sobota, 30 kwietnia 2011

Ślub po królewsku

Korzystając z okazji dnia wolnego oraz czując się zobligowany zarówno swoim wykształceniem, jak i niebywale rzadką okazją zobaczenia ślubu następcy tronu, oglądałem wczoraj ceremonię ślubną księcia Williama i (już) księżnej Kate. Fakt, nie widziałem całości, ale na najważniejszą część, czyli nabożeństwo w opactwie Westminsterskim, się załapałem.

I w sumie w związku z tym chciałbym poczynić pewną małą dygresję. Zaskoczyło mnie bardzo, że Wielka Brytania, przy całej swej nowoczesności, olbrzymich zmianach społecznych, multikulturowości i postępowości potrafiła urządzić imprezę tak konserwatywną. Że w kraju, gdzie religia jest na bardzo dalekim planie, gdzie małżeństwa homoseksualne już nikogo nie dziwią i gdzie rozważa się różne dziwne inicjatywy pokroju "Rodzic A i Rodzic B" można zrobić ślub przyszłego monarchy w zgodzie z wielowiekową tradycją, z ciągłym odnoszeniem się do Boga, do religii anglikańskiej. 

Jednak, co najważniejsze, nikogo to nie oburzało, nikt nie czuł się dotknięty takim ukierunkowaniem. Nie starano się też zadowolić wszystkich. Zwyczajnie zdrowy rozsądek zwyciężył.

Widać świat nie jest aż taki zwariowany, jak nam się wmawia.

3 komentarze:

Velvetowa pisze...

A jak inaczej mógłby wyglądać ten ślub!? I tak nie było takiego przepychu jak się spodziewałam.

Kairon Askariotto pisze...

Niektóre media się i tak burzyły że drogo jest, ponieważ 50% szło z kiesy państwa...
Ale ja wiem, babie nie dogodzisz :P

Crawley pisze...

A ja wczoraj dosłyszałem jakoby została złożona skarga na BBC. Powód? Telewizja publiczna transmitując ślub nie przedstawiła wszystkich opinii obecnych w społeczeństwie Brytyjskim.
Grupa poszkodowana? Przeciwnicy monarchii :D