czwartek, 23 października 2008

Sens życia według...

...niekoniecznie Monty Pythona. Raczej chodzi o moje odkrycie. Tak właśnie, chyba odkryłem na czym to wszystko polega, czemu tu jestem i takie tam. Oczywiście nie podzielę się tą wiedzą, gdyż po pierwsze nie chcę odbierać innym możliwości bycia dumnym z tego odkrycia, po drugie zaś dla każdego ten sens jest zapewne inny. Nawet wtedy, gdy różni się on w najdrobniejszym szczególe - jest on już wtedy innym sensem (kojarzy mi się to trochę z książkami w Borgesowskiej Bibliotece Babel). Dlatego też nic nie piszę na temat jego treści, tylko się chwalę. Choć tak na prawdę można by się zastanowić czy jest powód do chwalenia się. Odkrycie czegoś wcale nie oznacza posiadania tego - są to dwie zupełnie inne rzeczy. I tak jest też w moim przypadku - wiem, jaki jest sens, ale go nie posiadam. Jest to dość dziwne, szczególnie jeśli chodzi o sferę metafizyki, jednak tak właśnie jest w moim przypadku. Dlatego też się z tego powodu nie cieszę, jest wręcz przeciwnie - nieumiejętność jego osiągnięcia nie nastraja mnie zbyt pozytywnie. Powiem więcej - wydaje się on oddalony jeszcze bardziej niż był, gdy nie znałem jego natury. I to jest tak na prawdę smutne.

3 komentarze:

Feroe pisze...

oj, przechodzisz na filozoficzne treści ... ja ostatnio mojemu doktorkowi z filozofii powiedział, że takie mówienie o metafizyce jest rzeczą dosyć trudną, ogółem te treści są trudne (; a on ta no,że to nie jest trudne - to jest filozofia P;

ale tu zagmatwałeś, a i tak nikt się niczego nie dowiedział P; ale dobrze, że sam coś zrozumiałeś, a było i jest to dla Ciebie ważne (:

KaGieBe pisze...

42?

Kairon Askariotto pisze...

Jak nikt jak nikt, ja mniej więcej zrozumiał co Crawuś tu nabazgrał i skomentuje to krótko aczkolwiek treściwie.


Crawuś- pierdolisz od rzeczy porządnej dupy Ci trza i dobrego chlańska ;)