czwartek, 26 lutego 2009

Rzeka informacji

Obecnie ponoć mamy dobę informacji. Nie sposób się z tym nie zgodzić, gdy dzięki internetowi wszystko mamy pod ręką. Serwisy informacyjne dbają o to, żebyśmy byli na bieżąco. Wikipedia przechowuje całą wiedzę, także na te tematy, które nie są nam do niczego potrzebne. Google dba o to, żeby wszystko można było znaleźć. To, co łączy je, nazywa się informacją. Informacją, od której człowiek wydaje się ostatnio uzależniony. Nie potrafi bez niej usiedzieć, wytrzymać, wszystko musi wiedzieć. Oczywiście nie jest to wiedza na całe życie, tylko zwykłe zaspokojenie ciekawości, które zginie gdzieś w głębinach naszej pamięci. Wiem, bo obserwuję to po samym sobie – uwielbiam wynajdywać ciekawostki, babrać się w jakichś historycznych detalach, historiach języka itp, ale mało co mi z tego zostaje. Bo informacji jest coraz więcej i więcej, i więcej. W końcu nie da się tego ogarnąć.

I to jest ta refleksja, która mnie ostatnio ogarnia. Internet, a Google w szczególności (swoją drogą, internet=Gooogle, Google=internet, jeśli nie ma czegoś na Googlach, to prawdopodobnie nie istnieje), przemienia się w olbrzymie wysypisko śmieci. Znalezienie interesującej mnie informacji często jest niemożliwe, bo przykryta jest setkami niepotrzebnych stron, przypadkowych zbitków słów, fraz itd. Bardzo często mnie to zwyczajnie męczy, gdyż nie mam sił na absorpcję tego wszystkiego, mój organizm prowokuje odruch wymiotny i dreszcze. Niestety.

To, że internet jest śmietnikiem, widzę, między innymi, po frazach wpisanych w wyszukiwarki, dzięki którym ludzie trafili w to miejsce. Zwyczajnie szukali czegoś innego, jak choćby informacji i rozszczepieniu języka, czy informacji o Bataille'u. A tu figa, niekoniecznie to, czego szukali. Oczywiście, miło mi będzie, jeśli osobom tym spodobało się na tym blogu i teraz go odwiedzają regularnie, jednak nie w tym rzecz. Sprawa rozchodzi się o to, że obecnie naprawdę ciężko jest znaleźć potrzebną, wyczerpującą informację. Czasami sam zamykam się w azylu znanych mi stron i nie wychodzę dalej, z Googla korzystając głównie jako słownika/skrótu do stron, które chcę odwiedzić.

To, co napawa pesymizmem, to fakt, że będzie jeszcze gorzej. Internet wciąż się rozrasta, co oznacza wzrost śmiecia w internecie. W końcu jedyne, co pozostanie, to wyłączenie komputera i powrót do książek, encyklopedii, gazet... Ale może to nawet i lepiej.
"I don't wanna be your trash can" (Acid Drinkers, Private Eco)

1 komentarz:

KaGieBe pisze...

A w gazetach, to może nie znajdziesz wielu niepotrzebnych informacji. A w książkach? Szczególnie tych, po które nie sięgasz? A encyklopedię czytasz od deski do deski?
Każdego dnia dzieje się coś nowego, w świecie dokonuje się wielu odkryć, ludzie płodzą nowe dzieła literackie, inną sztukę albo dzieci. Ich dzieci wpadają na nowe pomysły. Nie powstrzymasz entropii, nawet jeśli się na nią obrazisz.