie ceny płyt bo ludzie ściągają. to raz. dwa - nie zawsze kapela może pozwolić sobie na udostępnienie płyty za free w sieci: radiohead i coldplay mogą sobie na to pozwolić, bo się nachapali już kasy, i to nie mało. kolejnym przykładem może być nowa płyta kapeli Bright Ophidia, która to na koncercie niedawnym była rozdawana za darmo. co prawda w tekturowej kopercie, ale zawartość muzyczna jest taka jak na oficjalnym sklepowym wydawnictwie (do kupienia z książeczką, w normalnym opakowaniu, ze wszystkimi bajerami), jeśli komuś się zachce, to kupi normalną wersję, a nie okrojoną.

przy okazji - http://musihilation.blogspot.com/2008/11/krl-wywiad.html polecam przede wszystkim końcówkę tekstu :)

a jamendo jest zajebiste

Żustin pisze...

NIN też udostępnił dwie swoje ostatnie płyty za darmo w sieci ;]
Fani zdesperowani mogli sobie zakupić oficjalną wersję płytkową... zważywszy na ceny płyt NINa ... no już nie muszę chyba nic więcej pisać. :>
Mnie bardzo cieszy to, że zespoły udostępniają za darmo swoją muzykę, jaka muzyka by to nie była. Bo jeśli stanie się to w jakiś sposób modne, coraz więcej artystów będzie to robić. A ostatnio coraz więcej z nich to rozumie i wprowadza w życie. :)

29Zębów pisze...

Najsmieszniejsze jest to, że podobno za płytę Radiohead zapłaciło gdzieś tak 10% słuchaczy, a i tak zarobili na tym lepiej niż gdyby mieli to wydawać przez wytwórnię. No cóż, historia dymania artystów przez wytwórnie jest jeszcze starsza niż dymanie Elvisa przez pułkownika Parkera. To jest pierwszy powód, dla którego duże wytwórnie boją sie netu. Drugi jest taki, że w rzeczywistości iternetowej szanse się wyrównują, nie musi za tobą stać mejdżers z gigantycznym budżetem promocyjnym, żeby twoja muzyka dotarła na drugi koniec globu. Czasami wystarczy myspace i kilka ciepłych słów przekazywanych sobie przez słuchaczy. pamietam jak w latach 90tych czytałem w recenzjach peany pod adresem takiej kapeli Neurosis. No i fajnie, ale ich płyt nie byłem w stanie kupić w sklepie, co najwyżej zamówić przez Dystrybutornię Północ (ktoś jeszcze pamięta takie twory?), która zamawiała to ze stanów, co generowało koszty nie do zniesienia prze kieszeń nastolatka. Dopiero w 1999 kupiłem sobie kasetę Times Of Grace wydaną przez Metal Mind. Dzisiaj mogę bez problemu zakupić ich płyty w conajmiej kilku sklepach internetowych albo na allegro. I taka sytuacja dotyczy każdego - czy to startującego, czy tez takiego, który w "starych czasach" nie miał jak się wybić, bo duże wytwórnie przykrywały wszystko swoimi materiałami promocyjnymi. Trzecia rzecz - mozlwiość zweryfikowania tego, co napisali marketingowcy z tym, co faktycznie jest na płycie. Tak w ogóle Ci, którzy rzeczywiście interesują się muzyką będą kupowali płyty, jedni 3, inni 20 rocznie, ale będą.

eMjotKa pisze...

Radiohead co prawda wydało - prawie za darmo - płytę w internecie, ale nie udostępniło jej zdaje się na iTunes'ach. Oficjalny komunikat mówił, że album musi być słuchany jako całość, a nie poszczególne utwory wyrwane z kontekstu.
Na drugim biegunie mamy Metallice, która odcieła się od szumu www i mp3, tym samym zarabiając na swojej ostatniej produkcji całkiem niezłe pieniądze. Ci zespół to strategia... To chyba zależy... no właśnie od czego? Bo chyba nie od podejścia do nowych technologii?
Osobiście ciągle kupuję płyty. Nie wyobrażam sobie słuchania utworów wyłącznie z cyfrowych odtwarzaczy. To dobre w plener i na wyjeździe.

Crawley pisze...

Ja jestem dzieckiem technologii i muzyki słucham prawie że wyłącznie w formacie cyfrowym. Gdy kupię płytę, jedną z pierwszych moich akcji jest zrzucenie jej na kompa. Nauczyłem się tego niejako z konieczności, gdy padł mi napęd CD w wieży. Jedyną odskocznią są stare dobre kaseciaki, które puszczam sobie np na noc.

Co ciekawe jednak, słuchanie mp3 (nazwa wykorzystana jako uogólnienie dla formatu cyfrowego) nie zmieniło we mnie nawyku słuchania całych albumów. Innymi słowy, słuchanie losowych utworów jakoś do mnie nie przemawia, wolę całą płytę - jest zupełnie inne odczucie. Dlatego też nie dziwię się Radiohead, że nie chcieli wrzucić płyty na iTunes. Zresztą, zaprzeczyłoby to idei, jaka stała za wydaniem albumu w necie i formą płatności.

Metallica się odcięła od internetu (poniekąd, w końcu promocja w internecie była, utwory do przesłuchania także) pewnie dlatego, że wyszli by na hipokrytów po wszystkich walkach, jakie z tym medium stoczyli.

Co do małych zespołów, to przyznam, że udostępnienie czegoś za darmo powinno im wyjść tylko na plus. Na tym etapie na zyski się raczej nie liczy, nie można mieć złudzeń. Zresztą, ja w tym względzie jestem chyba idealistą i lubię ideę dzielenia się czymś za free.

I tak naprawdę w całym tym ambarasie najbardziej żal mi małych sklepików z płytami (które i tak już dostają mocno po dupie od sieci typu Saturn, MM i EMPiK) - tych magicznych miejsc, gdzie zawsze można było porozmawiać ze sprzedawcą, posiedzieć, znaleźć jakieś starocie, spotkać znajomych, odkrywać muzykę. Era tych miejsc się kończy... niestety.